Menu witryny
Start
O nas
Regulamin
Poradnictwo
Ankieta
Warsztaty
Artykuły
Ogłoszenia
Galeria
Forum
Linki
Archiwum
Kontakt
Szukaj
Logowanie

Nowości
Kalendarium
12 maja 2008 r. :
* 1895 w Madanapalle k. Madrasu urodził się Jiddu Krishnamurti (zm. 17 II 1986 w Ojai, Kalifornia). Uznany w 1909 przez Tow. Teozoficzne za inkarnację Budy Maitrei i przygotowywany do roli „Nauczyciela Świata”. Zaadoptowany wraz z bratem Nityą przez Annę Besant, zabrany do Anglii, brał udział w medytacjach jogi i zen, studiował filozofię Wschodu i Zachodu, uczył się języków. Specjalnie dla niego powołano Zakon Gwiazdy Wschodu, którym kierował. Jeździł z wykładami po całym świecie, w atmosfera powagi, uwielbienia, a także sensacji, która była dla niego trudnym do zniesienia przymusem. W 1922 zachorował jego ukochany brat Nitya, który zmarł w 1925, co stało się to momentem przełomowy w dalszej drodze Krishnamurtiego. W 1929 rozwiązał Zakon Gwiazdy Wschodu i wystąpił z Tow. Teozof. Od tego momentu stał się faktycznie Nauczycielem Świata, lecz nie jako przywódca organizacji, a jako samodzielny Nauczyciel. Nie czerpał żadnych korzyści ze swojego nauczania, jego oddani słuchacze nagrywali wykłady, wydawali książki i organizowali kolejne spotkania. Głosił oderwanie się od wszelkich autorytetów i religii. Uważał, że tylko samopoznanie poprzez medytację, która jest obserwacją faktu, prowadzi do wewnętrznej przemiany i poznania Prawdy oraz że może się to dokonać tylko teraz, w tej chwili. [Polecamy biografię na www.jkrishnamurti.republika.pl oraz filmy na www.youtube.com/profile_videos?user=Lerab&p=r]
Gościmy
Odwiedza nas 4 gości

 

Start arrow Ogłoszenia arrow kto żyw jest, kto martwy?
kto żyw jest, kto martwy? | Drukuj |  E-mail
Dodał: Galicz   

Aleksander Galicz
przekład ga.xx

1 listopada 2007 publikujemy tekst barda XX stulecia
nadchodzi w zyciu czas, gdy czytac go warto codziennie

ODCHODZA DRUHOWIE


                                                        Image
Odchodzą druhowie, po prostu,
temu trumna, tamtemu wodzostwo.
Jesienią i wiosną tak wielu,
jakby w roku były same niedziele.
Odchodzą, odchodzą, odchodzą,
odchodzą moi druhowie.
Więc nie spieszcie, by szepnąć o biedzie,
nie wierzę, wolę na to być głuchy.
Lecz przynoszą o świcie gazetę
i gazeta potwierdza te słuchy.
Gdybym wiedział, komu drogę ułatwić,
z kim przełamać opłatek wierszy?!
Tak, odchodzą. Na stronie ostatniej.
Ale częściej odchodzą na pierwszej.
Odchodzą druhowie, po prostu,
temu trumna, tamtemu wodzostwo.
Taki wiatr po stuleciu wciąż hula,
swoich kosi, dla obcych zaś kula.
Odchodzą, odchodzą, odchodzą,
odchodzą moi druhowie.
Marzyliśmy, by los nam zgotował
marsz zwycięski przez kontynent cały.
I jak trębacz, co wreszcie zwariował,
wołam druhów swych ocalałych.
Na smak, po omacku, na dotyk
liczę druhów swych bezpowrotnie.
Ale dają gazetę-nekrolog
i gazetę wywieszam w oknie.
Odchodzą, odchodzą druhowie
jak w nocy konnica w galopie.
Dla nich prawo to bzdura, sumienie cóż znaczy?!
Jedni na to naplują, a inni wybaczą.
Odchodzą, odchodzą, odchodzą,
odchodzą moi druhowie.
I gdy strata jak grom katastrofy
nożem tnie po sercu planety,
to nie spieszcie pocieszać nad prochem,
że u innych jeszcze większe są biedy.
Nie wręczajcie łaskawej mi reszty,
reszty waszej z grosików nic wartych.
Ja i tak nie zapłaczę, uwierzcie.
Nie wiem przecież, kto żyw jest, kto martwy.
Odchodzą druhowie, po prostu,
temu trumna, tamtemu wodzostwo.
Jesienią i wiosną tak wielu,
jakby w roku były same niedziele.
Odchodzą, odchodzą, odchodzą,
odchodzą moi druhowie.

                                                                   Aleksander Galicz

www.logonia.org

Logonia.org - wszelkie prawa zastrzeżone.