Leon Zawadzki
                 FUSY HISTORII


 

- Z czego pan wróżysz? - zapytał mnie właściciel kiosku, w którym kupuję prasę, gdy rozpoznał moje zdjęcie w jakimś periodyku. - A, z fusów - odparłem, on zaś uśmiechnął się porozumiewawczo.

Jeszcze parę lat temu usiłowałbym wyjaśnić mu na czym polega różnica między wróżeniem a prognozowaniem astrologicznym, jak ten wozak, który obraził się, że nazwano go woźnicą: - Nie jestem woźnicą, jestem kierowcą kobyły.

Wróciłem do domu unosząc pod pachą codzienną działkę opium prasowego, po czym cisnąłem ją na stertę już przeczytanych gazet, poczułem się człowiekiem wolnym od fusów pozorujących informacje o wydarzeniach na świecie i zadałem sobie pytanie, od którego zaczyna się prognozowanie: a o co tu właściwie chodzi?

Prognozowanie w dzisiejszych czasach, Szanowny Czytelniku, jest przeraźliwie nudne. Od paru lat gra toczy się do jednej bramki, przynajmniej dla nas, zwyczajnych ludzi, a takoż ci, którym się wydaje, że są demiurgami historii, niewiele istotnego mają do powiedzenia.
Na powierzchni zjawisk widoczne są aż nadto wyraźne tematy. Pytania, które najczęściej słyszę i na które chętnie odpowiem, są następujące:

czy złapią Ben Ladena? Nie, nie złapią, ponieważ: poszukują nie tego człowieka, dokładniej zaś mówiąc - nie tych ludzi; nie ma go tam, gdzie go szukają; tym, którzy go szukają, nie bardzo się spieszy, gdyż łapanie Usamy napędza koniunkturę. A w każdym razie będą go łapać tak długo, dopóki kury usamki nie zniosą wszystkich złotych jajek. Odpowiedzialny za wszystko diabeł już jest, nie ma potrzeby go wymyślać, za to świetnie pasuje do układanki. I o to chodzi.

Chrobry.jpg (11212 bytes)czy Lepper?... Na razie, w klubie pokerowym wielkiej polityki Lepper zachował się jak nowicjusz, który wie, że tu gra się znaczonymi kartami, ale nie umie ani zrobić pokerowej twarzy trzymając nerwy na wodzy, ani nie bardzo czai, kto rozdaje karty. Tak samo czują się jego wyborcy, których będzie coraz więcej, bo oni też nie wiedzą kto rozdaje, ale czują na plecach oddech wilkołaka, który robi ich w konia. Nie wystarczy mieć rację - mawiała ciocia Pesia z Odessy - trzeba jeszcze umieć się do tego nie przyznawać. Problem bowiem sprowadza się do tej prostej prawdy dziejowej, że rewolta nie potrzebuje mieć racji stanu, wystarczy jej racja ulicy i zamknięte okna w gabinetach polityków. Przyznam, że żal mi Leppera i jego wyborców, którzy tak samo jak ich trybun (chyba trybuc?) mają poważne trudności z sensownym artykułowaniem i uzasadnianiem tego, co wszyscy widzą, ale nie wiedzą jak wygląda. Najlepsze dni i miesiące Leppera są jeszcze przed nim - po 10 czerwca 2002r., w atmosferze skandalu, w porównaniu z którym dotychczasowe będą wspominane z rozrzewnieniem. A kiedy okaże się, że z pustego i Miller nie naleje, to z ulgą odetchną wszyscy, nawet Lepper, któremu sytuacja wymknie się spod kontroli. Bo porządek musi być, a kiedy jest porządek to można znowu coś obciąć i przygwoździć. I o to chodzi.

