![]() |
Patrycja Nowak - Uniwersytet Warszawski New Age czyli nowa duchowość Wywiad |
![]() |
![]()
Ze wszystkich spraw i problemów, które Pani obecność, inwencja i pytania we mnie obudziły, najważniejszym jest pytanie o sens mojej praktyki opartej o klasyczny kanon jogi jako systemu filozoficznego i poznawczego. Rozpocząłem tę praktykę w 18. roku życia i nadal uważam, że kanon
Jogasutr Patańdźalego wraz z komentarzem zwanym Jogabhaszją, oraz wypowiedzi i uwagi spełnionych mistrzów jogi dają możliwość zrealizowania najśmielszych wewnętrznych potrzeb duchowości.Jogasutry Patańdźali, filozofia jogi klasycznej jest, moim zdaniem, najlepiej skodyfikowanym systemem poznawczym. Jest też jedynym systemem poznawczym, który ma swoją wykładnię praktyczną na wszystkich poziomach egzystencji człowieczej, od biologicznej, poprzez psychosomatyczną do duchowej. Zazwyczaj filozofowie przekazują swoją wizję sensu, podkreślają cnoty i cechy, które należy uprawiać, aby spełnienia poznawcze miały nabrały znaczenia, ale nie przekazują wykładni praktycznej. Jogasutry, wraz z systemem jogi wskazują na sposób uprawiania praktyki od ciała do subtelnych sfer wewnętrznych. W znacznym stopniu czyni to również buddyzm w swojej wersji poznawczej, przykładem może być Sutra Diamentowa bądź słynny wykład Szóstego Patriarchy zen-buddyzmu.
Dla mnie, starzejącego się człowieka... Otóż, w moim życiu, od zakończenia drugiego obiegu Saturna, w więc od 27 lutego 1998r. przytomnie przygotowuję się do śmierci, a im intensywniej to ćwiczenie wiecznego powrotu uprawiam, tym jaśniej i pogodniej mi się żyje. Moje ważne pytanie, nieco żartobliwie postawione brzmi: jeżeli joga klasyczna jest najlepiej skodyfikowanym systemem oświecania wewnętrznego oraz uwalniania prowadzącego do Wyzwolenia, to dlaczego ludzkość nie zamierza z niego korzystać?
PN: Właśnie, dlaczego? Może ludzie uważają, że istnieją różne systemy poznawcze, bardziej skuteczne?
LZ: To zależy, na
jakim poziomie życie ich zachwyca bądź uwiera. To zależy również od tego, na jakim
poziomie poszukują Uwolnienia i czy w ogóle biorą pod uwagę, że jest ono możliwe.
Nie mówiąc już o tym, że mają takie złudzenie, iż ktoś to już za nich załatwił,
bo umarł za nich i dla nich zmartwychwstał, więc oni sami nie muszą już nic więcej,
bo resztę im załatwią anachoreci, jak napisałem w jednym z wierszy.
PN: Pamięta pan ten wiersz?
LZ:
Wierzą, że żyją. Nawet stroją minki
patrząc w
zwierciadło losu czujnie i zalotnie.
Myją swoje
duszyczki, odmawiają godzinki,
kartką z
kalendarza płacą bezpowrotnie.
Ktoś im coś załatwił, chyba zmartwychwstanie,
ktoś odkupił winy, dał im ten bilecik.
Więc wystarczy jadło, odzież i mieszkanie.
Resztę im załatwią anachoreci.
Jedzą chleby
cudownie niegdyś rozmnożone,
popijają winem z
galilejskiej butli,
płodzą sobie
podobnych, rzadziej - nawiedzonych,
w nocy pełnej lęku a
wolnej od kłótni.
LZ: A będzie już z 30. lat temu, chyba nawet więcej...
...byłem dokładny w studiowaniu różnych systemów poznawczych, nawet za bardzo. Przerobiłem ich chyba z 15 na własnej skórze, w tym również systemy kultury fizycznej. Nagromadziłem tego dość dużo, mówię co jest najlepsze a ludzie, nawet moje własne dzieci, wzruszają ramionami i robią swoje (śmiech).
