![]() |
Leon Zawadzki
|
![]()
|
Zgodziłem się publikować te fragmenty niektórych rozmów
korespondencyjnych, które dla adeptów astrologii mogą być przydatne. Musiałem,
oczywiście, pozostawić tylko wiodące tematy, natomiast wszelkie imiona własne zostały
usunięte bądź zmienione.
Były to męskie rozmowy, z tej prostej przyczyny, że jestem starzejącym się
człowiekiem i nie mam już czasu na wszelkie być może.
Respondent: Jak mam prowadzić te rozmowę? Czy też może przestać pisać cokolwiek?
LZ: Skąd bierze się takie pytanie, taki problem? Czy jest to tylko zwrot
retoryczny, kokieteria epistolarna? Jeśli wniknąć w sens tego pytania, to za kotarą
słów i znaku zapytania ukrywa się bezradność dot. samej sztuki prowadzenia rozmowy
na temat.
Tej umiejętności można się nauczyć, ale wymaga ona dyscypliny poznawczej. Reguły
prowadzenia rozmowy, która ma sensowny początek, rozwinięcie tematu, przedstawienie
dowodów, wnioskowanie należą do starej sztuki heurystyki. Pojęcie to (z grec.) oznacza
sztukę zmierzającą ku wykrywaniu prawdy; umiejętność obserwacji faktów i związków
między faktami, a dzięki którym temu dochodzi się do poznania prawd, bądź stawiania
hipotez. Po odkryciu prawa hydrostatyki Archimedes krzyknął Heureka!
Niezwykle ważną częścią heurystyki jest umiejętność stawiania pytań: 1.
umiejętnie postawione pytanie zawsze zawiera w sobie część odpowiedzi; 2. na
nieumiejętnie postawione pytanie nie ma właściwej odpowiedzi; 3. wszelkie pytanie
można sprowadzić do wspólnego logicznego mianownika i dopiero wtedy starać się o
znalezienie odpowiedzi; 4. stosowany skrót winien odwoływać się do tematycznie
ogarnianej całości.
Wiele lat temu proponowano mi tzw. klasę autorską i zapytano, co chciałbym wykładać.
Odpowiedziałem, bez chwili wahania, że podejmę się uczyć tego, czego w szkole nie
uczą. Można by to nazwać przemądrzale pragmatyką życiową, ale w gruncie
rzeczy chodzi o umiejętność sensownego poruszania się po zwyczajnej codzienności, w
której nieustannie dzieją się sprawy i rzeczy cudowne, niezwyczajne. Przedstawiłem
nawet konspekt planu tematycznego, pokiwali głowami i... nic z tego.
Przez rok akademicki 1998/99 wykładałem w elitarnej Szkole Biznesu (filia w B-B) metody
prognozowania w marketingu i starałem się przekazać wiedzę o tym, jak można korzystać
z wiedzy astrologa. Uznali, że nie i skasowali ten cykl. Pytam: - O co chodzi? -
Pan miał ich uczyć metody, a nie tego, jak mają z niej korzystać. - Oszaleliście
- powiedziałem - ktoś, kto potrzebuje prawnika, nie musi być prawnikiem, ponieważ
studia prawnicze, aplikantura, doświadczenie doradcze i procesowe to co najmniej 2/3
życia. Przestali w ogóle ze mną rozmawiać.
I tu, w tle, za kotarą, tkwi i szczerzy zęby wyobrażenie: astrologia to
coś, czego można się w tri miga nauczyć. To przecież nic trudnego, wystarczy
przeczytać parę książek, wysłuchać jakiegoś kursu i załatwione - mamy astrologa.
Astrologowie, ci z prawdziwego zdarzenia, byli ludźmi głęboko i gruntownie
wykształconymi. Zawsze łączyli w sobie tradycję wiedzy z heurystycznym zmaganiem o
następne obszary poznania.
A co robią niedouczeni astrologowie? Oprócz tego, ze się wymądrzają i poszukują
mocy, to najczęściej rozpoczynają flirt z magią, szamanizmem, wiedźmiarstwem i in.
praktykami, które owszem mają swoje uzasadnienie, ale do astrologii klasycznej
przystają jak śmieciarka do faetonu.
Rozumiem, że wszelakie kursy, grupy dyskusyjne mają swój styl i sznyt. Zastanawiam
się: a może znalazłem się we właściwym miejscu o niezbyt stosownej porze? Muszę
odpowiedzieć sobie na to pytanie.
Respondent: Ja mam wiele wątpliwości i wiem że niełatwo jest mi je
rozwiać... Jeśli ktoś potrafi, to dlaczego nie będzie mi nauczycielem. Temu
chyba ma służyć nasza rozmowa?
LZ: ...być nauczycielem - to wymaga relacji. Jasnych i uporządkowanych.
Wyobrażać sobie, że jak ktoś wie, to niech mnie nauczy... A niby dlaczego? Bo mi
się to należy?!
Doprawdy, poniewieranie nauczycielem jest do tego stopnia ugruntowane w przytomności
społecznej, że nawet nauczyciele w to uwierzyli. Albo się dostosowali.
Mój drogi młodszy Przyjacielu astrologii: nic Ci się nie należy! Masz taką
możliwość, i tylko. Jak z niej skorzystasz, to już Twoja sprawa. Jeśli będziesz
tkwił w przekonaniu, że nauczyciel jest od uczenia, jak d... do s..., to będziesz miał
do czynienia nie z nauczycielami, lecz z belframi ewent. z zadufanymi bubkami z ostatniej
łapanki pedagogicznej. Nauczycieli jest co kot napłakał. To też są ludzie, mają
ciało, rodziny, płacą rachunki i podatki, czasami chcą odpocząć.
Tydzień temu byłem w szpitalu i miałem możność obserwować pracę mojej znajomej
pani doktor, która jest jednym z lepszych w Polsce specjalistów od tomografii
komputerowej. Siedziałem z nią w kabinie rentgenologa i podziwiałem
najnowocześniejszą technikę, od której aż kręci się w głowie. Widziałem, jaką wiedzą
i fachowym doświadczeniem musi dysponować i operować moja znajoma, w której ręku
jest życie i śmierć człowieka leżącego w tubie tomografu.
Zapytałem: - Jak wygląda Twój rozkład zajęć? - Jestem w szpitalu, w tej
kabinie od rana do około 18-tej, raz na trzy doby mam dyżur 36.godzinny. Każdy zapis
musi być zweryfikowany, omówiony, udokumentowany. - Czyli średnio pracujesz 560 godzin
w m-cu przez ca 23,5 doby robocze.- Tak wychodzi - powiedziała.- Ile Ci za to
płacą? - Mam 900 (dziewięćset, tak dziewięćset!) zł m-cznie podstawowej plus
dyżury czyli razem ok. 2000 (dwa tysiące) zł m-cznie. - Czyli płacą Ci 3 zł 57
groszy za godzinę pracy. ? Tak - Ile lat uczyłaś się, żeby być tej klasy
specjalistą? - W sumie ponad 25 lat. - Jak sobie radzisz, masz przecież dwoje dzieci,
mieszkanie, chcesz czasami odpocząć. - Mąż też zarabia, ale wiesz - powiedziała
- najgorsze jest to, że nie mogę oddalić się od szpitala, bo jest tylko jeden
zmiennik i dyrekcja boi się, że jak ten zachoruje, to tomograf będzie bezużyteczny.
