![]() |
Leon
Zawadzki Czwarty Wymiar 01/2004 - pełny tekst |
![]() |
![]()
Nie
bierz życia na serio, i tak nie wyjdziesz z niego żywy
Grafitti
Holenderski astrofizyk Piers Van der Meer, ekspert Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), zupełnie poważnie bierze pod uwagę możliwość, że nasze Słońce lada chwila eksploduje. Skłaniają go ku takim rozważaniom obserwacje: według doktora Van der Meera, temperatura Słońca, która zazwyczaj wynosi 27 mln stopni Farenheita, wzrosła w ciągu ostatnich kilku la
t do zatrważającej wielkości 49 mln stopni. Rozgrzewanie się Gwiazdy naszego układu planetarnego w przeciągu ostatnich 11 lat wygląda niepokojąco, bowiem przypomina zmiany, które można zaobserwować przed wybuchem Supernowych, na przykład słynnej Supernowej 1604r.Co więcej, zmiany w atmosferze ziemskiej, za które do tej pory miał być jakoby odpowiedzialny efekt cieplarniany, w gruncie rzeczy są skutkiem wzrastania temperatury Słońca. W każdym zaś razie, na Słońcu zachodzą niezwykłe procesy astrofizyczne. Potwierdzają to fotografie gigantycznych protuberancji słonecznych, zrobione przez obserwatoria słonecznej i heliosferycznej służby NASA, która prowadzi nieustającą obserwację Słońca.
Obliczenia, poczynione przez zespół doktora Meera, są następujące: jeśli temperatura wewnętrznych warstw naszej Gwiazdy będzie przyrastała w tempie zaobserwowanym w ciągu ostatnich 11 lat, to procesy prowadzące do erupcji staną się nieodwracalne i Słońce eksploduje za sześć lat.
Wiadomość taka dotarła do mnie poprzez internet w dniu 17 listopada 2003r. o godz. 22:22 w Bielsku Białej. Po przeczytaniu przetarłem okulary, przeczytałem jeszcze raz, wydrukowałem, położyłem przed sobą i zadumałem się. Czyżbym nieco przesadził obiecując ludzkości przed ponad 11 laty, że końca świata nie będzie
?Sprawdziłem horoskop horarny, wygląda podejrzanie. Wiele spraw w latach 2009-2012 też mi tak wyglądają już od wielu lat, zanim jeszcze astrofizyk Meer zechciał nam powiedzieć, że robi się coraz goręcej. Ale żeby tak tylko jeszcze sześć lat, a potem będziemy mieli czasu jakieś osiem minut od głównych wydarzeń i nagle bum! crraxxzz!! zzziiiittt!!! I po wszystkim?!...
No nie, to jakiś komiks astrofizyczny - pomyślałem - nie można tak za jednym zamachem skasować Kremla i Watykanu, Michnika i księdza Rydzyka, Rywina i posła Ziobro! To nie mieści się ani w głowie, ani w normach kosmicznej przyzwoitości.
A potem przez moje władze poznawcze przemknęły marzenia, co tu kryć, rozkoszne i w moim wieku niebezpieczne. Pomyśleć tylko, już wkrótce wódz Stroskane Oblicze nie będzie musiał się martwić o swój ejakulat wyborczy, zaś ja, stroskany obywatel, nie będę wysłuchiwał zapewnień, jak to patriotycznie uzasadniona jest gospodarka rabunkowa, takoż drenaż wątroby narodowej, cugle fiskalne, wędzidło podatkowe w
sztucznej szczęce emeryta, no i ten zgrzyt żelaza po szkle, co przejmuje wszystkich dreszczem i pomięszać chce Jankiela z Arafatem złowieszczem (Szanowny Czytelnik zapewne wie, jakiego to Poetę ośmieliłem się strawestować).Boże - marzyłem na jawie, patrząc w ekran komputera, na którym widniało ostrzeżenie holenderskiego astrofizyka - gdyby tak, to nie będą nam majaczyć przed oczyma postaci, z których wyglądu można natychmiast zorientować się, że powierzenie im stołówki na głębokiej prowincji byłoby wiel
