Menu witryny
Start
O nas
Regulamin
Poradnictwo
Ankieta
Warsztaty
Ogłoszenia
Artykuły
Galeria
Linki
Archiwum
Kontakt
Szukaj
Logowanie

Kalendarium
4 lutego 2012 r. :
* Podobnie jak wiadomym jest, że odbicie twarzy widać w zależności od lustra, lecz nie istnieje ono jako twarz, również pojęcie "ja" istnieje w zależności od ciała i umysłu; jednak podobnie jak odbicie w lustrze, "ja" nie jest rzeczywiste samo w sobie. [Nagardżuna, Bezcenna girlanda rad]
Gościmy
Odwiedza nas 36 gości

 

Start arrow Artykuły arrow Yoga arrow Paul Brunton BIOGRAFIA
Paul Brunton BIOGRAFIA | Drukuj |  Email
Redaktor: Logonia   

Pierwsza Podróż do Indii

        W następnym roku (1930) Brunton był już na pokładzie statku wiozącego go do Indii do Bombaju. Wyjazd był poprzedzony dwuletnimi studiami w bibliotece Ministerstwa Indii. Brunton chciał na ziemi indyjskiej dotrzeć do mistyków, jogów i mędrców.
Po pobycie w Bombaju udał się do Puny, później przemierzając półwysep dotarł do Madrasu, gdzie pozostał jakiś czas. Na południu Indii miał dwa ważne spotkania, z Shankaracharyą z Kanchipuram oraz z Ramaną Maharshim z Tiruvannamalai. Brunton był pod dużym wrażeniem tolerancji i otwartości mentalnej Shankaracharyi. To właśnie on skierował pisarza w stronę Arunachali, do Maharshiego. Pod wpływem rozmowy z Shankaracharyą Brunton, który zamierzał już opuścić Indie południowe, zdecydował się zmienić plany. Pierwsza wizyta w Aszramie Maharshiego miała miejsce w lutym 1932 roku i trwała dwa tygodnie. W archiwach aszramy zachowała się relacja z pierwszej wizyty Bruntona (posługiwał się wtedy jeszcze nazwiskiem Raphael Hurst). Towarzyszył mu mnich buddyjski Prajnananda (Frederic Fletcher) ze stowarzyszenia założonego przez Allana Benneta/Ananda Matteya.
 
Poniższy artykuł był po raz pierwszy opublikowany we wrześniu 1931 roku w miesięczniku PEACE (Pokój), wydawnictwa Omkar’a Shanti Ashram w stanie Ardha Pradesh. Później został przedrukowany w 1966 r., w kwietniowym wydaniu The Mountain Path.

W artykule została opisana pierwsza wizyta Paula Bruntona w Sri Ramanasramam oraz dialog z Maharshim. W artykule użyto nazwiska Hurst, którym wtedy posługiwał się Brunton. Paul Brunton to pseudonim literacki, który później stał się nazwiskiem permanentnie przez niego używanym.

Co ciekawe, przybycie dziennikarza-obcokrajowca do Aszramy było zjawiskiem rzadkim w tych czasach i zostało odnotowane przez miejscową gazetę.

Było w pół do piątej po południu i wierni zgromadzili się wokół Marharshiego w hallu, rozmawiając o notatce, która pojawiła się w miejscowym dzienniku, że Panowie Hurst i buddysta Bhikshu zamierzają pojawić się w Aszramie. Zegar wybił piątą i do hallu wszedł mężczyzna w europejskim ubraniu, niosący tacę ze słodkościami, któremu towarzyszył buddyjski mnich. Goście ofiarowali słodycze Maharshiemu, ukłonili się w sposób europejski i usiedli przed Nim na podłodze. To byli goście, o których dzisiaj tutaj rozmawiano. Mężczyzna w europejskim ubraniu nazywał się Raphael Hurst (Paul Brunton), londyński dziennikarz podróżujący po Indiach. Był głęboko zainteresowany duchowym nauczaniem Wschodu oraz przekonany, że wnikliwe studia i uznanie dla tego nauczania otworzą drogę porozumienia pomiędzy Wschodem a Zachodem. Przybył do Sri Ramanasramam, odwiedzając wcześniej wiele innych aszram. Bhikshu, który przybył wraz z nim, był także Brytyjczykiem z urodzenia. Były oficer, znany obecnie jako Swami Prajnananda, założyciel angielskiej aszramy w Rangoon. Obaj goście siedzieli jak urzeczeni przed Maharshim, w głębokiej ciszy, która została w końcu przerwana przez osobę, która gości przyprowadziła. Padło pytanie, czy goście chcieliby o coś zapytać.