- kiedy będzie lepiej? Już było. W tym przypadku odpowiedź ta wcale nie brzmi śmiesznie. W każdym razie do czerwca 2002r. nasze zmartwienia będą oscylować według recepty Hitchcoka: zaczynamy od trzęsienia ziemi a potem napięcie wzrasta. Pomysły na uzdrowienie gospodarki będą coraz bardziej tragikomiczne, aż gruchnie śmiech tak potężny, że spadnie belka stropowa, nikomu nie czyniąc krzywdy większej niż dotychczas. Kiedy? Między 13 czerwca a 7 lipca 2002r. Czy o to chodzi? A to zależy komu, bo jakieś 5% rodaków mieć się będzie coraz lepiej.
Pytanie o lepiej-gorzej dotyczy zazwyczaj nominalnych i realnych dochodów w sektorze gospodarki domowej; tak się to przynajmniej oficjalnie nazywa. Otóż dochody te, zarówno ogółem jak i w przeliczeniu na 1 mieszkańca, od 1997r. spadały w tempie przyspieszonym. Natomiast spożycie indywidualne w sektorze gospodarstw domowych, zarówno ogółem jak i w przeliczeniu na 1 mieszkańca, w tym czasie wzrastało, zaś indeks cen stałych wzrastał przeciętnie około 1% rocznie. Taki cud możliwy jest tylko wtedy, gdy wskaźnik rozwarstwienia społecznego w grupach dochodów wskazuje na coraz bardziej "ostrą" przepaść pomiędzy strefą ubóstwa a strefą bogactwa i w końcu przekracza czerwoną kreskę z napisem "wybuch". Otóż, do tego momentu mamy jeszcze trochę czasu, mianowicie grozi nam to w drugiej połowie 2005r. Jeśli uda nam się w 2004r. wejść do UE... Jednym słowem, nie jest aż tak źle aby musiało być lepiej. I o to chodzi.

więc, czy wejdziemy do Unii Europejskiej? Tak, aczkolwiek zanosi się na opóźnienie, którego przyczyną będzie brak stabilizacji wewnętrznej od czerwca 2003 do lipca 2005r. Więc kiedy? Wygląda na to, że w sierpniu 2005r., paradoksalnie w sytuacji jeszcze kryzysowej. Dlaczego? Bo w Brukseli dobrze wiedzą, że "liberalna lewica" jest koniem trojańskim, gotowym rżeć na każdą europejską nutę, jeśli za europejskie pieniądze można urządzić się jak u Pana Boga za piecem i porządzić sobie do syta; bo skompromitowanie "liberalnej lewicy" wymaga czasu, zaś UE potrafi zagrać, z dwojga złego, "pod prawicę". Do tego czasu zaś my, lud boży i szczery, przestaniemy wybrzydzać i kręcić nosem, gotowi przyjąć pomoc finansową oraz europejskie reguły gry. I o to chodzi, co widać spoza szerokich uśmiechów dobrze odkarmionych negocjatorów.

- bezrobocie? - niestety, w latach 2002-2003 wzrośnie do 3,8 mln, zaś w latach 2003-2005 rodzimy rynek produktów rolnych znajdzie się w niewesołej sytuacji.

- czy będą nowe ataki terrorystyczne? Zapewne chodzi o ataki tak spektakularne jak ten na WTC, ponieważ te pomniejsze, aczkolwiek nie mniej okrutne, nadal są dokonywane. Wygląda na to, że takowe niecne zamiary istnieją, zaś w horoskopach robi się gorąco około 12 lutego oraz 31 sierpnia 2002r.

czy Rosja?... Rosja i Stany Zjednoczone padły sobie w ramiona pod zacnym pretekstem walki z terroryzmem, ale tak naprawdę chodzi o wspólny front przeciwko narastającemu problemowi jakim są Chiny. Gwałtowne przyrastanie znaczenia i potęgi Chin dokona się w latach 2003-2010. W tym okresie czasu Chiny przejdą gwałtowną metamorfozę, po to, aby skutecznie upomnieć się o prymat na świecie.

Stany Zjednoczone? Do czerwca 2004r. będą górą w każdej sytuacji konfliktu bądź wojny lokalnej. Przeciwnicy Stanów doskonale wiedzą, że zniszczenie tej cywilizacji jej własną bronią jest niemożliwe. Stanom tak naprawdę może zagrażać wykorzystanie przeciwko nim sił natury, wobec których nawet najbardziej rozwinięta technologia jest bezradna: wywołanie trzęsień ziemi, stymulowane pęknięcie szelfu Kalifornijskiego, spiętrzenie fal oceanicznych...

broń chemiczna i bakteriologiczna? - naprawdę groźna staje się od 2003r. Do tego czasu nikt nie odważy się użyć na skalę masową tego paskudztwa. A potem? Wygląda na to, że terroryzm biologiczny będzie w dziwny sposób łączyć się z terorrem w systemach łączności elektronicznej.

trzecia wojna światowa? - prawidłowa nazwa brzmi: budowanie nowego systemu stosunków międzynarodowych. Jak długo to potrwa? Do 2013r. Kiedy będzie "najciekawiej"? W latach 2009-2012. A my? Damy sobie radę.
                                                                                                               
Leon Zawadzki

 

Czwarty Wymiar
styczeń 2002
www.logonia.org