kim ryzykiem, a nie wiedzieć czemu społeczeństwo powierza im sprawy wagi państwowej.Panie - szeptałem - oto wola Twoja nieodgadniona, oto nadzieja moja (czy daremna?), że bez krwawych zmagań i uganiania się ze sztandarami po jakichś tam barykadach, sczeźnie w oślepiającym błysku morze głupoty, a opary nonsensu ino sykną i znikną. Nie musiałbym już słuchać ględzenia, że rabunkowe wyręby lasów beskidzkich są trzebieżą pielęgnacyjną, tudzież bełkotu konserwatorów przyrody, że niszczenie tych lasów jest koni
eczne dla prawidłowego funkcjonowania ekosystemu, no i wysłuchiwać pomysłów gminnych kacyków na utopienie w prywacie setek tysięcy złotych, ale nie z ich kieszeni, oczywiście.Marzenia trudno jest powstrzymać, gdy już raz się rozhulają. Oto oślepiający błysk pochłania barbetki co rozmnożyły się jak mrówki faraona, nimfomanki udające kobiety, idolki, co noszą swój największy potencjał życiowy gdzieś pomiędzy głupawym uśmiechem a kolanami (pozdrawiam speców od potencjału, co to go widać od razu w horoskopie)
, tudzież chłoptasiów arogantów udających Argonautów, tak zwanych artystów przekonanych o swojej wyjątkowości, zbłąkanych psychoterapeutów, a nawet dwie panienki w wieku poborowym nauczające astrologii, w stolicy, przy ciastkach i kawie, za to w niecałe 24 godziny. Cieszyłem się, ja grzeszny, że zniknie na zawsze prymityw pozorujący subtelne myślenie, nieuk przekonany, że ma coś do powiedzenia, no i przepadną hen w kosmosie sztuczne uśmiechy salonowej hetery, która przed milionami telewidzów udaje damę z orszaku królowej.I tak się zastanawiałem: ileż to wściekłych wygód, co za cisza po takim wybuchu Słońca! Ale w końcu, no cóż, szaleństwo moich rozpasanych rojeń natrafiło na resztki oddziałów bojowych mojego sumienia. Usłyszałem głos wewnętrzny, trzeźwy
vox inter populi, że nie ma potrzeby niszczenia całego układu słonecznego, aby w bardzo głośnym wybuchu spełniły się moje ciche nadzieje. Po prostu, rzekł mój zdrowy rozsądek, wystarczy samemu zamknąć kalendarz i można ten komfort uzyskać.A przecie myśl błoga tak łatwo się nie poddaje. - O nie, kochany efektoracie astralny - powiedziałem głośno wprost do porozumiewawczo mrugającego ekranu. - Otóż obawiam się, że bez wybuchu Solaris 2009 nie pozbędziemy się reformatorów pedagogicznych zarządzających edukacją narodową, którym wyraźnie pomyliły się opony mózgowe ucznia z oponami samochodów służbowych, bowiem to nie prawda, panowie i panie, że jedne i drugie można napompować. Jeśli z jakiegoś bardziej lub mniej dramatycznego powodu nie rozpadnie się układ słone
czny, to przecież nie pozbędziemy się ponurych psychopatów, zwanych terrorystami, wojownikami wielkiego wschodu, czy jak ich tam inaczej (właśnie, oni są inaczej myślący)! Nie zamilknie ze wstydu demagogia vip-ów, twierdzących, że chronią nas przed terrorem siły zbrojne, gwarantujące jeszcze wiele lat panowania nad rynkiem surowców paliwowych. Nam? No niezupełnie, ale komu trzeba to tak jakby. A już na pewno nie zdołamy umknąć przed głupcami, którym się wydaje, że tutaj cokolwiek można wyprosić, wymodlić, załatwić, przegłosować i demokratycznie rozstrzygnąć.Zwierzyłem się z tych rojeń mądrej kobiecie, a ona na to, że i owszem, ale nie mógłbym już oglądać cudownej jesieni, tych barw i błękitu nieba, i obłoków nad dalekim miastem, w którym dopiero co poszukiwałem śladów mojej młodości. Oczywiście, dodałem, a ten horyzont nad morzem, krągły jak łysina starego woźnicy!