No i te awantury. - Jakie awantury?- zapytałem.- Awanturują się
lekarze pogotowia, że przyjmuję w kolejności zależnej od życia lub śmierci pacjenta;
skandale robią pacjenci, że czekają już dwie godziny, gdy muszę podjąć decyzję, a
nie wszystko od razu jest oczywiste; nieustanne naciski ze strony administracji...
Czy ta sytuacja ma się jakoś do astrologii? Jestem doradcą mojej znajomej i chciałem
zobaczyć na własne oczy jak wygląda jej życie, a 5/6 jej życia to kabina operatora
tomografu. Jest to praca wysoce szkodliwa dla zdrowia!
Może ona być nauczycielem akademickim, ale broni się przed takową perspektywą, gdyż
twierdzi, że studenci medycyny chcą przede wszystkim dyplomu i potem się urządzić.
- Wszystko się we mnie burzy - powiedziała - gdy to widzę. Nie, zostanę
tutaj, chociaż proponują mi pracę na uczelni.
Respondent: Co do Kasi, to przyznam, że po długich jej namowach zwróciłem się do Pana, żeby Pan zajął się jej horoskopem. Powiedział Pan, że Kasia jest osobą dorosłą i może sama poprosić o wykonanie dla niej pracy.
LZ: - Panie Leonie - powiedział do mnie Mistrz Teofan Sadowski - niech
pan uważa na kobiety. Zaspakajanie ich zachcianek nigdy jeszcze nikogo nie uczyniło
astrologiem, ale wielu już skończyło marnie i sami nie wiedzą, gdzie podziała się
ich energia.
Kasia nie napisała i nie poprosiła. Jakoś to przeżyjemy.
I teraz, niech Pan sobie wyobrazi nauczyciela, który słyszy i widzi coś takiego, jak
Pan powyżej opisał. Czy będzie on starał się, wkładał w ucznia duszę i energię,
poświęcał mu czas etc., jeśli energia ta zostanie zmarnowana tylko dlatego, że Kasia
ma kaprysy? Pół biedy, jeśli kaprysy te zaspokajał Pan sam, bo to jego sprawa. Ale
dlaczego mają tym się zajmować inni? Bo nic nie kosztuje?
Wiem, że to co mówię, nie będzie dobrze widziane. W najlepszym razie zostanę wapniakiem,
w gorszym starym zgredem, który Bóg wie, co sobie wyobraża.
Jeśli jest jednak cień najmniejszej szansy, abyśmy się porozumieli, to możemy
próbować. Jeśli nie, to mam czym się zająć, bo kocham to, co robię i muszę
utrzymywać rodzinę.
NB. Król Sparty Leonidas przyjął wysłanników władcy, który oblegał Spartę.
Powiedzieli: - Poddaj miasto, bo jeśli weźmiemy je siłą, to zrównamy je z ziemią.
Leonidas odparł: Jeśli!
Respondent: Czy więc węzeł księżycowy może mówić o tym jak uwolnić się od uwarunkowań innych planet (danej nam tu i teraz karmy)? Zastanawiam się nad tym bo przecież jest węzłem karmicznym, czyli może jego rozwiązanie jest w stanie dać człowiekowi wolność i niezależność od czynników zewnętrznych jakimi są nie tylko planety, ale i inni ludzie?
LZ: W astrologii rozróżnia się 1. zasadę niebiańską, czyli kosmologiczny
układ planetarny oraz 2. świat sublunarny, czyli ziemskie uwarunkowania kondycji
ludzkiej. Razem tworzą one konfigurację indywidualnego horoskopu.
Stąd też najczęściej popełniany błąd przy interpretacji horoskopu: interpretator
bierze pod uwagę ogólne znaczenie i dyspozycje sygnifikatora (a także aspektu,
dyrekcji, progresji itp.), natomiast zaniedbuje lub pomija jego konkretne posadowienie w
horoskopie; tym samym spoza lasu nie widzi drzew. Taki interpretator jest jak
turysta-amator, który przechodząc przez las nie zdaje sobie sprawy z indywidualnych
potrzeb, uwarunkowań wzrastania i kolei losów konkretnego drzewa żyjącego w tym lesie.
Takiemu podejściu sprzyja bałagan w terminologii astrologicznej, np. zamienne używanie
pojęć horoskop, kosmogram, mandala; takoż określenie wpływ planety,
częstokroć stosowane w opracowaniach astrologicznych, które jest eufemizmem. To, co
nazywamy wpływem planety jest próbą odwzorowania miejsca i znaczenia
sygnifikatora w kosmologicznym (zasada niebiańska) układzie planetarnym, w którym
konkretne (sublunarne) powiązania scalają moc stwórczą zjawiska zwanego życiem i
śmiercią na kręgach istnienia. Postrzeganie współzależności - pomiędzy
niebiańską zasadą i regułami obowiązującymi w świecie sublunarnym - jest warunkiem
koniecznym dla interpretacji horoskopu; oderwanie pierwszej od drugiej skutkuje tak, jak
jest to opisane w Księdze Przemian hex. 10 linii 3: Jednooki może wprawdzie widzieć,
lecz to nie wystarcza, by widział jasno. Kulawy zdolny jest wprawdzie stąpać, lecz to
nie wystarcza, by szedł przykładnie. Kto pomimo takich słabości ma się za silnego i
przez to naraża się na niebezpieczeństwo, prowokuje nieszczęście, zabiera się bowiem
za coś, co przekracza jego siły. [I Ching wg R.Wilhelma, Warszawa 1994]. W
komentarzu J. Szczuckiego brzmi to jeszcze dosadniej: W czasie ofensywy bardziej, niż
kiedykolwiek, konieczne jest harmonijne współdziałanie poznania i czynu. Nie wystarczy
znać istoty ataku, należy jeszcze znać jego metodę. Nie wystarczy cenić samej wiedzy,
należy jeszcze bardziej cenić jej realizację. Bez tej realizacji pojawia się
jednostronność i niedowartościowanie. Właśnie ta jednostronność i
niedowartościowanie wyrażone są wizerunkami tekstu. Często się jednak zdarza, że w
podczas kryzysu ludzie na próżno wiodą rozważania na temat istoty zjawisk, o istocie
bytu, lecz nie korygują swoich działań nabytą wiedzą. Z tego powodu, nawet ich
ograniczona wiedza pospolituje się w końcu i staje się martwym schematem. I właśnie
tacy skostniali ludzie bezskutecznie działają w czasie kryzysów. Tekst orzeczenia
wyraża to następującymi słowy: Słaba linia na trzecim miejscu. I jednooki może
widzieć; i jednonogi może nadepnąć. Jeśli jednak taki nadepnie na ogon tygrysa, to
ugryzie on tego człowieka. Nieszczęście. Wojownik działa zamiast wielkiego władcy.
[J.K.Szczucki Księga Przemian przekład Leon Zawadzki].