Jednakże byli oni w takim stanie (przyp. absolutnego spokoju), że nie zdołali tego uczynić. Minęło kolejne półtorej godziny. Wtedy pan Hurst zaczął wyjaśniać powód ich wizyty. Głosem pełnym przejęcia powiedział, że przybył do Indii w poszukiwaniu duchowego oświecenia. Nie tylko ja – dodał – ale wielu innych na Zachodzie tęskni do Światła ze Wschodu.

Maharshi siedział nieporuszony, wycofany do wnętrza, nie zdradzający żadnej uwagi. Jedna z siedzących w pobliżu osób zapytała, czy goście przybyli na Wschód, aby studiować porównawczo religie. Nie – odparł Bhikshu – moglibyśmy zrobić to lepiej w Europie. My chcemy poznać Prawdę. Chcemy Światła. Możemy poznać Prawdę? Czy możemy osiągnąć Oświecenie? Maharshi pozostawał dalej milczący i wycofany, a ponieważ goście chcieli iść na spacer, konwersacja się zakończyła i wszyscy się rozeszli.

Wczesnym rankiem goście weszli do hallu i z wielkim szacunkiem zaczęli zadawać Maharshiemu pytania. Rozmowa, przytoczona poniżej, jest zapisem robionym na bieżąco podczas tej konwersacji.

Bhikshu: Podróżowaliśmy do wielu miejsc w poszukiwaniu oświecenia. Jak możemy je osiągnąć?

Maharshi: Przez głębokie samopoznanie i pewną medytację.

Hurst: Wiele osób medytuje na Zachodzie, ale nie wykazuje oznak postępu.

Maharshi: Skąd pan wie, że nie osiągają postępu? Duchowy postęp nie jest łatwo dostrzegalny.

Hurst: Kilka lat temu odczułem dotknięcie Szczęśliwości, ale w kolejnych latach utraciłem je. I w końcu, w ubiegłym roku, znowu to poczułem. Dlaczego tak się dzieje?

Maharshi: Stracił je pan, ponieważ pana medytacja nie była naturalnym stanem (stanem sahaja). Jeśli będzie to pana zwyczajowym zachowaniem, jeśli będzie pan nawykowo skierowany ku wnętrzu, wtedy radość duchowego piękna będzie normalnym doświadczeniem.

Hurst: Czy może to być spowodowane brakiem Guru?

Maharshi: Tak, ale Guru jest w panu. Ten Guru jest tożsamy z pana Jaźnią.

Hurst: Jaka jest droga do realizacji Boga?

Maharshi: Vichara, pytanie siebie “Kim jestem”, badanie, wnikanie w naturę Jaźni.

Bhikshu: Świat jest w stanie degeneracji. Staje się wciąż gorszy, duchowo, moralnie, intelektualnie. Czy przyjdzie duchowy nauczyciel, aby ocalić świat z chaosu?

Maharshi: Nieuchronnie, jeśli dobro się zmniejsza, a zło bierze górę, On przychodzi, aby przywrócić dobro. Świat nie jest ani zbyt dobry, ani zbyt zły. Jest mieszanką obu. Czyste szczęście i czysty smutek nie istnieją na świecie. Świat zawsze potrzebuje Boga i Bóg zawsze przychodzi.