Już sam
nie wiem, czy cieszyć się, że w tym 2009 roku to wszystko się skończy, czy martwić
się, że nie zobaczę więcej naczelnej Wiedźmy
Proszę o spokój, bowiem po rozważnej i żmudnej analizie horoskopów nadchodzących czasów, ponawiam moją obietnicę sprzed laty i zapewniam: końca świata nie będzie, ani w 2009, ani w latach następnych. Starsi wiekiem Czytelnicy pamiętają zapewne pytanie z lat zimnej wojny: - Czy będzie trzecia wojna światowa? i słynną odpowiedź radio Jerewań: - Nie, ale będzie taka walka o pokój, że kamień na kamieni
u nie zostanie.Horoskopy polityczne od roku 2006 wyglądają wielce radykalnie, tego ukrywać nie będziemy. A wszystko zaczyna się już teraz, w czasach, gdy w ludzkim świecie pękają na gładko oszlifowane powierzchnie racjonalnego myślenia, zaś strefy bogactwa i beztroskiego luksusu, osiągniętego kosztem dewastacji przyrody, są atakowane przez oszukane, rozgoryczone i wściekłe masy. Butne zachowania zbrojnych robotów, pilnujących porządku produkowania i spożywania, są haftowane na czerwono jatkami urządzanym
co i rusz przez dewiantów umysłowych, pieszczotliwie zwanych terrorystami. Wszelkie zapewnienia, że chodzi o wolność i demokrację, stają się wątpliwe, w końcu śmieszne wobec narastającej kontroli ludzkich zachowań, narzucanych koncepcji rozwoju, rosnącego ucisku gospodarczego i fiskalnego, wszechobecnych służb specjalnych. Wzniosłe deklaracje o boskości religijnych dogmatów są uzbrajane w dynamit, automaty, pociski, rakiety i eksplodują na żywym ciele człowieka i natury. W głębi tego mechanizmu widoczna jest stara prawda, że gwałt niech się gwałtem odciska: na terror obyczaju społecznego odpowiedzią jest terror obyczaju religijnego, na bandytyzm polityczny odpowiedzią jest bandytyzm pospolity, na prymitywne pojmowanie przeznaczenia człowieka odpowiedzią są prymitywne zachowania ludzi, które nie mają pojęcia o mentalnych uwarunkowaniach, w jakie zostali wmanewrowani, mają natomiast instynkt obronny.
I właśnie ten instynkt teraz dochodzi do
głosu. Od kiedy? Ano, od zaraz, gdyż impulsem po temu było zaćmienie Księżyca w nocy
9 listopada 2003 od godz. 00:32 do godz. 05:32, kiedy to, w tym samym momencie, Uran
wyruszył z retrogradacji do ingresu w znak zodiakalny Ryb, gdzie znajdzie się w dniu
30.12.2003 r. na siedem lat obfitych w wydarzenia równie radykalne co
Uran w znaku Ryb, proszę państwa, tego już dawno nie było, oznacza przede wszystkim niezwykłe doświadczenia, co więcej aktywne poszukiwania przeżyć tajemniczych i fantasmagorycznych. Intuicja bierze górę nad zdrowym rozsądkiem, decyzje uzasadniane są w sposób medialny, by nie rzec maniakalny; jak wiadomo z rewolucjonistą, który postanowił cię uszczęśliwić, sobie nie pogadasz. A już tym bardziej z tym, kt
óry uznał, że niewłaściwą część ludzkości należy surowo ukarać. Kwitnąć będą studia nauk tajemnych; przeróżne kursy, seminaria, zgrupowania treningowe pokryją planktonem lepkiej wiedzy zatoki naszych umysłów; wróżki uwijać się będą nad przeznaczeniem jak pszczółki nad wiosennym kwieciem, wrażliwcy umawiać się będą, ot tak sobie, z duchami na pogaduszki, a stwory bardziej przyziemne i tępe też poczują kopnięcia prądem niezwykłych uniesień. Wrogowie mieć będą przywidzenia, po których staną się przyjaciółmi, zaś przyjaciele przeczucia, po których poczują do siebie wzajemną acz niepojętą wrogość. Skąpi i pazerni przemienią się w altruistów, szczodrzy i dobrotliwi nagle zobaczą, że są oszukiwani przez cwanych naciągaczy. Marynarze i zakochani pomylą porty przeznaczenia. Kochankowie gotowi będą cierpieć, byle razem. Alchemicy zamkną się w swoich laboratoriach, jogowie oddychać będą głębiej, sny staną się ważniejsze od jawy.Rozpoczyna się czas twórczego chaosu. Pękła bariera przetwarzania danych, nikt już nie jest w stanie kontrolować obiegu informacji, ani publicznej, ani prywatnej. Można, owszem, podsłuchiwać i wyławiać, ale to będą tylko pojedyncze zbitki informacji w technologicznej sieci układów scalonych. Co z tego wyniknie? Nowy organizm człowieka i ludzkoś
