![]() |
Leon ZawadzkiAstrologiem być... Serce Skorpiona Nic o nas bez nas |
![]() |
Astrologiem być...
Zaledwie parę dni przed zaćmieniem 11 sierpnia 1999r. rozmawiałem w
Pradze z czeskimi astrologami, którzy opowiedzieli mi o konflikcie pomiędzy dwoma
kierunkami badań astrologicznych ? humanistycznym i tradycyjnie klasycznym. Po powrocie
do domu poszedłem z moją dalmatynką do lasu na spacer i tak się nad tym problemem
zadumałem, że Dalma warknęła: Może byś tak rzucił mi jakiś patyk, bo od tego
myślenia zdrowszy nie będziesz.
Po powrocie do domu przejrzałem ponownie swoje notatki i listy od Czytelników. Pewien sympatyczny Czytelnik napisał do mnie: Jeżeli dobrze obserwuję, to właśnie w astrologii odchodzi się od gatunku astrologii wydarzeniowej, zastępując ją astropsychologią głębi, dzięki której próbujemy uchwycić to co duchowe czyli sens istnienia i działania.
- Masz babo placek! ? pomyślałem. Jakże łatwo używamy pojęć, których znaczenie staje się jasne dopiero po wielu latach studiów i praktyki. Astrologia wydarzeniowa jest pojęciem używanym w astrologii horarnej, a ta dzieli się na astrologię pytaniową, wydarzeniową i elekcyjną. Przy czym należy wyraźnie różnicować temat, w zależności od tego, czy sprawa bądź problem dotyczą osoby, grupy, organizacji, państwa lub narodu. W astrologii politycznej, na przykład, która stosuje też metody astrologii horarnej, metody rozpatrywania horoskopu politycznego są szczególne, zaś werdykt oparty jest na specyficznym interpretowaniu sygnifikatorów; zaś sama astrologia polityczna dzieli się na podgrupy tematyczne, z których każda ma swoją specyfikę.
Czytelnik pisze: Dla mnie prognozą jest uchwycenie sensu całościowych przemian, jakie następują wokół nas, bez zbędnego wdawania się w szczegóły, które mogą czasem prowadzić do wróżbiarstwa a więc w ślepy zaułek.
Moje zdanie na ten temat jest odmienne. Oparte jest na studiowaniu astrologii klasycznej i usilnym praktykowaniu we wszystkich jej działach; na obserwacji konkretnej pracy mistrzów, którą mogłem podziwiać i zgłębiać dzięki ich życzliwości i wsparciu; na własnym doświadczeniu przy rozwiązywaniu problemów i podejmowaniu konkretnych werdyktów; na obserwacji wyników pracy tych moich uczniów, którzy umiejętnie korzystają z wiedzy i przyrodzonych zdolności (a zdolności te są zróżnicowane, zgodnie z dyspozycjami złoża karmicznego).
Astrolog powinien wdawać się w szczegóły i nie bać się posądzenia o wróżbiarstwo. Wiem, że jest to zadanie bardzo odpowiedzialne i... ryzykowne, ale ?kto się wilków boi, ten do lasu nie chodzi?. Bywa, że taki odważny astrolog natknie się na przysłowiowe wilki i wygryzą mu one to i owo, ale tylko tak powstaje autentyczna umiejętność profesjonalna. Taki astrolog-traper staje się fachowcem, bowiem zagłębiając się w las można zrozumieć co się w nim dzieje. Wilki zaś nie atakują człowieka bez powodu, chyba że już doprawdy nie mają nic smaczniejszego do zjedzenia.
Posądzanie astrologa o wróżbiarstwo jest zajęciem umysłów przyćmionych. Zazwyczaj słowo wróżbiarstwo traktowane jest z przymrużeniem oka, bowiem wielu dobrowolnych ślepców nie pojmuje, iż prekognicja wróżebna istnieje i ma swoje uzasadnienie. Owszem, w pracy astrologa pojawia się motyw autentycznego wróżbiarstwa, mianowicie akt jasnowidzenia, ewentualnie jasnosłyszenia, wyłaniający się ze szczególnego stanu natchnienia, który pojawia się podczas kontemplacji astralnej obiektów zwanych sygnifikacjami horoskopowymi.