Bhikshu: Czy urodzi się On na Wschodzie czy na Zachodzie?

Maharshi zaśmiał się, usłyszawszy pytanie, ale nie odpowiedział na nie.

Hurst: Czy Maharshi wie, czy obecnie na ziemi przebywa Awatar w fizycznym ciele?

Maharshi: Możliwe.

Hurst: Jaka jest najlepsza droga do osiągnięcia Boga?

Maharshi: Samo-wnikanie prowadzi do samo-realizacji.

Hurst: Czy Guru jest potrzebny dla duchowego rozwoju?

Maharshi: Tak

Hurst: Czy jest możliwe dla Guru, aby pomógł uczniowi na drodze?

Maharshi: Tak.

Hurst: Jakie warunki należy spełnić, aby wejść na ścieżkę ucznia? 

Maharshi: Intensywne pragnienie samo-realizacji, gorliwość i czystość umysłu.

Hurst: Czy jest koniecznym poddanie życia dla Guru?

Maharshi: Tak. Jeden może wyrzec się wszystkiego dla Tego, Który Rozprasza Ciemność. Inny może wyrzec się ego, które wiąże go z tym światem. Wyrzeczenie się świadomości ciała jest prawdziwym oddaniem.

Hurst: Czy Guru chce przejąć także kontrolę/odpowiedzialność nad sprawami doczesnymi ucznia?

Maharshi: Tak, nad wszystkim.

Hurst: Czy może dać uczniowi duchową iskrę, której ten potrzebuje?

Maharshi: Może dać mu wszystko, czego potrzebuje. To może być dobrze zauważone poprzez doświadczenie.

Hurst: Czy jest konieczne, aby pozostawać w fizycznym kontakcie z Guru, a jeśli tak, to jak długo? 

Maharshi: To zależy od dojrzałości ucznia. Proch strzelniczy zapala się natychmiast, kiedy zapalenie węgla wymaga czasu.

Hurst: Czy jest możliwy rozwój na drodze Ducha, kiedy prowadzi się normalne życie lub pracuje? 

Maharshi: Nie ma konfliktu pomiędzy pracą i mądrością. Wręcz przeciwnie, bezwarunkowa praca toruje drogę do Samo-wiedzy.

Hurst: Jeśli ktoś jest zaangażowany w pracę, pozostaje mu niewiele czasu na medytację.

Maharshi: Tylko duchowy nowicjusz potrzebuje osobnego miejsca i specjalnego czasu na medytację. Bardziej rozwinięta osoba zawsze cieszy się Błogosławieństwem, niezależnie czy jest zaangażowana w pracę, czy nie. Kiedy jej ręce są zanurzone w społeczność, jej głowa trwa w ciszy i odosobnieniu.

Bhikshu: Czy słyszał Pan o Meher Baba?

Maharshi: Tak.

Bhikshu: On mówi, że w ciągu kilku lat stanie się Avatarem.

Maharshi: Każdy jest Avatarem Boga. „Królestwo niebieskie jest w was”. Jezus, Mohammed, Buddha, Krishna, wszyscy są w tobie. Ten, kto zna Prawdę, widzi każdego jako manifestację Boga.

Bhikshu: Czy Maharshi udzieli wypowiedzi na temat Meher Baba?

Maharshi: Jakiej wypowiedzi? To jest kwestia (istnienie zewnętrznego Avatara), której poszukujący Prawdy nie powinni rozważać.

Bhikshu: Czy świat zostanie odnowiony?

Maharshi: Jest tylko Jeden, który rządzi wszechświatem, i jest Jego sprawą zajmowanie się nim. Ten, który stworzył świat, wie jak nim kierować. 

Bhikshu: Czy świat dokonuje teraz postępu?