Węzeł Księżycowy jest punktem szczególnym, bowiem umownym: nie jest samym
Księżycem i jego sytuacją orbitalną, vide momentem dynamicznego położenia na
ekliptyce, lecz punktem przecięcia się drogi Księżyca z ekliptyką. Z tego też powodu
Węzeł Księżycowy należałoby traktować bardziej jako aspekt; w horoskopie informuje
on o relacji pomiędzy tzw. przenoszeniem światła lunacji a jednym z elementów
zasady niebiańskiej, którym jest ekliptyka. Na tym styku zachodzi sprzężenie zwrotne
pomiędzy ogólnym a szczegółowym; w tym punkcie - jak w soczewce kosmicznego oka -
skupiają się promienie tworzące obraz relacji pomiędzy niebiańską dyspozycją i
zalążkami ziemskich warunków egzystencji. Można porównać oba Węzły do dwóch
okularów lornety, przez którą obie półkule mózgu mogą obserwować wstępowanie
(zadań życiowych w konkretnych warunkach) i zstępowanie (odczytywanie zapisu
zakodowanego i ujawniającego się w konkretnych warunkach). Oczywiście, do postrzegania
sam okular nie wystarcza, potrzebne jest też mózgowie i jego przyległości.
Uwolnienie od złoża karmicznego jest procesem, bez wyjątku bolesnym. Do tego
potrzebna jest wiedza oraz metoda jej zastosowania. Przede
wszystkim należy odczytywać (jest to proces) treść zalążków karmicznych (-
Pierwsze, co musi pan zrobić, to zobaczyć samego siebie, i zapewniam pana, że nie
będzie to przyjemny widok- powiedział do swojego rozmówcy Nisargadatta Maharaj).
Następnie przystąpić do ich ujmowania i wypalania. Ujmowania
najlepiej jest dokonać u samego korzenia, ale na to stać dusze wysoko rozwinięte i
zaprawione w sztuce kontemplacji.
Można tę robotę porównać do pracy z drzewem owocowym w sadzie żywota: jedni
przycinają gałęzie, kultywują odmiany, nawet okalają drzewo płotkiem i robią zeń
pomnik przyrody; inni pobierają odrostki i szczepią gdzie się da; itd.
Wypalanie dokonuje się tylko w ogniu miłości, która jest wielką nagrodą za
bolesność tego procesu. Na tym świecie istnieje tylko miłość i śmierć.
W gruncie rzeczy owe dwie Kapłanki (Arkan Drugi i Arkan Trzeci) mogą się porozumieć,
bowiem w zwyczajnym trybie życia miłość, odnosząc zwycięstwo nad śmiercią, musi
uznać jej moc i znaczenie.
Arkana I-II-III-IV są fundamentem Tarot Kabalistycznego: Arkan I Alef - Operator
Magicznej Alchemii Życia i Śmierci. Arkan II Beth - Gnozis zwany także Wrotami
Świątyni, Arkan III Ghimel - Przyroda, zwany także Venus Urania, Władczyni, Arkan IV
Daleth - Petra Cubica.
Respondent: Szukam też elementów mogących zespolić Wielkie Arkana z astrologią. To dwie opowieści o fazach rozwoju i muszą się gdzieś przecinać.
LZ: Widziałem i analizowałem wiele koncepcji łączących Arkana Wielkie i Małe
z astrologią, takoż komplementarne (raczej: skompilowane) teorie łączące Koło Shao
Yunga Księgi Przemian z systemem astrologii zodiakalnej.
Zobaczyłem, że te próby dokonywane są przez kogoś, kto koniecznie chciałby wyrazić
symbol krzyża poprzez spiralę bądź odwrotnie. Można, oczywiście, ale wymaga to
przekształceń wirtualnych. I tak samo jest z systemami poznawczymi, które mają swoje
własne konwencje mentalne. Wielkość każdej jakości można wyrazić i zapisać na
wiele sposobów.
Pouczające jest poszukiwanie i odnajdywanie węzłów i punktów wspólnych, zajmowanie
się analizą porównawczą Astrologii, Tarot, Księgi Przemian wzbogaca i pomnaża,
poszerza i zaskakująco inspiruje. Po latach usiłowań doszedłem do przekonania, że nie
ma takiej koncepcji, która byłaby prostym przełożeniem Tarot i Księgi na język
astrologii zodiakalnej. I, co więcej, tak jest dobrze i skutecznie, bogato. Każdy z tych
systemów ma swoją własną rytmologię, swoje reguły rachunku i geometrii. Punktów
przecięcia jest wiele i poszukiwanie jednego takiego punktu jest zajęciem
jałowym (jak to w systemach bywa...). Jeden jest tylko Bóg, Jeden bez Wtórego.
Pamiętam miesiące i lata pracy nad komplementarnym systemem Astrologii i Tarot.
Pamiętam taką podróż pociągiem, z laptopem na kolanach i nieustannym przełączaniem
programów. Aż usłyszałem: - I po co się tak męczysz?! Ziemia też nie jest
doskonale kulista. Kto to powiedział?
I cóż w tym nadzwyczajnego! I o jakie granice tu chodzi?! Granica potrzebna jest po
to, aby nie pomylić narodów. U nas, na przykład, stoi żołnierz ochrony pogranicza i
wie na pewno, że granica to nie fikcja i nie emblemat, ponieważ po jednej stronie
granicy mówią po rosyjsku i więcej piją, a po drugiej stronie- mniej piją i mówią
nie po rosyjsku.
A tam? Jakie tam mogą być granice, jeśli wszyscy jednako piją i wszyscy mówią nie po
rosyjsku? Tam, być może, chcieliby postawić gdzieś żołnierza wojsk ochrony
pogranicza, ale prawdę mówiąc nie ma go gdzie postawić. No więc wałęsają się
wopiści bez jakiejkolwiek roboty, tęsknica ich bierze i zakurzyło by się papierosa...
Tak więc, jeśli o to chodzi, to tam jest wolność... Chcesz zatrzymać się w Eboli -
proszę bardzo, zatrzymuj się w Eboli. Chcesz iść do Canossy- nikt ci nie zabrania,
idź do Canossy. Chcesz przejść Rubikon - przechodź... [autor:
Wienedikt Jerofiejew urodz. 24.10.1938r. godz. obliczona 10:17 w miejscowości Pojakonda
33E05 68N58; fragment powieści-poematu Moskwa-Pietuszki, przekład z ros. LZ]. Proszę
zwrócić uwagę na horoskop tego Geniusza, który ma teraz swój pomnik na dworcu w
Moskwie: niedomknięta walizka pełna butelek wódki różnych gatunków.
Właśnie, gatunki różne, ale wszystkie zawierają alkohol.
Można przytoczyć bardziej wzniosłe porównanie: wyroby ze złota różnią się
kształtem, ale wszystkie są ze złota - porzekadło częstokroć cytowane przez
praktyków jogi.
Respondent: ...na otwarty wykład o Stalinie przyjdą ludzie mający
przeróżne, zwykle silne aspekty do jego horoskopu. Dlatego to ich
przyciągnie.
LZ: Przypomniało mi to pewną rozmowę w naszej Pracowni, z tej rozmowy powstał temat, który rozwinęliśmy na zajęciach Warsztatu Astrologii Profesjonalnej:
RAMANA MAHARSHI Motto: Panować można nad sobą, albo nad innymi. Nie ma innych możliwości. [Leon Cyboran].