Ptolemeusz pisze o tym już na wstępie swojego Centiloquium: 1.Każda przepowiednia winna być oparta zarówno na doświadczeniu, jak też na tradycji. Nikt - nawet mędrzec - nie potrafi uchwycić wszystkich form wydarzeń, konstelacje bowiem odsłaniają zaledwie ideę przewodnią danego wypadku, nigdy zaś jego sprecyzowaną postać. Praktykujący astrolog winien dlatego przede wszystkim przyswoić sobie zdolność wnioskowania. Lecz tylko natchnieni przez Bóstwo potrafią przepowiadać szczegóły. 2.Gdy badacz zechce wejrzeć w oczekiwane wydarzenie - nie znajdzie zasadniczej różnicy między samym wydarzeniem, a jego ideą. 3.Każde wydarzenie czy też wypadek jest zaznaczony przez gwiazdy w horoskopie urodzeniowym. 4.Umysł biegły w nauce odkryje prawdę znacznie szybciej, aniżeli jednostka wyszkolona w najwyższych gałęziach wiedzy
Dodam, że być ?natchnionym przez Bóstwo? jest darem Niebios, ale jest, moim zdaniem, również efektem pracy w obecnym i poprzednich wcieleniach (to ostatnie jest, oczywiście, trudne do udowodnienia). Stan natchnienia może też być wypracowany dzięki określonej dyscyplinie ćwiczebnej, jeśli program ćwiczebny ujawnia i ugruntowuje takie umiejętności, dzięki dyspozycjom tkwiącym w naturze człowieka. Z mojego doświadczenia wynika, że tylko połączenie ugruntowanej wiedzy astrologicznej (por. p.4 Centiloquium) i umiejętności wchodzenia w stan natchnionej kontemplacji astralnej pozwala odczytywać szczegóły i widzieć zjawiskowy przebieg wydarzeń.
Bywa, że wyjątkowe umiejętności pojawiają się na skutek jakiegoś zdarzenia, zazwyczaj nagłego i częstokroć drastycznego, taką jest np. historia kobiety Rosjanki, operatorki suwnicy, porażonej prądem 30.tys. wolt, która przeżyła i stała się ?żyjącym aparatem rentgenowskim?.
Astrolog powinien dbać o stan wiedzy wielce konkretnej, zarówno przekazywanej w sztafecie pokoleń od mistrza do ucznia, jak i pomnażanej przez niego samego; wiedza ta zawarta jest w znakomicie opracowanych dziełach klasycznej interpretacji według reguł wnioskowania astrologicznego, np. Ptolemeusza, Morin de Villefranche?a. Powinien też zadbać o dyspozycję wewnętrzną do kontemplacji astralnej, która może być naturalna, ale należy o nią zadbać tak samo, jak uzdolniony pianista dba o sprawność techniczną i czyni to specyficznymi metodami praktyki ćwiczebnej.
Obserwuje się, niestety, że wielu uzdolnionych astrologów nie szanuje swojej dyspozycji naturalnej i potrafi ją roztrwonić na skutek niewłaściwego trybu postępowania, np. tocząc spory o wyższości astrologii humanistycznej nad klasyczną, bądź z powodu zazdrostek i zazdrości, które zatruwają mózg i niweczą natchnienie.
Co więcej, astrolog powinien szczególną uwagę zwrócić na higienę i dyscyplinę swojej codzienności, w której nieustannie styka się on z żywiołami. Takowa dbałość, w praktyce mistrzów astrologii hinduskiej, została doprowadzona do perfekcji poprzez ćwiczebne akty kontemplacyjne na pierwiastkach rzeczywistości.
Astrolog powinien pracować nad adaptacją przestrzenną, co pozwoli mu na właściwą orientację lokalizacyjną (polecam książkę Doroty Zarębskiej-Piotrowskiej Tajemnicze energie oraz dobre podręczniki feng-shuei); nad subtelną wibracją dźwięków prymarnych, szczególnie słowa, a tutaj wiele mógłby nauczyć się od znakomitych polskich aktorów (polecam Juliusza Tennera Technikę żywego słowa wyd. Lwów 1931); nad energią żywotną symbolu i gestu; nad subtelną wibracją barwy; nad subtelną wibracją emocji i uczuć; wreszcie, nad własnym charakterem (polecam dzieło Samuela Smilesa Pomoc własna wyd. Warszawa, 1879, tak, tak, tysiąc osiemset...).