Pani pojawienie sprowokowało mnie do zadania sobie pytań: no i co się dzieje?! Co się stało w moim życiu? Dlaczego ludzie nie rzucili się, aby skorzystać z tej najlepszej wiedzy?
PN: I co pan znalazł w odpowiedzi?
LZ: Samo życie! Ludzi jest multum, mają zapotrzebowania na prawdę, wiedzę i spełnienie; zgodnie z nimi postępują, nawet w procesach poznawczych. To fakt. Nigdy nie zabetonowałem się w swoich przekonaniach. Zawsze byłem pokorny wobec różnorakich potrzeb ludzi.
PN: Mówią, że jest pan wymagającym nauczycielem duchowym!
LZ: Tak, ale tylko wtedy, gdy adept odwołuje się do mojego doświadczenia, do metody i drogi, które znam. A wobec naturalnych przejawów życia jestem pogodnie pobłażliwy.
MP: Trzeba wziąć pod uwagę to, że wiedza źródłowa, którą przekazujesz, nie jest wcale intelektualnie prosta. Trzeba dużo praktyki ćwiczebnej i kontemplacyjnej, aby ten system mógł się otworzyć dla zrozumienia i pojmowania. Trzeba mieć przygotowany aparat poznawczy, aby móc iść tą drogą.
LZ: Trzeba odnaleźć w sobie bakcyla, którym jest pragnienie poznawania właśnie w ten sposób. Wie pani, bakterie też są potrzebne, bez drożdży nie upiecze się ciasta.
PN: Czy każdy człowiek może w sobie coś takiego odnaleźć?
LZ: Nie, nie wszyscy. Nie wszystkie elementy poznawcze są na tym świecie równorzędnie dla każdego dostępne. Nie wszystkie są proste. Oto przykład: u podstaw jogi jest stwierdzenie, że jest ona powściągnięciem przekształcania się zjawisk świadomościowych. To twierdzenie nie jest łatwe dla percepcji. Tego twierdzenia nie zrozumiał i błędnie je zinterpretował nawet wybitny profesor psychologii, który doskonale rozpoznał mechanizmy depresyjne i napisał świetną książkę
Ból istnienia. A o praktyce jogi napisał wiele bzdurnych uwag i zaperzał się przy tym jak uczniak. Najczęściej zaczyna się domniemywać, że joga jest zaprzeczeniem świadomości. A przecież chodzi o zjawiska świadomościowe, a nie o świadomość samą. Co więcej, praktyk jogi wie, że kiedy powściągnięte zostają zjawiska świadomościowe, to wówczas dopiero świadomość może jaśnieć w całej pełni, wtedy dopiero można mówić o oświeceniu. Nie jest to łatwe dla przeciętnego odbiorcy, który utożsamia się ze zjawiskami świadomościowymi i wcale nie chce się od nich oderwać, bo one, w subiektywnym odczuciu, nadają smak i sens jego istnieniu.PN: Taka jest widocznie potrzeba człowieka.
LZ: Dopóki człowiek jest w stanie cieszyć się, radować stanami świadomościowymi, a one sprawiają mu frajdę, to nie będzie z nich rezygnował tylko dlatego, że gdzieś jest jakiś systemat poznawczy, który mu zaleca powściąganie tych zjawisk. Owszem, inne systemy poznawcze zalecają mu powściąganie
niektórych zjawisk świadomościowych, na tym polega i taką jest treść zakazów w Dekalogu. Ale od niektórych do wszystkich daleka droga. Co więcej, pomiędzy powściąganiem zjawisk świadomościowych a samą świadomością jest jeszcze obszar pustki, przez który trzeba przejść a to bardzo trudne.PN: Czy to w ogóle możliwe?
LZ: Tak, ale jest to związane z doświadczeniem głębokim, wstrząsającym całą strukturą człowieka: to śmierć mistyczna. Człowiek jeszcze żyje, fizycznie funkcjonuje, ale w gruncie rzeczy świat umiera dla niego w końcu on umiera dla świata, by się odrodzić w nowym stanie. Mówi się wtedy, że człowiek jest dwukrotnie urodzony. Patrząc na New Age tego punktu widzenia, można powiedzieć, że jego wyznawcy skupieni są bardziej na doświadczaniu subtelnych stanów świadomościowych niż na rzeczywistym osiąganiu najgłębszego poznania u samych jego źródeł.