Chcę Was zachęcić, abyście przebadali czas i daty urodzenia
wybitnych nauczycieli duchowych ludzkości, przypadające na ostatnie 25-lecie XIX w.
Zobaczycie tam daty narodzin późniejszych wielkich mistrzów kultury duchowej - jest to
czas wyjątkowy. Takie nagromadzenie wybitnych postaci mistrzów zdarza się b. rzadko. Od
tamtego czasu minęło już ponad 125 lat i jakoś nie widać, aby za nimi (tymi którzy
rodzili się w latach 1875-98) od razu pojawiły się następne fale wielkich mistrzów.
Nawet jest gorzej, ponieważ za nimi idą epigoni - iluzjoniści duchowi, władcy tłumów
tacy jak Sai Baba, Radżnish. Mówię to z podziwem, aczkolwiek bardziej dla ich
umiejętności niż spełnień.
W tamtym czasie żył i ze swojej szkoły wysłał w świat najlepszych uczniów
Ramakrishna z Kalkuty; Rabindranat Tagore, Aurobindo; w owym czasie urodzili się
mistrzowie Ramana Maharshi, Jiddu Krishnamurti, Nisargadatta Maharaj, którzy spełnili
jogę do końca.
W owym czasie Pluton był w Bliźniętach i dopiero zbliżał się do znaku Raka. Pojawili
się mistrzowie, których zadaniem było przekazać wiedzę najwyższą w sposób
dostępny dla przeciętnego człowieka poszukującego odpowiedzi na fundamentalne pytania
o sens życia i śmierci.
Do tego czasu praktyka jogiczna kultury duchowej była uwarunkowana długotrwałymi
praktykami ascetycznymi, technikami. Wymagano, aby jogin ćwiczył w pustelniach,
aszramach, w oddaleniu od miejsc swojego codziennego funkcjonowania. Jogowie, mędrcy
oddalali się od zwyczajnego życia i przyjmowali rygory życia niezwyczajnego.
Natomiast ci mistrzowie, o których mowa powyżej, mieli za zadanie przekazać, że
chociaż nic się nie zmieniło jeśli chodzi o ostropotężnie ćwiczących jogów,
ostropotężnie zdążających do zbawienia chrześcijan bądź sufich, ale możliwy jest
też przekaz wiedzy dla człowieka, który żyje w normalnym, społecznie i rodzinnie,
świecie.
Pojawili się rewolucjoniści duchowi, którzy pokazali drogę na skróty.
Ramana Maharshi, odwołując się do wiedzy jogicznej, w tym również Wedanty,
kontynuując w prostej linii dzieło Ishwarakrishny, Patandźali i innych wielkich
mistrzów starożytności, przekazał technikę zwaną Atma-Vichara.
Atma = dusza wszechświata, Vichara = proces rozpoznania, zrozumienia, zgłębienia. I w gruncie całą praktykę sprowadził do podstawowego pytania - kim jestem? W metodologii praktycznej zalecił umiar w jedzeniu, pracy i odpoczynku. Uznał, że jeżeli człowiek jest konsekwentny w tej praktyce, przy tych regułach, to w gruncie rzeczy jest to dla niego wystarczające. Ramana Maharshi zwraca uwagę, że jeśli człowiek, uporczywie rozwiązując wszelakie problemy życiowe, od drobnych do poważnych, będzie zapytywał siebie kim jestem?, kto rozwiązuje problemy? dla kogo ten problem istnieje?, to jest to skupienie wystarczające, aby otworzyć wrota spełnienia duchowego. Ramana Maharshi skrupulatnie zwracał uwagę na subtelną strukturę ciała - pojazdu duszy i wskazywał, że węzeł karmiczny znajduje się w Sercu człowieka, tam gdzie człowiek pokazując na siebie palcem mówi ja, w sercu psychicznym. Węzeł ten może być rozwiązany ku uwolnieniu. Ponieważ ostatecznym celem jogi jest Wyzwolenie (kaywalya, moksha), w chrześcijaństwie Zbawienie, to wskazana praktyka ukierunkowuje na Wyzwolenie.
Ciekawe, że w tym samym czasie rodzą się również ludzie,
którzy stawiają sobie za cel przeprowadzenie ludzkości do powszechnego szczęścia i
obfitości także metodą na skróty, ale drogą w warunkach świata sublunarnego.
Ma to znaczenie dla praktyki astrologicznej, aby zrozumieć że takie postaci jak Ramana
Maharshi, Krishnamurti, Nisargadatta, Ramakrishna reprezentują niebiańską zasadę
w jej najwyższym spełnieniu, natomiast takie postaci jak wyłonione z ruchów
socjalistycznych, Lenin i Stalin też pragną przekazać ludzkości metodę szybkiego
osiągnięcia szczęścia na ziemi; z tym, że ci ostatni reprezentują zasadę
sublunarną, ziemską; zaś po to, żeby tu na ziemi zrealizować szczęście, chcą
usunąć z pola widzenia wszystko co jest związane z... zasadą niebiańską.
Z jednej strony mamy więc, w tym samym czasie urodzonych, wielkich spełnionych
wizjonerów Ducha, można powiedzieć Przewodników Niebiańskich, z drugiej strony mamy
wielkich wizjonerów szczęścia ziemskiego, przewodników, którzy oparli się o
socjotechnikę. W tym samym czasie rodzą się te dwa rodzaje istot, które pokazuję
drogę do ostatecznych rozwiązań.
Jedni wskazują na konieczność przemiany człowieka, drudzy postawili sobie za cel
zmienić świat.
...i stąd wzięła się próba porównania horoskopów dwóch
ludzi urodzonych w tym samym czasie. Ramana Maharshi urodził się 30.12.1879r. godz.
11:03 w Tirucculi Indie 78E07 09N55 (zm.14.4.1950 godz. 20:47 w Tiruvannamalai Indie 80E18
13N05). Józef Stalin urodził się 02.01.1880r. godz. 08:16 w Gori Gruzja 44E05 41N59
(zm. wg oficjalnego komunikatu 5.03.1953r. pod Moskwą).
Oto dwie postaci: 1. wyzwolonego joga, którego Indie uznały za swojego ojca duchowego,
świętego oraz 2.
jednego z
największych zbrodniarzy ludzkości.
Są to stare dusze wcielone, jedna ze znakiem niebiańskim, druga ze znakiem ziemskim,
obaj są Koziorożcami, obaj mają kwadraturę Słońca z Saturnem, obaj w młodym wieku
zwrócili się ku doznaniom religijnym. Dyktator wycofał się z seminarium duchownego -
magię religii przerobił na magię ideologii. Maharishi jest człowiekiem wielkiej
religii, Stalin człowiekiem wielkiej ideologii. Jeden i drugi obiecują, że jeśli
zastosujemy się do ich metody, to osiągniemy spełnienie. Ramana Maharshi jest
konsekwentny aż do zwycięstwa duchowego. Stalin jest konsekwentny aż do całkowitego
zwycięstwa personalnego i utworzenia imperium. Obaj są radykalni w osiąganiu celu, z
tym że jeden nie krzywdzi nikogo, drugi krzywdzi wszystkich. Obaj są samotnikami, nie
mają przewodników zewnętrznych, polegają tylko na sobie. Obaj mają szczególny
stosunek do swoich matek. Ramana Maharshi wobec matki zachowuje się b. poprawnie, ale
podobnie jak Chrystus mówi Matce cóż mnie do Ciebie? Później matka mieszka z
nim w aszramie, w momencie Jej śmierci Maharishi usiłuje przeprowadzić ją na drugą
stronę. Józef Stalin szanuje swoją matkę tylko pozornie, na pokaz, prywatnie zaś
wyraża się o niej suka; organizuje matce warunki życia, ale przez ostatnie lata
jej życia nie odwiedza jej.