ci, którego obrazu nikt teraz nie jest w stanie przewidzieć, aczkolwiek jedno jest pewne: tak, jak dla wykonania prostej czynności potrzebne są setki milionów impulsów centralnego układu nerwowego, tak samo wielka sieć sztucznej inteligencji musi odnaleźć przejście do biosu ukierunkowanego na cel.Znajdziemy się w tej sytuacji wraz z innymi narodami, już jako Europejczycy, może jeszcze nie pełną gębą zeuropeizowani, ino tak półgębkiem, z nadzieją, że uśmiech dorobimy sobie w biegu. Ale to, że wchodzimy do wspólnej Europy pomiędzy dwoma zaćmieniami - 19 kwietnia Słońca, zaś 4 maja 2004 Księżyca - powinno być poważnie wzięte pod uwagę. Układy zaćmień z listopada 2003 oraz wiosny 2004 wskazują, że układ ma jakieś pretensje do znaku Byka, czyli wskazany jest u
miarkowany optymizm co do luksusów oczekujących nas w Unii na dzień dobry. Rad jestem, że będziemy musieli nareszcie umyć przestrzenie nasze, to i owo ogarnąć, pouprzątać, chociażby śmietnik zwany torowiskami PKP, tu i ówdzie pomalować, a i sami wyglądać przynajmniej schludnie. Ale wiadomo, że po życiu siermiężnym i napełnionym mądrością zgrzebną w stylu od smrodu jeszcze nikt nie umarł, a od świeżego powietrza to i owszem, kąpiele mogą człeka tylko w przeziębienie wpędzić. Więc uwaga na zdrowie.Są i poważniejsze tematy, jak radykalne zmiany systemu fiskalnego, silne wahania cen na rynku towarów i surowców. Jakich? Są to, proszę odnotować: waluty obce, patenty na wynalazki i udoskonalenia techniczne, tantiemy za reprodukowanie dzieł sztuki, miedź, srebro,
mięsa i przetwory mięsne, cukier, bakalie, jedwab naturalny i sztuczny, bawełna, tekstylia. Możemy wymieniać i dalej, lecz najważniejsze jest to, by obywatel w końcu nie był w stanie nawet pomyśleć, że może oddychać, jeśli za to nie zapłaci. Żartuję? Ależ skąd, chcesz odetchnąć świeżym powietrzem, na przykład w dolinach tatrzańskich?...No, ale własna koszula bliższa niż pidżama sąsiadki, więc pomyślcie, astrologinie i astrologowie, boginie i bożkowie Taro, wróżki i healerzy, bioenergo i spece od Hopi, synergici i synogarlice nadobłoczne, a takoż i Ty, naczelna prorokini
Czwartego Wymiaru - kiedy i jak będziemy musieli spełnić normy europejskich zawodowców, co prawda, w rodzimy sposób nawiedzonych? Jakie nam potrzebne będą referencje, kto nam je zagwarantuje, kto nas zlustruje, zweryfikuje i kto nam udzieli i przystempluje? Czy jesteśmy gotowi rozmawiać z komisją, w której składzie są znawcy od mediumicznego biznesu, my zaś, sieroty boże, nawet nie wiemy na czym polegają ichnie, znaczy się za pięć minut już nasze, przepychanki środowiskowe?Jeśli chodzi o mnie, to jako zwolennik Unii jestem przygotowany, mam szopę, drewutnię, gumioki, waciak, grabie i siekierę, a jak kto przyjdzie zapytać o swoje losy, to podrapię się w ten wykąpany łeb i ozwę się klarownie, z
europejska: Jo tam, panie dzieju, nic nie wim, ale sąsiadka, co was widzieli, panie, to godają, że we Widniu macie kobitke, a w Berlinie to policyja już się was nie może docekać. Może łuna wi, co godo, abo nie?! (na końcu głos ma zawisnąć w pytajniku, żadnych twierdzeń!).Tym razem, jak zawsze, bez Nostradamusa się też nie obejdzie. W okolicach roku 2000 Geniusz ten przewiduje wybuch światowego konfliktu, zarzewia wojny światowej. W jakim czasie mają się rozpocząć te wydarzenia? Szczególnie ciekawy wydaje się fragment Centurii V, w której jasnowidz mówi o bezpośredniej relacji, jaka miałaby zostać nawiązana pomiędzy Arabami a Polakami. Wydarzenie takie jest punktem orientacyjnym dla czasu przepowiedni.