Owe ćwiczenia, przytomnie i uporczywie powtarzane, pozwolą na osiągnięcie stanu, w którym możliwa jest kontemplacja astralna. Co to jest, czyli ?czym to się je?? Kontemplacja astralna oznacza umiejętność przykucia uwagi do obiektu poznania, wypełnienie pola przytomności jednym obiektem poznania - w trwałym akcie przykucia uwagi - aż do stanu zwanego prądem kontemplacyjnym. Ćwiczenie takie prowadzi nieuchronnie do ugruntowania tej umiejętności tak, aby pojawiała się ona ?na zawołanie?.
Wysokim stanem kontemplacji astralnej jest modlitwa. Praca nad horoskopem jest modlitwą astrologa, kontemplującego boską doskonałość relacji Nieba i Ziemi, która przejawia się w przeznaczeniu i losach człowieka.
Analiza astrologiczna jest aktem kontemplacyjnym, w którym obiektem poznania staje się horoskop, postrzegany od idei wiodącej (dla sprecyzowanego tematu), zwanej przeznaczeniem indywidualnym i/lub zbiorowym, aż do pojawienia się wewnętrznej wizji wydarzeń, co zdarza się dość często, a jeśli się nie zdarza, to najczęściej z powodu zachwianej uważności.
Jest oczywiste, ze profesjonalizm astrologa wymaga spełnienia tych samych warunków, co każdy profesjonalizm, np. pisarza, poety, sportowca, inżyniera, dziennikarza, zaś każdy profesjonalizm ma swoja specyfikę, np. dziennikarz może sobie pozwolić na to, co dla sportowca jest zabójcze. Astrolog musi, tak czy owak, przestrzegać wielu zasad postępowania, włącznie z odżywianiem się, ubiorem, relacjami...
Astrologii, tak jak bycia poetą bądź uczonym, nie można tylko się wyuczyć. Oprócz zgromadzonej informacji ?na temat? potrzebne jest jeszcze to coś, co piszącego czyni Żeromskim lub Haszkiem, a uczonego Bohrem lub Hawkingiem. Owo coś może się otwierać w procesach poznawczych i każdy ma prawo ku temu zmierzać.
Właśnie takie podejście do astrologii skłoniło mnie do opracowania, również dla siebie samego, nurtu astrologii świątynnej. Nie musiałem wyważać otwartych drzwi, ponieważ reguły praktyki ćwiczebnej nie ja wymyśliłem, są znane od tysięcy lat. W każdej epoce jednak astrologia świątynna musi znaleźć własne przełożenie, stosowne do warunków, aktualnego stanu wiedzy i umysłów.
Dlaczego świątynna? Ponieważ astrolog dokonuje skupienia na prawidłowościach i skutkach funkcjonowania Świątyni Boga, którym jest Wszechświat; ponieważ narzędziem pracy astrologa jest świątynia ciała psychofizycznego zwanego mikrokosmosem; ponieważ astrolog winien dbać o właściwe relacje z makrokosmosem, a takowe możliwe są tylko wtedy, gdy ugruntował on i utrzymuje odpowiedni stan wewnętrzny, w którym może kontemplować sprawcze funkcjonowanie wyższych Inteligencji w ich relacji z Ziemią i człowiekiem; ponieważ czuje on całym sobą, że jego istnienie i praca są powołaniem i stara się temu sprostać.
Tak to widzieli astrologowie, których dzisiaj postrzegamy jako twórców astrologii klasycznej. Sam z takiego nurtu się wywodzę, a mistrzowie moi pomogli mi ujawnić złoże karmiczne, a potem otoczyli mnie życzliwa opieką i wsparciem, gdy wyruszyłem do samodzielnej praktyki. Staram się, z błędami a jakże, pracować w tym nurcie i, na ile jestem w stanie, pomnożyć wiedzę, spłacając tym samym dług, jaki mam wobec moich Nauczycieli.
Opowiedziałem więc moim czeskim kolegom astrologom dowcip równie abstrakcyjny, jak spór o ?właściwą? astrologię. W karawanie, przez pustynię idą dwa wielbłądy. Idą już tydzień, z nieba leje się żar, noce są chłodne. W końcu jeden z nich zwraca się do drugiego i mówi: wiesz, cokolwiek tam o nas wypisują, a pić się chce!