PN: Czy można powiedzieć, że New Age jest "czymś po drodze do"?
LZ: Tak, ale taki etap pośredni dotyczy wszystkich struktur, sposobów poznawczych. Poezji, muzyki. W skupieniu na dziełach Rembrandta, Leonardo da Vinci, Salvadore Dali, Beethovena, Bacha jestem bliżej prawdy, niż w systematach New Age. Tym bardziej, że entuzjaści New Age wyjmują, a nawet wyrywają z kontekstu szacownych i wielowiekowych systemów poznawczych przydatne informacje, przykrawają je do swoich głupawo uśmi
echniętych potrzeb i nie mają zamiaru poinformować gdzie i od kogo, z jakiego żłobu wykradli swoją "strawę duchową". Rezultat jest opłakany, ponieważ praktykowanie takiej sieczki, która nie uwzględnia całej struktury ćwiczebnej a tylko jest wygodna i daje szybkie efekty psychosomatyczne, kończy się wstrząsami czyli dostaje się parę kopów psychofizycznych i rozwala się psychika człowieka. A potem zostaje tylko upić się, albo trawką czy amfetą poprawić sobie nastrój i samopoczucie "duchowe".Ostatnimi czasy mamy po dwa, trzy telefony dziennie od ludzi, którzy mniej więcej mówią tak: szanowny panie Leonie, ćwiczę i praktykuję od rok i przeszedłem-przeszłam reiki, rebersing, NLP, Tai -Chi, Kung-Fu, Feng Shui, Ulmana, hipnoterapię, astrologię, I-Ching, Tarot, kabalistykę (i co tam jeszcze mamy na składzie) i kompletnie się pogubiłam(-łem), w ogóle nie wiem, gdzie jestem, kim jestem. Ludzie ci częstokroc płaczą w słuchawkę (dosłownie), z przerażeniem w głosie mówią, że - powiem to swoimi słowy - stare się skończyło, a nowego nie widać! A przecież nic się w gruncie rzeczy nie wydarzyło, poza tym, że człowiek ten odwiedził ostatnimi czasy parę ogródków duchowych (określenie używane przez Leona Cyborana), posiedział w nich, popatrzył, kwiatek zerwał, powąchał, przytruł się, zawrotu głowy nabawił, na wymioty mu się zbiera a poszedł tam po to, aby odnaleźć samego siebie. No i nie wie, co ma z tym fantem zrobić. Oceniam, że na dzień dzisiejszy w Polsce jest od 70 do 100 tysięcy ludzi znajdujących się w podobnej sytuacji. Maria mówi, że zaniżam, że jest o wiele więcej. Nic więc dziwnego, że jeśli człowiek tu nie znalazł, tam nie znalazł, to skruszony wraca na łono kościoła, od którego pazernych nonsensów uciekał, staje się zajadłym wrogiem wspólnot, w których poszukiwał i sklopsił sprawę. A wytrawni manipulanci Wielkiej Sekty go przepytają, on zaś chętnie donosi, z zajadłym cynizmem, równie entuzjastycznie jak wczoraj na kościół, tak dzisiaj na swoich wczorajszych towarzyszy podróży w nieznane. Albo uderza w narkotyki, seks czy inne przeżycia destrukcyjne, a bywa, ze w jedno i drugie od razu, na zapas.
MP: To takie peregrynacje od uzależnienia do uzależnienia, byleby tylko uzyskać poczucie bezpieczeństwa...
LZ: Ten mechanizm doskonale rozpoznał i powiedział o nim prawie ws
zystko Jiddu Krishnamurti.PN: Lecz on tradycję swoją też chyba obnaża.
LZ: Tak, każdą tradycję. Polecam znakomitą książkę pana Wojciecha Sady o Krishnamurtim. O człowieku Krishnamurtim. Nie ma jej w księgarniach, znajdzie ją Pani w internecie, na stron
ie autora.Patrycja Nowak - Uniwersytet Warszawski
PN: Czym dla pana jest duchowość?
LZ: Duchowość jest nieustającym skupieniem na niczym niewytłumaczalnej cudowności istnienia.