Wiersz 73, Centuria V:
Bóg sam będzie prześladował Kościół.
Święte Kościoły zostaną splądrowane.
Dziecko pozostawi matce tylko koszulę.
Wówczas Arabowie sprzymierzą się z Polakami.
Przez wiele lat powyższy tekst budził zakłopotanie, wizja była tak absurdalna, że uznawano ją za alegorię. Ostatnie wydarzenia w Iraku, a nawet panel dysputy irackich osobistości politycznych z polskimi redaktorami największego w Polsce dziennika opiniotwórczego sprawiły, że centuria ta stała się aktualna.
A po raz pierwszy na tę Centurię zwrócił uwagę dawno, dawno temu maestro Leszek Szuman w swoich Przepowiedniach i proroctwach.
Ale jest nadzieja, jest. W marcu i wrześniu roku 2004 Uran wejdzie w koniunkcję z gwiazdą Fomalhaut, aby potem, po raz trzeci, zaznaczyć tę koniunkcję w horoskopie 2005 roku. To wielce wymowny znak.
Fomalhaut jest najjaśniejszą gwiazdą w konstelacji Ryby Południowej, jedną z czterech gwiazd królewskich, które dzieliły niegdyś rok na cztery pory roku: Fomalhaut w Rybach, Regulus w konstelacji Lwa, Aldebaran w Byku i Antares w Skorpionie. Fomalhaut jako Strażnik Południa oznaczała zimowe przesilenie słoneczne i podczas tego przesilenia dwukrotnie - w 2004 i 2005 roku - Uran pojawia się dokładnie w jej towarzystwie. Zapowiada to niebagatelne moce umysłu, rewolucji i władzy, którym gwiazda obiecuje powodzenie i mistrzostwo. Pośród sztuk umiłowała muzykę, malarstwo, taniec i poezję; w naukach chemię, biologię, oceanografię, psychologię; w kulturze duchowej alchemię, filozofię, religię, mistycyzm i wiedzę o wyzwoleniu. Tworzyć będzie paradoksalną sytuację: objawią się napięcia ludzkiego geniuszu, bulwersując masy ludzkie, podniecając spragnionych niezwykłości, fanatyzując zwolenników i napędzając koło historii emocjami, pośród których uniesienie, szaleństwo i strach wezmą prymat nad zdrowym rozsądkiem. Wbrew racjonalistom bowiem, umysł potrzebuje, aby łut szaleństwa popchnął go w kierunku nieznanego.
Fomalhaut jest dobroczynna, przynosi powodzenie, obdarza wspaniałymi możliwościami wywyższenia. Pod jej wpływem człowiek, sam nie wiedząc kiedy, unosi się w odległe regiony, bądź też inicjuje jakąś wielką sprawę. Gwiazda obdarza niezależnością, aktywnością, śmiałością, postawą królewską, blaskiem i powodzeniem; sprzyja uczeniu się i otrzymywaniu informacji, wspomaga osiąganie sławy i uznania dzięki zarówno oryginalności jak i nawykowi. Ułatwia także otrzymywanie wyjątkowej, oryginalnej informacji.
Ale gwiazda jak to gwiazda, ma swoje wymagania. Przede wszystkim, nie daj Boże leniwie nie skorzystać z możliwości, którymi obdarza. Wtedy potrafi boleśnie ukarać niewdzięcznika, pozbawić go nadziei, że jeszcze kiedykolwiek zwróci na niego uwagę. Odbierze mu fortunę, moc i charyzmę. Tak samo, jak potrafi wspomóc ku przemianie od materializmu ku duchowości, tak samo potrafi pozostawić leniwca i aroganta na piasku żywota jak rybę bez wody. Nie chcesz sublimacji, won do chlewa, tam twoje miejsce! Brzmi okrutnie, ale tak właśnie się dzieje, sam nie raz widziałem takich nieszczęśników. Mam w zanadrzu rytuał, którym można przebłagać Geniusza Fomalhaut, ale nie powiem, bo mnie pociągną za pogaństwo i inne takie.