Jeśli Czytelnik uważnie przeczytał ten tekst, to mam nadzieję, iż zauważył, że konflikt pomiędzy astrologią klasyczną i humanistyczną jest burzą w szklance wody, która tak czy owak jest nam potrzebna, gdy chce nam się pić.
Serce Skorpiona
W sprawie pokoju żadna obca ofiara nie jest zbyt duża.
Karel Čapek
- Jak się pan czuje jako obserwator wydarzeń, które wiele lat temu pan
przepowiedział? ? zapytał mnie starzejący się już człowiek, który od czasu do
czasu przypomina mi, że w ogóle cokolwiek przepowiedziałem. ? Chodzi mi o wojnę w
Kotle Bałkańskim. W 1993r. przepowiedział pan...
? powiedziałem ? prognozowałem..
- A więc prognozował pan, że tak czy owak skończy się to interwencją zbrojną z zewnątrz. I że ta interwencja też nic nie pomoże, bo, jak się pan wyraził, nie można królika nauczyć latać.
Powiedziałem: - Wie Pan, chyba przy końcu 1992r. uważnie wysłuchałem wywiadu, którego udzielił polskiej telewizji Milovan Dżilas. Nawet nagrałem ten wywiad, ponieważ książka Dżilasa ?Nowa klasa wyzyskiwaczy?, za której wydanie autor zarobił trzy lata więzienia w podarunku od swojego najbliższego przyjaciela Josifa Broz Tito, była w swoim czasie podręcznikiem dysydentów antykomunistycznych. Dzisiaj jakoś nie mówi się o Dżilasie, bo jak wiadomo, od komunizmu uwolnili nas ci, którzy najgłośniej o tym gardłują. Dżilas natomiast już nie żyje i z tego powodu ma kłopoty z mówieniem. A ponieważ był to człowiek mądry, więc nigdy nie upominał się o swoją ?działkę? z tytułu walki z komunizmem. W każdym bądź razie powiedział on wtedy, w wigilię 1993r., że bez interwencji z zewnątrz się nie obejdzie. Sprawdziłem jego słowa przy pomocy astrologii horarnej pytaniowej, i rzeczywiście...
- A czy pracuje pan nad prognozą astrologiczną nadchodzących wydarzeń? ? zapytał mój sympatyczny rozmówca.
Zamyśliłem się. Owszem, pracuję nad zborną, uporządkowaną hierarchicznie, dynamiczną konfiguracją tych wydarzeń, gdyż w naszej przytomności dokonują się dzieje zarówno świata jak i astrologii o wyjątkowym znaczeniu.
Dla astrologa, wprawnego w rzemiośle i nawykłego do skupienia, jest możliwe ogarnięcie jednym rzutem oka dziejących się i nadchodzących wydarzeń. Ale pisanie o tym, przedstawienie zbornej wizji poprzez słowo, wymaga namysłu, aby przekazać w miarę dokładnie to, co zostało w błysku, czasami w oka mgnieniu, ujrzane.
Wyrwane z kontekstu horoskopu(ów): posadowienia, aspekty, dyrekcje, progresje, lunariusze, domy księżycowe, pasma posadowienia Księżyca itd., jak również wnioskowanie z horoskopu poszczególnego wydarzenia spektakularnego (np. napaści NATO na Jugosławię) lub osoby, może prowadzić li tylko do spostrzeżeń i prognoz, zasadnych co prawda, ale fragmentarycznych. Z tych puzzli można nawet ułożyć jakiś sensowny obraz całości, ale horoskopy przyczynkarskie nie są wystarczające, aby ogarnąć odległe horyzonty przyszłości. Dlatego w astrologii politycznej łatwiej jest prognozować przebieg kampanii czy bitwy, niż końcowy rezultat wojny.