PN: Czy duchowość różni się od religii, jeśli tak to, czym?
LZ: Różni się. Owo zdumienie, będące podstawą duchowości jest zdumieniem o charakterze
religio, natomiast tworzenie poglądów, które mają objaśnić tę cudowność, jest religią, systemem opartym na przekonaniu, że ową cudowność zawdzięczamy konkretnym hierarchiom bytu. Z tego punktu widzenia duchowość różni się od religii, bowiem duchowość nie usiłuje tłumaczyć tego, czego wytłumaczyć nie można. Ona po prostu jest.PN: Czy wyznanie i wiara są tym samym, czy też różnią się?
LZ: Nie są tym samym. W wywiadzie dla
Czwartego wymiaru napisałem o Sai Babie, że jest iluzjonistą duchowym. Wielu czytelników odpisało na to z oburzeniem i zażądali oni, abym się wytłumaczył. Napisałem wyjaśniającą odpowiedź, po czym... odmówiono mi jej opublikowania. Zapytałem: czyżby cenzura wróciła? Na to usłyszałem, że pismo nie może zrażać sobie czytelników. Wtedy artykuł ten umieściłem na swojej stronie www.logonia.org i tam można przeczytać o różnicy pomiędzy wiarą a wyznaniem.PN: Jak rozumie pan terminy: modlitwa, medytacja, kontemplacja, czym się one różnią?
LZ: To bardzo ważne pytanie, ponieważ w naszym kręgu kulturowym używa się wymiennie pojęć
kontemplacja i medytacja, oraz wyraźnie nadużywa się pojęcia medytacja. W klasycznym ujęciu medytacja jest najwyższym stanem duchowości, którego człowiek może doświadczać. Jest kwiatem doświadczania wewnętrznego i do medytacji trzeba umieć dojść. W naszym kręgu kulturowym pojęcie medytacja oznacza skupienie na treści wrażeniowej, mentalnej lub umysłowej; jest ona kontemplowaniem pojęć, które przytomnie umieszczamy w polu swojego widzenia.Otóż istnieje zasadnicza różnica pomiędzy medytacją w ujęciu zachodnim, a medytacją w ujęciu mistyk
i wschodniej, w której medytacja jest pozamentalna.W praktyce jogi wyróżnia się trzy stany - stadia poznawcze: koncentrację, kontemplację i medytację.
Mówią, że nawet najdłuższa droga zaczyna się od pierwszego kroku. Jeżeli koncentracja uprawiana jest właściwie, to budzi ona stan kontemplacyjny, pojawia się prąd kontemplacyjny
, a ten otwiera wrota medytacji.Modlitwa natomiast jest próbą koncentracji na określonych aktach mentalnych bądź subtelnych stanach wrażeniowych, a jeśli ta próba uwieńczona jest powodzeniem, to pojawia się stan kontemplacyjny modlitewny.
PN: Jak rozumie pan rozwój duchowy?
LZ: Nie ma czegoś takiego jak rozwój duchowy, bowiem nie może rozwijać się to, co z natury rzeczy jest doskonałe. Jeżeli Duch jest doskonały, to wówczas nie ma czegoś takiego jak rozwój duchowy. Możemy mówić o człowieczym otwieraniu się na duchowość. W praktyce ludzkiego postępowania tak zwany
rozwój duchowy oznacza rozpoznanie sposobu funkcjonowania człowieka na wszystkich poziomach jego istnienia a tym samym usunięcie zbędnych elementów przeszkadzających objawieniu się człowiekowi owego cudu niewytłumaczalnego Istnienia.PN: Czy każdy może zająć się takim rozwojem?
LZ: Każdy może, lecz nie wszyscy chcą.
PN: Co sądzi pan o podążaniu jednocześnie kilkoma ścieżkami?
LZ: Jest to najzdrowsze podejście, ponieważ chroni przed zaściankowością i fanatyzmem, nie pozwala na zamykanie horyzontów. Kryje przecież w sobie niebezpieczeństwo eklektyzmu, ale jeśli człowiek będzie wiernie poszukiwał samego siebie, a nie będzie się upajał poszczególnymi drogami, to nic mu nie grozi, a ten sposób poznawania będzie dla niego zbawienny.