Następnie, ludzie mówią, że Fomalhaut jest zawistna, ale to nieprawda. A bo czy sława jest zawistna? Przecie mądrzy rodzice bywają zawistni o swojego zdolnego potomka i starannie dają baczenie, żeby ciągoty naiwnej młodości nie zniweczyły talentu. Owszem, jeśli wspaniały rumak chce koniecznie być osłem, to i sława potrafi dotkliwie przypomnieć, gdzie jest jego miejsce.
Jakie stąd dla nas, zwyczajnie uzdolnionych, pożytki? Ano są, i to znaczne, o czym powiem, bo taka okazyja, mocium panie, zdarza się rzadko, raz na stulecie! Proszę więc o uwagę, a wszyscy będziemy z tego zadowoleni.
Przede wszystkim, do roboty, panowie i panie, młodzieży i dorośli, noworodki i starcy. Najbliższe dwa lata to czas wyśmienity, by się wyróżnić, by szaleństwu odważnych zaśpiewać pieśń spełniających się marzeń. To czas, gdy rozsądny śnić będzie o wielkich dokonaniach, marzyciel ujrzy sen na jawie, muzyk usłyszy intonacje ukryte w zakamarkach duszy złaknionej boskich wibracji, alkoholik nareszcie zobaczy dno ku któremu uporczywie zmierza, narkoman dopłynie do transu jak rozbitek wpełzający na brzeg bezludnej wyspy. To czas, gdy polityk zachłyśnie się popularnością, aktorowi nareszcie burza oklasków rozerwie serce w blasku jupiterów, mikrobiolog odkryje że sam nie jest lepszy od wirusa, genetyk sklonuje własne myśli o nieśmiertelności, szaleniec uprzytomni sobie, że wszyscy jesteśmy trochę zwichnięci i nareszcie będzie miał spokój.
Uwaga ezoterycy, psychotronicy, egzorcyści, spece od channelingu i eksterioryzacji, mistycyzujący wolontariusze prawd objawionych, duchy dobre i złe, dusze szczęśliwe i pokutne oraz, oczywiście, wszyscy co widzą na jasno! Astral, wasz ukochany astral nareszcie otworzy wszystkie swoje podwoje, bramy, drzwi, tajemne przejścia, pałace, domy, groty i jaskinie. Zwidów i majaków będzie na kopy, przywidzenia będzie można dostać za darmo tuż za rogiem rozsądku, sieczka półprawd ostatecznych potanieje niemożebnie, zaś obroku starczy nawet dla ślepej szkapy, na której galopuje chora wyobraźnia. A miotły, miotły dla czarownic, co za wybór! Lakierowane z drągiem w kozie wzorki, z rozczapierzonym od uderzenia pioruna wiechciem, te polecam najbardziej.
Orędownicy prawd ostatecznych, bliscy znajomi Pana Boga, wierni emisariusze dogmatów, komisarze jedynie słusznej będą nareszcie mogli wyczarować sobie schematy wiary w dowolne wzorki, przygiąć i nagiąć, a jak trzeba to i wyprostować. W dialogu kuma z ekumenem przyda się jak znalazł, bo będzie o czym pogadać nad dziurą w przeznaczeniu, do której, za twoim przewodem, po instrukcjach z samej góry, doszliśmy. W domu dwunastym horoskopu różnie bywa, proszę wycieczki.