Maharshi: Jeśli my się rozwijamy, rozwija się i świat. Świat jest taki, jakim ty jesteś. Bez rozumienia, czym jest Jaźń, jaki jest sens rozumienia, czym jest świat? Bez samo-wiedzy wiedza o świecie jest bezużyteczna. Zanurz się do wnętrza i znajdź skarb tam ukryty. Otwórz swoje serce i zobacz świat oczyma prawdziwej Jaźni. Zedrzyj zasłonę i zobacz boski majestat swojej własnej Jaźni.  (za www.arunachala.org)

Po krótkim pobycie u Maharshiego Brunton wrócił pociągiem do Kalkuty. Od swojego towarzysza podróży otrzymał kontakt do Mistrza Mahasaya, ucznia Ramakrishny, i chciał się z nim spotkać. Aura spokoju i błogości, jaką roztaczał Mahasaya, zrobiła na Bruntonie duże wrażenie. Później Brunton wyruszył do Benaresu, gdzie pozostał jakiś czas. Pandit Gopinath Kaviraj, dyrektor Benares State College of Sanskrit, zaprowadził go do swojego guru, Vishnudanandy, który przed zdumionym Bruntonem wykonał kilka zadziwiających doswiadczeń, m.in. ożywił na chwilę martwego wróbla. W Benaresie Brunton spotkał astrologa Sudei Babu, który zaofiarował się uczyć go jogi Brahma Chinta.
Dalsze punkty podróży to Lucknow i Agra na północy oraz, po drodze do Bombaju, Nasik. W Nasik Brunton odwiedził Meher Babę „Mesjasza”, poznanego zaraz po przybyciu do Indii. Planował zostać u niego miesiąc, ale zmienił plany, uznając go za bliskiego paranoi.
Dalszą część podróży Brunton odbywał samochodem, mając do dyspozycji szofera. Jego zdrowie znacznie się pogorszyło na skutek spartańskich warunków, w jakich miesiącami podróżował. Przemieszczał się teraz po zachodnich Indiach właściwie bez jasnego celu. I wtedy w małej wiosce spotkał wędrownego  jogina Chandi Dasa, który przepowiedział mu, że powinien wrócić do Bombaju, jeśli chce wypełnić swoje poszukiwania i podróż, że po powrocie na Zachód ciężko zachoruje oraz że jeszcze dwukrotnie powróci do Indii. Te powroty są wynikiem karmicznego związku z mędrcem, który nawet teraz czeka na niego na indyjskiej ziemi. Wszystkie przepowiednie, jak pokazał czas, sprawdziły się. Brunton niezwłocznie powrócił do Bombaju. Tam przeżył okres niepokoju i niepewności. Jego kondycja psychofizyczna pogorszyła się, wpadł w depresję, wydawało mu się, że jego podróż jest bezowocna, że nie pozostało mu nic innego, jak wrócić do Europy. I wtedy dwa wydarzenia zmieniły bieg rzeczy. Jedno, o charakterze wewnętrznym, drugie – zewnętrznym. Jego wewnętrzny głos nakazał mu przyjrzeć się wszystkim epizodom i postaciom podróży. Ze wszystkich osób jedna była najwyraźniejsza – Ramana Maharshi. Brunton zobaczył, że to właśnie Mędrzec z Góry Świętego Płomienia najsilniej i najgłębiej przemówił do niego. I zadał sobie pytanie: czy powinienem wracać do Maharshiego, na południe? Bilet do Europy miał już wykupiony, był słaby fizycznie i psychicznie, ale z drugiej strony statki odpływały do Europy właśnie z południa Indii. W końcu Brunton zdecydował się anulować bilet i wyruszyć do Maharshiego. Dziwnym trafem przyszedł do niego wtedy list, od poznanego podczas pierwszego pobytu w aszramie ucznia Maharshiego, zachęcający do przyjazdu. List nie był adresowany, podążał śladem Bruntona przez połowę subkontynentu. Biorąc to za pomyślny omen, Brunton skierował się do Tiruvannamalai.