Obaj dochodzą do kresu dokonań - Maharishi najwyższej prawdy duchowej, Stalin - do
pozycji dyktatora i władcy imperium.
Mamy tutaj spełnienie panowania nad sobą (RM) i spełnienie panowania nad innymi (JS).
Obaj w percepcji społecznej uzyskują status Ojców i Mędrców narodowych. Do obu tych
ludzi ciągną ludzie z całego świata... Obaj stają się wyzwolicielami - Maharishi
wskazuję drogę do wyzwolenia duchowego, Stalina uznaje się za wodza i wyzwoliciela
międzynarodowego proletariatu.
Różnica? Ramana Maharishi po śmierci jest nadal Mędrcem.
Stalin - dyktatorem i zbrodniarzem.
Ale... obaj po swojej śmierci mają wyznawców i epigonów.
Maharishi - wyzwolenie duchowe.
Stalin - tzw. społeczne wyzwolenie człowieka.
Obaj umierają mniej więcej w tym samym czasie - Maharishi w
1950, Stalin 5.3.1953r.
Obaj mają po śmierci mauzoleum. Mumia Stalina zostaje z mauzoleum przeniesiona.
Mauzoleum-grobowiec Maharishiego istnieje do dzisiaj w Ramanaszram w Tiruvannamalai Indie.
Kiedy Indie odzyskały niepodległość, Mahatma Gandhi wysłał późniejszego prezydenta
Indii Prasada do Maharishiego. Prasad powiedział: - Mahatma zapytuje, czy Ramana
Maharishi ma jakieś życzenia związane z nowymi niepodległymi Indiami? Maharishi
odpowiedział: - Idź i przekaż Gandhiemu, że nie trzeba słów, gdy serce mówi do
serca.
Respondent: Czy astrologia jest wiedzą czy nauką?
LZ: Ramakrishna, mędrzec z Kalkuty, powiedział: Dopóki pszczoła poszukuje
nektaru, brzęczy. Kiedy znajdzie się w kielichu kwiatu i zaczyna spijać nektar, milknie.
Czy astrologia jest wiedzą? Temu pytaniu poświęcono wiele czasu, uwagi, cierpliwości,
ponieważ jest to dysputa sprowokowana, której temat powraca co jakiś czas
zupełnie tak samo, jak niektórzy podopieczni w poradni zdrowia psychicznego wracają do
swoich terapeutów, bez których obejść się nie mogą, a sami żyć i radzić sobie z
problemem nie potrafią. Temat jest znany i stary, jak znoszone kalosze i zardzewiały
parasol: czy astrologia jest wiedzą naukową?
Zwracam uwagę, że o ile w poradni zdrowia psychicznego płacą za terapię, marnie
płacą, ale jednak, to w tym przypadku my sami płacimy za nasze chęci udowodnienia
(komu? może sobie samym), że jesteśmy naukowo podkuci i nasze kopytka (diabelskie
zapewne, a jakże!) nie ślizgają się po nawierzchni logiki naukowej; że my też nie
łykiem szyci, lecz cementuje nas wiedza, co nie sroce spod ogona wypadła, a także była
uznawana i jest uznana przez niektóre gremia naukowe i uczelnie o uznanym statusie.
...nie możemy się porozumieć nawet co do języka, jakim się posługujemy, a co dopiero
odnośnie meritum zagadnienia.
Otóż pojęcie wiedza jest szersze i semantycznie nadrzędne wobec
pojęcia nauka. Jeśli bowiem dokonać rozróżnienia - odnośnie astrologii
- tych chociażby dwóch pojęć, to jaśniejsze się stanie, że astrologia odnosi się
bardziej do metapojęcia wiedza, niż do ściśle definiowalnego pojęcia nauka,
która ma swoje reguły poznawcze zwane logiką naukowego wnioskowania oraz logiką
języka naukowego.
Wiedza - ogół wiadomości zgodnych z rzeczywistością, a więc nie będących
rezultatem fantazji; także umiejętności praktyczne. Wiedza naukowa oznacza
zasób wiadomości z jakiejś dziedziny. [...] Wiedza naukowa jest zmienna, z biegiem
czasu wzbogaca się o nowe twierdzenia, będące rezultatem dokonywanych odkryć.
Jednocześnie zaś wyłącza się z niej twierdzenia, które w świetle wyników
najnowszych badań zostają podważone i uznane za fałszywe. [Wyrazy trudne,
ważne i ciekawe. Wiedza Powszechna, Warszawa 1987r.]
W świetle logiki języka, uznawanego obecnie za naukowy, astrologia nie spełnia
warunków nauki par excelence. Z tego punktu widzenia prowokacja sceptyczna ma swoje
uzasadnienie i mogłaby być inspiracją do poszukiwań twórczych.
Ale we wszelkiej prowokacji wobec astrologii chodzio to, aby zepchnąć astrologie
na pozycję zabobonu i zespołu wierzeń a wtedy, jeśli uznamy ten punkt widzenia, to
wszystko staje się jasne: można potraktować astrologów jako sektę, w najlepszym
przypadku jako zbiorowisko kołtunerii pseudopoznawczej.
Na temat astrologii napisano i wypowiedziano tyle opinii, że jeszcze jedna, nawet
najmądrzejsza, nie zmieni ani sytuacji, ani też nie wyjaśni paranaukowych bądź
pseudonaukowych aspiracji niektórych astrologów. Rzecz w tym, że fundamentalne
uzasadnienia astrologii opierają się na obserwacjach zarówno naukowych
(astronomicznych), jak i doświadczeniach, których w żaden sposób nie można naukowo,
czyli zgodnie z logiką języka naukowego, uzasadnić. Taka jest też postawa Ptolemeusza
w jego Tetrabiblos.
Nie można naukowo udowodnić przeważającej ilości reguł astrologicznego wnioskowania,
np. jeśli w horoskopie horarnym - pytaniowym władca D.III pozostaje w radykalnym
aspekcie pozytywnym (trygon, sekstyl) z władcą D.VII, to informacja o wydarzeniu jest
prawdziwa; jeśli aspekt ten jest radykalnie negatywny (opozycja, kwadratura), to
informacja jest błędna, kłamliwa; jeśli brak jest aspektu radykalnego, to wnioskowanie
należy przeprowadzać na podstawie pozostałych aspektów (kolejne reguły!); jeśli
wschodzą pierwsze 3 stopnie ASC, to horoskop nie daje możliwości radykalnego
wnioskowania (jest przedwczesny); jeśli wschodzą 3 ostatnie stopnie ASC, to pytanie jest
spóźnione; a w obu powyższych przypadkach należy uznać horoskop za ?skaleczony? i
poczekać z wnioskowaniem do następnej informacji na ten sam temat; etc.