Kochane mądrale ustawodawcze nareszcie będą mogły ustanowić myto za nasze sny, a ja, aby ułatwić im pracę, mam nawet projekt tabeli, w której sny wieszcze obłożone są podatkiem progresywnym, od 44 procent za wizje różowe po 66 proc. za scenariusze katastroficzne, przy czym żadnych ulg, bo tak czy owak, według werdyktu sennika śledczego parlamentu, oba rodzaje się nie sprawdzają. Za to specjalnym podatkiem, zwanym oneiro, regulować będziemy zyski, które przynoszą naszym skołatanym nerwom sny życzeniowe, czyli 77 procent od jednego westchnienia nad systemem fiskalnym, ale już tylko 33 proc. od serii westchnień erotycznych bez przebudzenia. Cokolwiek by o tym można powiedzieć, sam fakt, że obywatel nie rozlicza się z fiskusem za stan uśpienia, który zajmuje mu przeciętnie ponad 35 proc. czasu życia, woła o interwencję ustawodawczą. Zająć się tym obiecała mi pewna posłanka w wieku jeszcze niczego sobie, bowiem nie podobają jej się mamrotania senne męża z wyraźnym podtekstem rojeń pozamałżeńskich.
Proszę Szanownych Czytelników, aby nie uśmiechali się ironicznie, lecz dali posłuch prognostycznej zachęcie: otóż, każdy kto już może, bądź jeszcze może zajmować się prokreatywnym obcowaniem płci obojga, prościej mówiąc płodzeniem potomstwa, jeszcze jaśniej mówiąc robieniem dzieci, niechaj raźno zabiera się do pomnażania własnego rodu, a tym samym do patriotycznego zasilenia panteonu geniuszy, wieszczów, odkrywców, filozofów, uczonych, ezoteryków, muzyków, choreografów, poetów, noblistów i wszelkich zacnych laureatów naszego narodu. Tak, teraz nadszedł czas na Polak potrafi, jeśli Polka mu w tym pomoże! Jednocześnie zaznaczam, że poniższego fragmentu, który następuje, nie wolno tłumaczyć na języki obce, powielać w jakiejkolwiek formie, powierzać urzędnikom europejskiej garkuchni, ani używać jako scenariusza do filmów, do poufnych zwierzeń gwiazd rocka oraz obsesyjnych zapewnień wygłaszanych przez prezenterów telewizyjnych. Przyzwolenie moje mają natomiast wykonawcy tekstów gatunku hip-hop.
A więc, Szanowni Prokreatorzy płci obojga, jeśli spłodzicie dziecko (mogą być bliźnięta, trojaczki i wieloraczki, byle zdrowe na ciele, niekoniecznie na umyśle, co zaraz wyjaśnię) między 22 marca a 7 kwietnia 2004 roku, zaś dzieci te urodzą się na przełomie 2004/5 roku, to zawita do waszego życia i domu niewątpliwy geniusz, odkrywca, ekscentryk, nawiedzony szaleniec boży (a mówiłem, że nie musi być na umyśle w pełni obliczalny). Dla tych, co nie zdążą lub nie znajdą odpowiedniego dawcy lub stosownej biorczyni, nic straconego: w gruncie rzeczy lata 2004 i 2005 są czasem efektywnego pogrążania się plemników w oceanie szaleńczej doskonałości (nie ma normalnej doskonałości, czyżbyś jeszcze o tym nie wiedział, Szanowny Czytelniku!). Tak, nareszcie można będzie spłodzić naród wybrany i zaznać tych rozkoszy, których takowemu narodowi ludzkość zazdrości.
Zapewniam, że nadchodzą całe dwa lata, gdy nareszcie wszyscy będą szczęśliwi, przynajmniej zadowoleni. No, może za wyjątkiem ofiar ataków terrorystycznych, katastrof morskich, powodzi, pomyłek lekarskich i sądowych oraz ich rodzin. Ale na pewno z niebytu wyłania się czas, gdy wszystko będzie można udowodnić, nawet to, że nareszcie wszyscy będą, już są szczęśliwi. Nie wierzysz mi, kochany Czytelniku? No to rozejrzyj się i powiedz, tak z ręka na sercu, czego Ci brakuje? Tak, siła racjonalnego przekonywania maleje, ale emocje rosną, że hej!
A któż to będzie taki szczęśliwy? Przede wszystkim ludzie tak zwanego interesu, a to dzięki potajemnym transakcjom, które będą mogli pomyślnie przeprowadzać trzy razy w miesiącu, czyli całych 39 razy w ciągu 2004 roku; proszę o tym pamiętać, gdyby przy 40-tym razie noga wam się podwinęła (co za dużo, to nawet koń nie uciągnie). Nie należy zrażać się przy tym trudnościami, bo i tak na końcu księżycowej doliny czeka na śmiałka zysk. Musi on jednak pamiętać, że aspekt separacyjny będzie lepszy niż aplikacyjny, a jeśli nie wie, co to znaczy, to od tego jest astrolog, który też jeść musi.