ImageJego drugi pobyt u Maharshiego trwał wiele tygodni. I był duchowym szczytem, niezależnie od bardzo złej i wciąż pogarszającej się kondycji fizycznej. Brunton prowadził z Maharshim rozmowy, przysłuchiwał się pouczeniom, udzielanym innym uczniom i przyjezdnym. Zanurzał się w milczące promieniowanie Mędrca,  praktykował jego nauki. Drugi pobyt u Maharshiego kulminował w doświadczeniu mistycznego rozpoznania Jaźni, stanu pozaintelektualnego, pozaumysłowego, kiedy świadomość działa nie krępowana przez myśl. Do doświadczeń Bruntona, opisanych później przez niego w książce A Search in Secret India, odnosiło się wiele osób  odwiedzających aszramę, zadając pytania Maharshiemu, np. kiedy Brunton mówił, że istnieje stan pełnej świadomości poza działaniem myśli. Na pytanie o „promieniste światło”, pojawiające się po przekroczeniu umysłu, Ramana Maharshi odrzekł: „Dopóki doświadczenie jest doznawane przez umysł, pojawia się na początku jako ocean światła. Mentalne predyspozycje nie są jeszcze zniszczone. Chociaż umysł w tym doświadczeniu  działa w nieskończonym charakterze… Kiedy budzisz się ze snu, pojawia się światło, które jest światłem Jaźni, przekraczające Mahatattwy. Nazwane jest to świadomością kosmiczną. To jest arupa (bez formy). Światło pada na ego, skąd się odbija, promieniuje.” (Talks, 1677)
Po tygodniach pobytu w szramie, względy finansowe i osobiste zmusiły Bruntona do powrotu do Europy.
Po powrocie do Londynu jego zdrowie bardzo się pogorszyło, gorączka (powikłanie po malarii), na którą zapadł jeszcze w Indiach, nie opuszczała go przez dwa lata. W przerwach pomiędzy atakami gorączki pracował jako korespondent dla Madras Sunday Times i prowadził studia w bibliotekach wielu instytucji (Ministerstwa Indii, Królewskiego Towarzystwa Azjatyckiego, sekcji orientalnej Muzeum Brytyjskiego). W 1932 roku rozpoczął pisanie książki o swojej indyjskiej wędrówce A Search in Secret India, zakończył ją rok później. Książkę pisał w starej wiosce kwakrów w Buckinghamshire, gdzie w każdą niedzielę brał udział w spotkaniach społeczności poświęconych tematom teologicznym i metafizycznym. A Search in Secret India została wydana w 1934 roku i natychmiast zdobyła nie tylko popularność, ale i powiadomiła Zachód o istnieniu i nauce Ramany Mahrshiego. (W Polsce została przetłumaczona w latach 30. XX wieku przez Wandę Dynowską pod tytułem „Ścieżkami jogów” i wydana przez wydawnictwo Książnica. Po wojnie książka pod tym samym tytułem została przygotowana do druku i opracowana graficznie przez Pracownię Doskonalenia Wewnętrznego ARKA w Bielsku Białej (Biblioteka Wiedzy Potrójnej) i wydana przez Wydawnictwo PEGAZ w 1992 r., wkrótce potem Wydawnictwo Przedświt wydało ją ponownie, edytując i zmieniając tytuł na „Ścieżkami jogi”). I choć A Search in Secret India nie była pierwszą pracą o Maharshim, to jednak stała się najbardziej znaną i wpływającą na umysły i serca czytelników. Książka odniosła oszałamiający sukces czytelniczy. Wiele osób zdecydowało się na przyjazd do aszramy Maharshiego po przeczytaniu książki Bruntona. Był wśród nich. W.Y. Evans-Wentz, antropolog i pisarz, zajmujący się buddyzmem tybetańskim, był także major A. W. Chadwick, który przybył do Maharshiego w listopadzie 1935 roku i został jego wiernym uczniem, znanym jako Sadhu Arunachala. Kiedy Chadwick po raz pierwszy spotkał się z Ramaną Maharshim, ten był zainteresowany wieściami o Bruntonie, który miał przybyć do Indii za kilka miesięcy. Sam Chadwick mówił, że czuł zawsze, iż rozdziały książki Bruntona, które dotyczyły Bhagavana, były przez Niego, Maharshiego, zainspirowane. Ramana Maharshi, który otrzymał od Bruntona jeden z pierwszych egzemplarzy, sam przeczytał A Search... i rekomendował przeczytanie książki innym, twierdząc, że jest ważna także dla Hindusów. Także Swami Yogananda przybył do Maharshiego w 1935 roku po przeczytaniu książki Bruntona, w aszramie spotkał zresztą autora i osobiście mu podziękował (Kilka scen Maharshi, Yogananda, Brunton można znaleźć na http://www.youtube.com/watch?v=71OloCDXuHg&feature=related).