Kiedy zwróciła się do mnie stewardessa PLL Lot, aby prognozować lot do Montrealu i z powrotem, to praca była lekka i przyjemna: start opóźni się o dwie godziny, ponieważ pierwszy pilot będzie miał kłopoty osobiste; na pokładzie będzie znaczna ilość dzieci; jeden z pasażerów w wieku 40-43 lat zasłabnie na serce itd. Potwierdziło się, a właścicielka horoskopu była świetnie przygotowana, miała zabawki dla dzieci i nawet konsultowała z kardiologiem pomoc dla nieszczęsnego pasażera, dostała stosowne porady i lekarstwa itd. Jeśli jednak chciałaby prognozy dla PLL Lot bądź Montrealu, to praca byłaby żmudna i wymagałaby o wiele więcej informacji, chociaż lot polskiego samolotu do Montrealu jakoś się ma w horoskopie do PLL i samego Montrealu.
To samo dotyczy horoskopu napaści NATO na Jugosławię, z którego łatwiej można odczytać skuteczność i przebieg ataków i kontrataków, niż losy wojny.
Czy wobec tego można się postarać o horoskop losów wojny? Owszem, ale uprzednio konieczne jest znalezienie istotnego motywu samej wojny, a nie pozorów, które są serwowane naiwnym. Uważam, że najlepszym tekstem, jaki się ukazał n/t tragedii bałkańskiej jest artykuł ?Biznesczystki? w Gazecie Wyborczej z dn. 4 maja br. W tym artykule można znaleźć klucz do sytuacji i od razu jaśniejsze się staje, jakie - w horoskopie na 24 marca 1999r. godz. 20.15 Belgrad - jest znaczenie i rola Saturna w Byku. A ten element układanki na pewno może posłużyć do wnioskowania jaki będzie przebieg wydarzeń.
Astrolog musi spożytkować całą swoją wiedzę i skupienie, aby odnaleźć klucz do wydarzeń. Ale we wrotach do sytuacji na Bałkanach są co najmniej dwa zamki. Drugim kluczem jest decyzja ważniejsza niż moment napaści NATO, niż horoskopy Milosevica, Clintona itp. W dn. 25 kwietnia 1999r. w Waszyngtonie, na szczycie NATO przywódcy 19 państw zdecydowali: Sojusz Atlantycki będzie mógł prowadzić operacje wojskowe poza swoimi granicami, by bronić demokracji i praw człowieka.
Oto dwa klucze, które pasują do tego zamka: 1. biznes, który zdynamizował Bałkany; ale jak go ująć w horoskopy? oraz 2. akt hegemonizmu imperialnego (chciało by się powiedzieć demonizmu imperialnego) z dn. 25 kwietnia 1999r. w Waszyngtonie, w którym Polska również uczestniczy.
Jeśli do tych kluczy uda się uzyskać adekwatne horoskopy, to można prognozować na wiele lat przyszłości. Wtedy też horoskopy przyczynkarskie, takie jak Milosevica, Clintona, trzęsienia ziemi w Belgradzie, czy tornado w USA, znajdą swoje właściwe miejsce i wspomagać będą prognozę, wpasowując się w harmoniki.
Należy też wziąć pod uwagę, że interpretacje w astrologii politycznej mają swoje specyficzne, a ponadto częstokroć odrębne zasady i reguły, niż horoskop indywidualny. Np. horoskop Eichmana (albo Karadżica) może wykazywać wielkie sukcesy osobiste na skutek holocaustu, grabieży i morderstw, a nawet wiele lat skutecznego uchylania się od sprawiedliwości, co nie zmienia przebiegu wojny, której w znacznym stopniu ten bandyta patronował.
- A więc co pan widzi? ? głos starszego pana wyrwał mnie zamyślenia.
- Zastanawiam się ? powiedziałem. ? Pracuję nad tym, jak już wspomniałem. Wkrótce zapewne zdołam przedstawić Panu wnioski prognostyczne.
Otóż, badając skutki nadchodzącego w dn. 11 sierpnia 1999r. zaćmienia Słońca, zwróciłem baczną uwagę m.in. na pasmo od 8.34?19? do 21.25?44? Skorpiona. To, tzw. pasmo posadowienia sygnifikatorów, ma przemożne znaczenie w sytuacji nie tylko dla Kotła Bałkańskiego, ale i dla całego świata cywilizowanego.