Następnie wszyscy ludzie dobrej woli też będą szczęśliwi, pod warunkiem, że bardziej chcą czemuś sensownemu służyć niż panować nad czymkolwiek i kimkolwiek. Mają oni szansę na wizytacje (liczba mnoga) radosnego losu od 26 lutego do 13 marca a potem od 20 czerwca do 4 lipca, pod warunkiem, że w dniu 27 czerwca prześlą swoje najlepsze życzenia, uczynki i pieniądze pozostałym członkom własnej rodziny.
Takoż wszyscy romantycznie zakochani, których od 15 stycznia do 9 lutego nieść będą anieli rozkosznej dumki miłosnej ku poświęceniom, zraszanym łzami współczucia dla pospolitych gęgaczy pożerających swoje hormony na surowo.
A ci, co radochę mają z czynności prostych i prymitywnych, bez pojęcia o uniesieniach duszy czystej i wolnej od grochówki na boczku, też będą szczęśliwi, a jakże, od 2 kwietnia do 6 czerwca, muszą tylko uważać w pierwszych dniach maja, bo nadmierna łapczywość może im przyćmić umysł, tak to już bywa.
Żądni władzy dostaną jej całe worki, które w roku 2006 staną się, co prawda, workami pokutnymi, ale to nie powód, by rezygnować z darów błogiej Fortunaty, co jak wiadomo kołem była łamana.
A tajemniczy wrogowie ludzkości, knowacze przebrzydli, terroryści obmierzli, cierpiętnicy pokutni? Ależ tak, mogą knować i spiskować do woli od 9 października do 4 listopada, a od 12 listopada do 25 grudnia wcielać swoje niecne zamiary w czyn. Niebo potrafi bowiem zadbać, aby każdy był choć trochę szczęśliwy. Tu śpieszę wyjaśnić Czytelnikowi, że dzielenie świata na dobry i zły, słuszny i niesłuszny, siaki i owaki zostaje zawieszone na okres 7 lat, jeśli bowiem chcieliśmy żyć w świecie, gdzie każdy ma rację, tośmy się go doczekali. Ponoć nazywa się to relatywizm, ale mam lepszą nazwę ogłupizm.
A kochający inaczej? Nie możemy przecież o nich zapomnieć. Skoro już miłosne wapory wyrwały się spod kontroli biosu, to i owszem, aktywni będą mogli ugniatać swoje szczęście od lutego do kwietnia, zaś bierni zaznają rozkoszy usidlania, z każdej strony swego zranionego jestestwa, od 8 maja do 26 czerwca. Jest więc dość czasu, by przygotować stosowne zmiany nie tylko ustawodawcze, lecz również tekstylne. Zaś co do adopcji chłopców i dziewczynek przez parzystokopytne Erynie i dwugłowych Centaurów, to też im się powiedzie, chociaż mam na ten temat odmienne niż mniejszość rzeczonego erekcjonatu zdanie, własne votum separatum, a ponieważ nie dbam o mandat w Sejmie, to zaryzykuję proste, heteroseksualne nie! I dlatego nie powiem, czy i kiedy dwie Małgosie będą mogły adoptować jednego Jasia, ani też kiedy ustawodawca wyżej postawi niż położy. A że nadejdzie kres gry w durnia, to na pewno, niech no tylko zakwitną plemniki. Ach tak, niestety, w najbliższych latach, dla emanujących odwrotnie, wzrasta zagrożenie pokąsania przez dzikie zwierzęta i jadowite gady, za co przepraszam, ale ku przestrodze, z obowiązku do wiadomości podaję.
A czego, dokładniej zaś kogo nie znajdziemy w nadchodzących latach? Ano, męża opatrznościowego, ba, nawet męża stanu, choćby na lekarstwo! Tym bardziej, że leki zdrożały, niektóre nawet o 2360 proc. (sam czytałem). Co to znaczy? A że demokracja nadal górą. Jakoś się dogadamy, ponieważ końca świata nie będzie...
A mówią, że jestem katastrofistą. Ależ skąd, ja się po prostu cieszę, że jeszcze żyję.
Leon Zawadzki
Beskid listopad 2003