W A Search in Secret India Brunton świadomie wprowadził i prowadził narratora-dziennikarza, odkrywającego świat Wschodu, jogów, siddhów, z kulminacyjnym przeżyciem duchowym u stóp Milczącego Mędrca. Korelacja pomiędzy narratorem a Bruntonem jest widoczna, ale to w istocie zabieg literacki, mający ułatwić czytelnikom podróż ścieżkami jogi. Rozumienie duchowe Bruntona znacznie wykraczało poza jego literacki wizerunek. Brunton nie był nowicjuszem w praktyce jogi, nie o wszystkim mógł i chciał też napisać. Jednemu ze swoich uczniów mówił po latach, że kiedy przybył do aszramy, Ramana Maharshi i on wybrali się na długi spacer. Ramana powiedział mu, że (Brunton) osiągnął łaskę Najwyższego Stanu jako młody człowiek, ale wraz z rozwojem osobowości utracił ją. Teraz musi pracować nad odzyskaniem stanu, którego doświadczył spontanicznie.


ImageZanim Brunton po raz drugi przyjechał do Indii, wydał w 1935 r. dwie książki  The Secret Path (Tajemna ścieżka, tłumaczenie polskie Sebastian Musielak, wydanie Rebis 2002 r.) oraz, po kilkumiesięcznej wyprawie do Egiptu, A Search in Secret Egypt.
Przedmowę do The Secret Path napisała Alice. A. Bailey, znana postać ze świata teozofii, autorka wielu książek o magii, telepatii, okultystycznej medytacji. W The Secret Path, gdzie po raz pierwszy Brunton użył określenia Nadjaźń (Overself), nie przywołał imienia Ramany Maharshiego, choć opisana przez niego technika autoanalizy, badanie „ Kim jestem?” „Kim jest ja?” to praktyka zalecana przez Bhagavana.
A Search in Secret Egypt jest zapisem niewątpliwego zainteresowania Bruntona ezoterycznymi i okultystycznymi tajemnicami, tym razem Egiptu, jest to też opis nocy spędzonej przez niego w Wielkiej Piramidzie. Jak mówi Georg Feuerstein (w Paul Brunton: From Journalist to Gentle Sage), to doświadczenie nie mogłoby być udziałem niedojrzałego praktyka, który po prostu umarłby ze strachu.

Brunton występując o zgodę na pobyt w Piramidzie do rządu egipskiego, który był jej właścicielem, napotkał od razu duże trudności. Po tym jak był odsyłany w te i z powrotem od Egipskiego Departamentu ds. Antyków do Departamentu Policji, zapewnił sobie ostatecznie zgodę na swoją ezoteryczną próbę od komendanta policji miasta Kair.
Tak więc wczesnym wieczorem Brunton zameldował się na posterunku Mena Police, podpisał się w książce, przez co policja stawała się w pełni odpowiedzialna za jego pobyt w piramidzie aż do następnego dnia, i został zaprowadzony do piramidy przez policyjnego konstabla, który przekazał stosowne instrukcje uzbrojonej gwardii, stojącej przed budowlą. Brunton został zamknięty w piramidzie żelazną kratą. Był jednym z ostatnich, który uzyskał zgodę na spędzenie nocy w tym najbardziej znanym egipskim monumencie.