Jak powyższe reguły (a takowych są tysiące) udowodnić naukowo, zgodnie z językiem
logiki naukowego wnioskowania? Poprzez badania statystyczne? Najlepsze wyniki nie
spełnią wymogów weryfikacji naukowej. Poprzez tzw. sprawdzanie się prognozy? Ilość
zastrzeżeń naukowych dot. takiej weryfikacji będzie większa niż się naiwnym
entuzjastom wydaje.
Prowokacja pozornie sceptyczna dotycząca naukowości astrologii jest
znamienna, ponieważ wymusza skupienie na pytaniu: a o co tak naprawdę chodzi?
Problem jest o wiele poważniejszy, niż wysiłek zmierzający do udowodnienia, że
astrologia jest nauką. Warto się zastanowić: dlaczego problem ten w ogóle pojawił
się w naszym polu widzenia?
Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy przede wszystkim rozróżnić problemy
(powtarzam: problemy, a nie osoby).
Zacznijmy od siebie. Otóż, jeśli w jakimkolwiek środowisku profesjonaliści bądź
pasjonaci zabierają się za kodyfikację wiedzy, to powinni znać nie tylko jej ogólne
przesłanie, ale nade wszystko winni swobodnie orientować się w jej fundamentalnych,
przez wieki nagromadzonych i sprawdzonych praktycznie, prawach stanowienia i regułach
wnioskowania.
Po drugie, jeśli człowiek, który chce zrozumieć astrologię i z pasją traktuje
swoje wysiłki, daje się, jak motylek, nakłuć szpileczkami w rodzaju mnie to bawi;
to jest fajna zabawa; to może być ciekawe, czyż nie tak? itp. zaczepki małego
Kazia w piaskownicy, to znaczy, że albo wyrośnie z takich zabaw (daj Boże! ale kiedy?),
albo nigdy nie stanie się astrologiem. A dlaczego? Bo szkoda czasu i atłasu. Czas
to energia! Czas, poświęcony na przekonywanie Kazia, jest bezpowrotnie stracony, a nie
ma go wiele, jeśli naprawdę chce się robić w astrologii i robić astrologię.
Respondent: Jeżeli dobrze obserwuje to właśnie w astrologii odchodzi się od gatunku astrologii wydarzeniowej zastępując ja astropsychologia głębi dzięki której próbujemy uchwycić to co duchowe czyli sens istnienia i działania.
LZ: Astrologia wydarzeniowa jest pojęciem używanym w astrologii horarnej,
która dzieli się na astrologie 1.pytaniowa 2. wydarzeniowa 3. elekcyjna.
Pozostałe, jak np. astrologia polityczna, stosująca metody astrologii horarnej, mieści
się w w/w działach, aczkolwiek metody rozpatrywania horoskopu politycznego są
szczególne, zaś werdykt polityczny oparty jest na specyficznym interpretowaniu
sygnifikatorów. Przy tym sama astrologia polityczna dzieli się na podgrupy tematyczne, o
specyfice właściwej dla każdej z nich.
Rozumiem, ze Pan zakłada, iż odchodzenie od astrologii wydarzeniowej wynika z
niemożności takowej, zaś astropsychologia głębi jest zasadna, gdyż zajmuje się
tendencjami zmian na tle rozpoznanych uwarunkowań psychofizycznych.
Pisze Pan: Dla mnie prognozą jest uchwycenie sensu całościowych przemian jakie
następują wokół nas bez zbędnego wdawania się w szczegóły, które mogą czasem
prowadzić do wróżbiarstwa a wiec w ślepy zaułek. Moje zdanie na ten temat jest
odmienne. Oparte jest na 1. studiowaniu astrologii klasycznej i usilnym praktykowaniu we
wszystkich jej działach, 2. obserwacji konkretnej pracy mistrzów, którą mogłem
podziwiać i zgłębiać dzięki ich życzliwości i wsparciu, 3. własnym doświadczeniu
przy rozwiązywaniu problemów i podejmowaniu konkretnych werdyktów, 4. obserwacji
wyników pracy tych moich uczniów, którzy umiejętnie korzystają z wiedzy i
przyrodzonych zdolności.
Astrolog powinien wdawać się w szczegóły i nie bać się posadzenia o
wróżbiarstwo. Wiem, ze jest to zadanie bardzo odpowiedzialne i... ryzykowne, ale kto
się wilków boi, ten do lasu nie chodzi. Bywa, że taki odważny astrolog natknie
się na przysłowiowe wilki i wygryzą mu one to i owo, ale tylko tak powstaje autentyczna
umiejętność profesjonalna. Taki astrolog-traper staje się fachowcem, bowiem
zagłębiając się w las można zrozumieć jego życie. Wilki zaś nie atakują
człowieka bez powodu, chyba że już doprawdy nie mają nic smaczniejszego do zjedzenia.
Posądzanie astrologa o wróżbiarstwo jest zajęciem umysłów przyćmionych. Zazwyczaj
słowo wróżbiarstwo traktowane jest z przymrużeniem oka i stad biorą się
dobrowolni ślepcy, którzy nie pojmują, iż prekognicja wróżebna istnieje i ma swoje
uzasadnienie. Owszem, przy podejmowaniu werdyktu astrologicznego występuje jeden z
elementów autentycznego wróżbiarstwa, mianowicie akt jasnowidzenia, ewent.
jasnoslyszenia, ewent. szczególny stan natchnienia, który pojawia się w efekcie
kontemplacji astralnej na obiektach zwanych sygnifikacjami horoskopowymi.
Ptolemeusz pisze o tym już na początku swojego Centiloquium:
1. Każda przepowiednia winna być oparta zarowno na doswiadczeniu, jak tez na
tradycji. Nikt - nawet mędrzec - nie potrafi uchwycić wszystkich form wydarzeń,
konstelacje bowiem odsłaniają zaledwie idee przewodnia danego wypadku, nigdy zaś jego
sprecyzowana postać. Praktykujący astrolog winien dlatego przede wszystkim przyswoić
sobie zdolność wnioskowania. Lecz tylko natchnieni przez Bóstwo potrafią przepowiadać
szczegóły. (podkreślenie - LZ).
2. Gdy badacz zechce wglądnąć w oczekiwane wydarzenie -
nie znajdzie zasadniczej różnicy między samym wydarzeniem, a jego idea.
3. Każde wydarzenie czy tez wypadek znajduje się zaznaczony
przez gwiazdy w horoskopie urodzeniowym.
4. Umysł biegły w nauce odkryje prawdę znacznie szybciej,
aniżeli jednostka wyszkolona w najwyższych gałęziach wiedzy
Dodam, że być natchnionym przez Bostwo jest darem Niebios, ale również, moim
zdaniem: 1. jest efektem pracy w poprzednich wcieleniach (co oczywiście jest trudne do
udowodnienia); 2. może być skutkiem zdarzenia (zazwyczaj nagłego i czasami dość
drastycznego) w bieżącym wcieleniu, a w efekcie uwalnia dyspozycje karmiczne; np.
historia kobiety Rosjanki, operatorki suwnicy, porażonej prądem 30.tys. wolt, która
przeżyła i stała się żyjącym aparatem rentgenowskim, 3. może zostać
wypracowane dzięki określonej dyscyplinie ćwiczebnej, z tym że: a/ program ćwiczebny
może ujawnić uśpione umiejętności; b/ program ćwiczebny może wytworzyć
takie umiejętności dzięki dyspozycjom tkwiącym w naturze człowieka.