MP: Niebezpieczeństwo pojawia się, gdy człowiek jest zainteresowany systemem, a nie poznawaniem samego siebie. Skupienie na jednym jest warunkiem wnikania w głąb i dotarcia do źródła. Albo kopiemy jedną studnię i chcemy dotrzeć do źródła, albo kopiemy wiele dołków. Chodzi o to, by nie tracić nadaremnie energii i środków. Kiedy docieramy do źródła, to okazuje się, że wszystkie inne s
tudnie też zawierają wodę. Wtedy też inne systematy otwierają się.LZ: Mogę poznawać wszelkie systematy bez szkody dla siebie, gdy jestem przytomny i wiem o co mi chodzi. Jeśli nie jestem tego przytomny, to będę biegał od systematu do systematu. Osobiście ćwiczyłem różne układy poznawcze. Zauważyłem też, że ludzie, skupieni na jednym systemie, dość łatwo stają się zaściankowo do niego przywiązani i robią się nieznośni w sposobie bycia.
MP: Łatwo jest utożsamić siebie samego z systemem.
LZ: Zauważyłem, że bardziej na ową zaściankowość podatni są buddyści niż katolicy. Uważam, że katolicy, których znam, są bardziej otwarci na poznawanie, prawdę duchową niż buddyści, szczególnie zen-buddyści, często fanatycznie skupieni na własnym pępku. Ich zachowania bywają dla mnie śmieszne, choć rozumiem, z czego one wynikają. Jeżeli wchodzę do zen-buddyjskiego ośrodka w górach świętokrzyskich, przedstawiam się a człowiek wstaje i przedstawia mi się mówiąc
Ja Siu, to muszę przez 15 minut domyślać się, że to jest Jasio, po prostu nasz polski, zwyczajny Jaś. Wtedy wstaję i wskazując na siebie mówię: Le On. Ani cienia uśmiechu, moja prezentacja zostaje przyjęta poważnie (śmiech).MP: Jest to związane z naturą ludzką, na początku drogi tak się dzieje.
LZ: Ponoć neofita jest świętszy od papieża...
J: Jak ważna jest samodyscyplina?
LZ: Najważniejsza, zwłaszcza w pierwszej i drugiej fazie praktyki kultury duchowej. Jest ona rytuałem poznawczym, bez niej nie można wykonać żadnego sensownego ruchu, nie ma możliwości uzyskania efektów poznawczych. Rytuał jest warunkiem sine qua non, aby coś w ogóle mogło zaistnieć. Jeśli tutaj rozmawiamy sobie o duchowości, a obok pan leśniczy stoi z grabiami i przysłuchuje się, to tylko dlatego, że planety pilnują swojego rytuału i nie przemieszc
zają się ani o pół milimetra dalej niż jest im sądzone.Tak samo jest w praktyce jakiegokolwiek poznania. Samodyscyplina jest rytuałem uprawiania czyli kultury człowieka, tego, co on uprawia. System słoneczny uprawia swoją kulturę, dzięki niej możemy istnieć. Z tym, oczywiście, że sensowna samodyscyplina musi być na coś ukierunkowana. Pamięta Pani: - Co żołnierz ma mieć pod łóżkiem? Żołnierz pod łóżkiem ma mieć porządek
. To nie jest samodyscyplina, to dryl.PN: Niektórzy mistrzowie, nauczyciele tacy jak Gurdżijew i Krisznamurti mówią o porzuceniu nawet tego.
LZ: No, niezupełnie... Byli to ludzie wyjątkowo uporządkowani, rytualnie zdyscyplinowani.
PN: Jak pan pojmuje samodyscyplinę?
LZ: Samodyscyplina jest postępowaniem wynikającym konsekwentnie z rozpoz
nawania stosownej hierarchii potrzeb i sposobu ich zaspokajania.MP: Krisznamurti mówił o wolności totalnej, bowiem potrafił wyśledzić w swoim umyśle każde poruszenie, które mogło zniewalać, włącznie z samodyscypliną.
LZ: A ta nieustanna czujność była właśnie samodyscypliną, niezwykłą...