Mars bezpośrednio (tranzytem) zaatakował to pasmo w 1999r. po raz pierwszy podczas zaćmienia Słońca w dn. 16 lutego 1999r. A potem, aż do 21 sierpnia 1999r. Mars zrobi to jeszcze dwukrotnie, w tym z ogromną mocą 11 sierpnia 1999r. w tzw. Wielkim Krzyżu zaćmienia. Przy czym cała konfiguracja Wielkiego Krzyża wywiera na to pasmo nacisk, który porównać można tylko z astrologiczną sytuacją końca XVIII stulecia podczas Wielkiej Rewolucji Francuskiej.
Zajrzałem do swoich notatek, aby zasięgnąć opinii ?starszych?, czyli astrologów, którzy już z tego świata odeszli, ale mają nam jeszcze wiele do powiedzenia. I co znalazłem? Nacisk na to pasmo oznacza, według średniowiecznego dzieła Picatrix, magię spisków, wrogich ataków, operacji czarnej magii politycznej prowadzącej do wojen i rozdźwięków. Agrippa uważa, że to pasmo wywołuje zdrady, rozpad, bunt, spisek i zawsze ma związek z władcami i władzą. Arabowie nazywają to pasmo Sercem Gwiazdozbioru Skorpiona i uważają, że wpływa ono na zdemaskowanie wrogów, ale jest niezwykle niebezpieczne dla matek i macierzyństwa. Chińscy astrologowie uważają, że to pasmo należy do najbardziej niebezpiecznych: sąd, bankructwo, skandal. Hinduscy astrologowie twierdzą, że nacisk złoczynny na to pasmo pozbawia człowieka przyjaźni i wsparcia, ponieważ jest on nadmiernie zachwycony sam sobą. Judejscy astrologowie twierdzą, że to pasmo oznacza karę za zbrodnie. Kabaliści uznają to pasmo za ekwiwalent Arkanu XVI ? Wieżę porażoną piorunem i władcę spadającego z niej ?na łeb, na szyję?.
Szanowny Czytelniku, uwagi starych mistrzów dotyczą sytuacji i osób, biorących w niej udział, niezależnie od tego, co oni sami o sobie mniemają...
Przeczytałem, zadumałem się i powiedziałem sobie tak: trudno, to co miało się stać, dzieje się. Jaka jest wola Nieba? Czy w tych warunkach można prognozę zrobić po staremu, w oparciu o tradycyjne podejście do interpretacji horoskopów?
Coś mi mówiło, że nie należy rezygnować z tradycyjnych metod analizy astrologicznej. I to samo wciąż mi mówi, że jeśli chcemy zobaczyć historyczny wymiar prawdy, to należy rozstać się z wieloma mitami, bo nadszedł czas, gdy same mity już nie wystarczą.
Nic o nas bez nas
Ofiarom bałkańskiej tragedii poświęcam
Dzień był deszczowy, siąpiło od rana. O świcie dwie sarny przyszły pod dom, aby poszukać pożywienia i zabrały się, oczywiście, do obgryzania wiosennych pędów drzew owocowych. Zobaczyłem je z okna swojego pokoju i wyszedłem, aby zaproponować im coś na ząb i poprosić o pozostawienie drzew w spokoju. Uciekły, zwinne i nieufne.
W sali kominkowej ośrodka studiów astrologicznych zebrała się grupka uczniów. Wszedłem, aby się przywitać, młody aspirant wiedzy spojrzał na mnie i zapytał: Panie Leonie, gdzie Pan tak nauczył się sztuki interpretacji horoskopu?
Zanim zdążyłem pomyśleć, usłyszałem, że mówię: Wie Pan, może to było wtedy, gdy zastanowiłem się, dlaczego odwracam zawsze czajnik, stojący na kuchence gazowej, dziobkiem do ściany? Otóż tak postępowałem przez wiele lat, zdając sobie sprawę, że moje zachowanie jest irracjonalne i ma w sobie coś obsesyjnego. W końcu, tak myślałem, jest to obsesja nieszkodliwa, ale nie zadawałem sobie pytania: dlaczego takie jest moje zachowanie wobec czajnika?
Aż pewnego razu, byłem sam w swojej górskiej chacie, napaliłem w piecu, postawiłem czajnik z rozmachem na płytę kuchenną, a ponieważ mój kot zaczął miauczeć domagając się jakiejś strawy, postawiłem ten czajnik nie tak, jak ?powinienem?. Nakarmiłem kota, odwróciłem się do czajnika i już miałem go odwrócić dziobkiem do ściany, gdy nagle coś we mnie krzyknęło: stop! zobacz, co robisz!