Z mojego doświadczenia: tylko połączenie ugruntowanej wiedzy astrologicznej (por.
w/w p.4 Centiloq.) i umiejętności wchodzenia w stan natchnionej kontemplacji
astralnej pozwala odczytywać szczegóły i widzieć zjawiskowy przebieg wydarzeń.
Z powyższego wynika, ze astrolog powinien dbać o swój stan: 1. wiedzy wielce
konkretnej, zarówno przekazanej w sztafecie pokoleń od mistrza do ucznia, jak i
pomnażanej przez niego samego; wiedza ta zawarta jest w dziełach klasycznej
interpretacji wg reguł wnioskowania astrologicznego (np. Ptolemeusz, Morin de
Villefranche, Ambelain i in.), 2. dyspozycji wewnętrznej do kontemplacji astralnej.
Obserwuje się, niestety, że dyspozycja naturalna rzadko jest szanowana przez samego
astrologa i zostaje roztrwoniona na skutek niewłaściwego trybu postępowania
psychofizycznego.
Co więcej, astrolog powinien szczególna uwagę zwrócić na higienę i dyscyplinę
swojej codzienności, szczególnie operowania: 1. żywiołami, co w praktyce astrologii
hinduskiej zostało doprowadzone do perfekcji poprzez ćwiczebne akty kontemplacyjne na
pierwiastkach rzeczywistości, 2. adaptacją przestrzenną - orientacją lokalizacyjną,
3. subtelną wibracją dźwięku dźwięków, szczególnie słowa, 3. energią gestu i
symbolu, 4. barwą - subtelną wibracją materii, 5. subtelną wibracją emocji, uczuć i
miłości.
Kontemplacja astralna oznacza: 1. umiejętność przykucia uwagi do obiektu poznania 2.
wypełnienie pola przytomności jednym obiektem poznania w trwałym akcie przykucia uwagi
3. umiejętność utrzymywania stanu skupienia na obiekcie 4. ugruntowanie tej
umiejętności tak, aby pojawiała się ona na zawołanie.
Tak prowadzona praktyka stwarza nieodzowne warunki dla zaistnienia aktu kontemplacyjnego,
w którym obiektem poznania staje się horoskop, postrzegany od idei wiodącej
dla sprecyzowanego tematu, zwanej przeznaczeniem indywidualnym i/lub zbiorowym do
pojawiania się wewnętrznej wizji wydarzeń. Błędy astrologa najczęściej wynikają z
zachwiania stanu uważnosci.
Jest oczywiste, ze profesjonalizm astrologa wymaga spełnienia tych samych warunków, co
każdy profesjonalizm, np. pisarza, poety, sportowca, inżyniera, dziennikarza; każdy
profesjonalizm ma swoją specyfikę, np. dziennikarz może sobie pozwolić na to, co dla
sportowca jest zabójcze. Astrolog musi, tak czy owak, przestrzegać wielu zasad
postępowania, włącznie z odżywianiem się, ubiorem, relacjami itd.
Sztuki astrologii, tak jak każdej sztuki (poeta, muzyk, malarz) i eksploracji naukowej
(uczony, np. Fermat, Maxwell, nie mylić z naukowcem), nie można się wyuczyć.
Oprócz zgromadzonej informacji na temat potrzebne jest jeszcze to coś, co
piszącego czyni Żeromskim lub Haszkiem, a uczonego Bohrem lub Hawkingiem. To coś może
się otwierać w procesach poznawczych i każdy ma prawo ku temu zmierzać.
Właśnie takie podejście do astrologii skłoniło mnie do opracowywania (również dla
siebie samego) współczesnego nurtu szkoleniowego i praktyki astrologii świątynnej.
Nie musiałem wyważać otwartych drzwi, ponieważ reguły praktyki ćwiczebnej nie ja
wymyśliłem, są znane od tysięcy lat. W każdej epoce jednak astrologia świątynna
musi znaleźć własne przełożenie, stosowne do warunków, aktualnego stanu wiedzy i
umysłów.
Dlaczego świątynna? Ponieważ: 1. astrolog dokonuje skupienia na
prawidłowościach i skutkach funkcjonowania Świątyni Boga, którym jest Wszechświat;
2. narzędziem pracy astrologa jest świątynia ciała psychofizycznego zwanego
mikrokosmosem, ergo 3. astrolog winien dbać o właściwe relacje mikro - i makrokosmosu,
a takowe możliwe są tylko wtedy, gdy ugruntował on i utrzymuje odpowiedni stan,
4. astrolog kontempluje sprawcze funkcjonowanie Wyższych Inteligencji w ich relacji z
Ziemią i Człowiekiem; 5. czuje on całym sobą, że jego istnienie i praca są
powołaniem i stara się temu sprostać.
Tak to widzieli astrologowie, których dzisiaj postrzegamy jako twórców astrologii
klasycznej. Sam z takiego nurtu się wywodzę, a mistrzowie moi pomogli mi ujawnić
złoże karmiczne, a potem otoczyli mnie życzliwa opieka i wsparciem, gdy wyruszyłem do
samodzielnej praktyki. Staram się, z błędami a jakże, dokonać przekazu w tym nurcie
i, na ile jestem w stanie, pomnożyć wiedze, a także spłacać dług, jaki mam wobec
moich Nauczycieli.
Jest oczywiste, że wielu kandydatów do takiej pracy nie wytrzymuje ani wymogów, ani
ograniczeń, ani rozpoznanych i koniecznych uwarunkowań osobistych. Nie ma w tym nic
złego, widocznie musza jeszcze przeżywać cos innego (np. poczucie własnej
ważności, sławę, uznanie, bogactwo, rozkosze, cierpienia i rozterki tego świata).
Nie mając przy tym zaufania do Przeznaczenia, zaczynają manipulować wiedza dla
własnych korzyści.
A bywa (wcale nie rzadko), iż tzw. adept, który zgromadził parę okruchów
astrologii klasycznej i nie jest w stanie sprostać żmudnej pracy nad jej historia i
dorobkiem, chce udowodnić sobie i światu, że astrologia: 1. nie spełnia pokładanych w
niej oczekiwań, 2. wymaga nowego myślenia, innego podejścia, znalazła
się w marazmie i my ją z tego wyciągniemy, etc.
Owszem, pomnażanie wiedzy ma swoje etapy przesilenia, skoki jakościowe. W astrologii
również. Ale milczące założenie, że starą astrologie to my znamy, czas więc
na nową, zdesakralizowaną, najlepiej naukową, jest bałamutnym kłamstwem.
Dlaczego? Adepci astrologii nie znają ksiąg Ptolemeusza i Morin de Villefrancha,
Maniliusa i Picatrix, Agrippy, Albumasara, Biruni, Galena, Hipokratesa, Awicenny,
Junctinusa, Lilly, Villanova, Papusa, Sefariala, G.O.M., Mouni Sadhu, Brandler-Prachta,
Parasary, Bourgonne, Cartera, Robson, i wielu, wielu innych starych astrologów.