Projekcje astralne wewnątrz Wielkiej Piramidy.
W środku Brunton powoli przeszedł przez galerię do Komnaty Króla. Komnata jest skonstruowana całkowicie z granitu i mierzy 34 stopy i 4 cale ze wschodu na zachód, 17 stóp i 2 cale z północy na południe i jest wysoka na 19stóp i 1 cal. Jedynym obiektem w Komnacie Króla jest prostokątny granitowy sarkofag bez wieka, usytuowany przy zachodniej ścianie komnaty i ustawiony na linii północ –południe. Niewykluczone, że zawierał ciało króla, zamknięte w wewnętrznej trumnie z drewna. Brunton usiadł przy granitowym sarkofagu i zgasił światło. Pościł przez trzy dni przed eksperymentem, aby być bardziej wrażliwym na wszystko, co mogłoby się przydarzyć podczas jego czuwania w komnacie. Czekał w całkowitej ciemności i ciszy, tak oddalony od zewnętrznego świata, jak gdyby był na Księżycu. Godziny mijały wolno i w narastającym chłodzie Komnaty  Brunton zaczynał odczuwać wokół siebie wrogo uosobione siły, dziwne cienie zgromadziły się dookoła niego, a ciemna zjawa groźnie zbliżała się ku niemu. Wszystkie legendy o demonach polujących dookoła piramidy, opowiedziane mu przez Arabów, przyszły mu do głowy. Wkrótce krąg złowrogich istnień otoczył go, ‘elementalne monstra, odrażające demony z podziemnego świata’ jak to opisał. Pomimo narastającej paniki, Brunton oparł się pokusie zapalenia światła i postanowił przetrwać.  Ta determinacja go uratowała. Elementalne stwory znikły nagle i w ciemnościach zapanowała znowu cisza. Niedługo potem pojawiły się fantomy innego rodzaju – życzliwe istoty w ceremonialnych szatach wysokich egipskich kapłanów. Starożytne postaci poprowadziły Bruntona przez tajemne przejście w Piramidzie do Sali Nauki, zabierając w mistyczną podróż w umyśle. Mistyczne doświadczenie wiązało się z projekcją astralną. Brunton opisuje, że czuł się jak sparaliżowany, a jego duch opuścił fizyczne ciało i udał się w ‘regiony poza śmiercią’. Czuł jak przechodzi w górę przez wąski otwór (także opisywany w tradycji szamańskiej) i staje się czystą istotą mentalną z poczuciem egzystencji o wiele bardziej żywym niż w ciele fizycznym. Opisywał, jak wpatrywał się w swoje, leżące twarzą w dół, bezwładne ciało i obserwował sznur słabej srebrnej poświaty emanującej z jego duchowej istoty do fizycznego ciała. O takim sznurze mówi wiele osób, które doznawały astralnej projekcji. Jego starożytni przewodnicy przekazali mu różne informacje, łącznie z tą, że Piramida została zbudowana w czasach Atlantydy, i że zawiera w sobie tajemną komnatę i starożytne rejestry.
Brunton powrócił do zwyczajnej przytomności dosyć raptownie, będąc przekonanym, że doświadczył pewnego rodzaju ceremonii inicjacyjnej. Wystarczy wspomnieć, że okultyści tacy jak Bławatska wierzyli, że kapłani Misteriów Egipskich używali Wielkiej Piramidy do inicjacji kandydatów do projekcji astralnych i wiary w życie poza śmiercią.
(za Brian Haughton)

Z późniejszych zapisów rozmów pomiędzy Maharshim i Bruntonem (Talks 25, str 143) wynika, ze Maharshi czytał A Search in Secret Egypt. Mówił: Tak jak powiedział pan w Secret Egypt „Tajemnica piramid jest tajemnicą Jaźni”, to także tajemnica tej Góry (Arunachala) jest tajemnica Jaźni.



 
Powiązane artykuły

Logonia.org - wszelkie prawa zastrzeżone.