I zobaczyłem: jest wojna, mam pięć lat, idziemy z moim młodym kuzynem Gienkiem po nasypie kolejowym, w poszukiwaniu jedzenia. Jest po jesiennych wykopkach buraków cukrowych, przyglądamy się, gdzie poniewierają się na polach pozostawione buraki. Słyszę gardłowe glosy, śmiech i okrzyki, zbliżam się do skraju nasypu i widzę czterech żołnierzy niemieckich przy małym ognisku. Nim zdążyłem pomyśleć, że ci mężczyźni w porozpinanych mundurach, z karabinami niedbale odłożonymi na bok, są dla nas śmiertelnym zagrożeniem, czuję zapach smażonego boczku. Ta upajająca woń dobrego jedzenia jest w owej chwili, gdy głód skręca mi wnętrzności, silniejsza od mojego instynktu samozachowawczego, więc wdycham ją jak eliksir i wtedy jeden z tych żołnierzy mnie zauważa. Gwar i śmiech ustaje, żołnierz niedbale bierze karabin i zaczyna wdrapywać się na nasyp. Stoję jak zaczarowany. Żołnierz wyrasta przede mną, jakby od niechcenia repetuje broń, podnosi ją do ramienia i widzę lufę, która zionie mi prosto w oczy tajemniczym, niekończącym się tunelem. Wiem, że za chwilę wydarzy się coś ostatecznego, nieodwracalnego i że jest to tajemnica. Patrzę w ten tunel i nie mogę się poruszyć...
Czuję raptowne uderzenie w ramię i spadam z nasypu, na jego przeciwległą od żołnierzy stronę. Lecę koziołkując, wpadam w ostro kłujące zarośla, podrywam się i biegnę, znowu padam i biegnę... Słyszę gardłowy śmiech żołnierzy, ale nie słyszę wystrzałów. W tym śmiechu i krótkich, urywanych jak szczeknięcia okrzykach jest radosna wesołość i pewność, że ci, których głosy przetaczają się nade mną, mają prawo zabić mnie, ale mogą też nie zadawać sobie takiego trudu, skoro uciekam.
Ocknąłem się po biegu, w rozdartym sweterku, pokrwawiony i posiniaczony, ale jeszcze żywy. Okazało się, że Gienek, dosłownie w ostatniej chwili, pchnął mnie z nasypu i sam skoczył za mną. Dyszymy ciężko i uspokajamy się dopiero na przedmieściu.
Patrzę na czajnik i w czeluści jego dziobka widzę ten sam tunel i tę samą dziwną, nieodwracalną tajemnicę. Siadam na krześle przy stole, gapię się przez okno na beskidzkie wierchy i mruczę: musiała ci być jakaś mocna opozycja horarna, z radykalnymi tranzytami w moim horoskopie.
W sali kominkowej zrobiło się cicho, jakby w całym Wszechświecie zamarł na chwilę gardłowy śmiech ?panów stworzenia?. Znam ten dźwięk, słyszałem go w życiu tysiące razy i wiem, że nie jest to śmiech człowieka, lecz rechot w czarnej czeluści tajemniczego tunelu.
Po paru minutach dodaję nieśmiało: Oczywiście, była to lekcja astrologii, której w tamtej sytuacji jeszcze nie zrozumiałem. Ale przy piecu, w kuchni, byłem już dojrzałym człowiekiem i miałem za sobą kilkadziesiąt lat praktyki. Takich lekcji, z pogranicza życia i śmierci, wynikających z pytania być albo nie być, otrzymałem w tym życiu setki, aż zrozumiałem, że pytanie Szekspira jest wielce kokieteryjne. Po prostu nie można nie być. Nie-bycie jest złudzeniem. Wiem, że po drugiej stronie lufy karabinu czyli dziobka czajnika, może nie tak samo i nie taki sam, ale jestem.
Ukłoniłem się i już miałem wyjść z sali, gdy ktoś zapytał: - I co, przestał Pan odwracać czajnik dziobkiem do ściany? ? Ależ skąd! ? odparłem. ? Teraz jednak robię to świadomie, czyli rozwijam się duchowo, czyż nie tak?
Leon Zawadzki
1999