Śmiem twierdzić, bo sam widziałem i słyszałem, że dość blade jest pojmowanie
metodologii prognostycznych, opartych na zbornej koncepcji astrologii solarnej,
lunarnej, pytaniowej, etc.
A dlaczego nie znają i mają blade pojęcie? Można na to pytanie odpowiedzieć jak
belfer ze starej, dobrej, klasycznej szkoły: bo się nie uczą! A dlaczego się nie
uczą? Bo lenie, a jeszcze dlatego, że ledwo taki liznął ociupinę miodu, to od razu
robi się za starego bartnika. A do roboty, pszczołom tyłki podcierać!
Ale ja nie jestem takim belfrem i chociaż w pewnej mierze podzielam jego zdanie, to
problem widzę nieco inaczej. Otóż astrologom brak jest solidnego wykształcenia,
zarówno w astrologii klasycznej, jak w przyrodoznawstwie, astronomii, filozofii,
matematyce, językoznawstwie, historii i tych pozostałych, koniecznych dla uprawiania
rzetelnej astrologii, dziedzinach wiedzy. A dlaczego nie ma takowego wykształcenia? To
proste - nie ma takiej uczelni.
Astrologią zajmują się ludzie wykształceni, i to nawet bardzo wykształceni, ale nie
tylko oni... Filolog, filozof, fizyk, inżynier, lekarz, psycholog, dziennikarz, aktor...
Wielu wnosi coś pożytecznego i ciekawego. Ale sama astrologię, pokłady jej wiedzy
teoretycznej, praktyczne terminowanie u Mistrza traktuje się jako zajęcia nie całkiem
konieczne. Rzetelne studium wiedzy astrologicznej jest rzadkością, ponieważ wymaga
czasu, uporczywego poszukiwania i sprawdzania materiałów źródłowych, cierpliwości,
stosownej higieny osobistej i ćwiczebnej, a także, co niebagatelne, naturalnych
zdolności do zastosowania nabytej wiedzy w praktyce.
Czas?! Rzadko kto może sobie pozwolić na wiele lat szperactwa po starych foliałach,
tysiące czynności, aby znaleźć odpowiedni i pożywny materiał tekstowy, przegryzanie
się przez symbolikę komentowaną w językach obcych, w dodatku o składni zamierzchłej
i dzisiaj zrozumiałej tylko przez językoznawców. Uporczywe poszukiwanie? Materiały
źródłowe są trudne do zdobycia, nawet współczesne edycje wymagają znacznych
środków finansowych i zabiegów, aby do nich dotrzeć. Cierpliwość? Lata lecą,
astrolog też człowiek, chciałby żyć normalnie, musi zarabiać na siebie, chciałby
kogoś pokochać, mieć rodzinę, mieszkanie, ciekawą pracę, która da mu godziwe
środki utrzymania. Stosowna higiena osobista? Gdzie? W klitkach, zwanych mieszkaniami,
wędrując z miejsca na miejsce w poszukiwaniu kawałka wolnej przestrzeni osobistej i
roboczej, przy nieustającym a to braku środków do życia, a to poszukiwaniu pracy, albo
utrzymaniu się w niej, jeśli się już znalazło ten kawałek chleba? Dyscypliny
ćwiczebnej? U kogo i gdzie ma się tego nauczyć, w czasach, gdy praktykę zastąpiło
ględzenie o rozwoju duchowym, a prawdziwego Mistrza udaje radośnie podniecony instruktor
na kursach afirmowanych przez tak pokraczne nazwy, że trudno nawet je poprawnie po polsku
wymówić?
Nie ma uczelni, nie ma wydziału, chociażby katedry astrologii na wydziale
antropologii i historii kultury, nie ma środków finansowych, nie ma dobrze
zorganizowanych i wyposażonych bibliotek. Nie ma dostępu do mistrzów, którzy tak
skutecznie ukryli się przed tym całym chłamem i bełkotem, że jak już uda się do
nich dotrzeć, to udają prostaczków, byle ich tylko zostawiono w spokoju i nie zabierano
im czasu na tłumaczenie prawd oczywistych. A co mają robić, gdy astrologów, których
przybywa jak mrówków, bulwersuje wszelka wzmianka o metodach predykcyjnych
astrologii klasycznej. A już o ćwiczeniach kontemplacji astralnej, które są
niezbędne, aby odnaleźć swoisty dla wglądów astrologicznych punkt widzenia, prawie
nikt słyszeć nie chce, bo to, panie, jakieś mistycyzmy, zabobony...
A w dodatku, coś takiego, jak astrolog w ogóle, nie istnieje. Są ludzie, którzy
uprawiają astrologię, wg nich sądzi się też astrologie jako taką.
Statystycznie, najczęściej niestety, wielu tzw. astrologów, rzeczywiście uzdolnionych
i nawet natchnionych, ześlizguje się w hackerstwo magiczne, jarmarczne wróżbiarstwo,
ględzenie przez radio o tzw. horoskopie dnia lub tygodnia, telewizyjne trele-morele,
prasę bulwarowa, taniochę horoskopów gazetowych itp.
Patrzę i podziwiam przyspieszenie, jakie narzucił Uran, a teraz już i Neptun w
Wodniku. Ale jednocześnie czytam, że najwyższy czas zweryfikować, najlepiej
statystycznie, astrologię i zobaczyć w końcu, dlaczego z jej paradygmatu ino trociny
się sypią. Jednym słowem, nie bałamućcie naszych ścisłych umysłów, nie wmawiajcie
nam przyrodoznawcom, że istnieje coś, co nie zostało udowodnione... W swoim umyśle
czujemy się jak ryba w saku, wiec już najwyższy czas, aby sprawdzić, czy nie
przyplątała się tutaj ta złota rybka zwana astrologią. Czas najwyższy ją złowić,
wypatroszyć i podąć saute, a jeśli z przyprawami, to tylko w naszym, nowym sosie.
A astrologia? Popadła w marazm, i to w dodatku na świecie. Ten światowy
marazm to Arroyo, Braha, Cozzi, Nolle, Rae, Erickson, Yates, Volguine, Wronski, Witte,
Lewin, Barbault, Ambelaine, Campion, Głoba, Kwok Man-Ho, Cornu... A także współczesne
szkoły francuska, niemiecka, amerykańska, angielska, włoska, że nie wspomnę o
hinduskiej, arabskiej, chińskiej...
Proponuję całą energie, wszystkie pomysły, starania i wydatki, jakie są do
zaoferowania dla rożniastych jałowych dysput n/t nowej astrologii, przeznaczyć
na wysiłek zmierzający ku powołaniu uczelni astrologicznej z prawdziwego
zdarzenia. Ku temu prowadza dwie drogi. Jedna, to powołanie wydziału, lub na dobry
początek katedry astrologii na szacownej uczelni wyższej, na przykład Uniwersytecie
Jagiellońskim, który ma swoje tradycje astrologiczne i może się na nie powołać.
Druga, to powołanie uczelni samodzielnej, opartej na fundacji odwołującej się do
prywatnych źródeł finansowania. Ten wysiłek to pole do sensownego popisu dla młodych
i nieco starszych rewolucjonistów, którzy z inspiracji Neptuna w Wodniku mogą
sięgnąć obecnie nawet po taka gwiazdkę z Nieba.
www.logonia.org