1999

czyli
wszystko dobrze - daj Bóg wytrzymać

 

Leon Zawadzki

1999 to dla astrologów niebywała gratka, gdyż na ten rok czekaliśmy od ponad czterystu lat. Ponieważ dość długo to trwało, więc niektórzy się nie doczekali, a nam się jakoś udało i teraz, prawdę mówiąc, ja sam nie mam specjalnej ochoty zajmować się prognozowaniem. A na co mam ochotę? Zamienić się w słuch, sprawić sobie nowe okulary i obserwować, gapić się, czytać doniesienia prasowe, oglądać reportaże i relacje telewizyjne, obracać na ekranach moich komputerów horoskopy państw, organizacji politycznych i wojskowych, korporacji gospodarczych, banków, przywódców politycznych, różnych VIP-ów i analizować, porównywać, sporządzać notatki etc.

A dlaczegóż to czekaliśmy na 1999 tak długo? Ano dlatego, że w XVI stuleciu Nostradamus zapowiedział:

Rok tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć siedem miesięcy
Z nieba zstąpi wielki król trwogi (przerażenia)
Wskrzesić wielkiego króla Angoulmois.
Przedtem, potem Mars panować (panuje) szczęśliwie.

O Nostradamusie i jego Centuriach napisano tak wiele, w takiej obfitości, że ciekawych i chętnych powinno to zaspokoić aż nadto. A czegóż to o nim i jego przepowiedniach nie pisano! Pogubić się w tym można, ale jedno jest tutaj pewne: chodzi o rok 1999, który właśnie nam nastał. Ale nie tylko, nie tylko... I w tym sęk, Szanowny Czytelniku. Gdyby bowiem mieć na względzie wyłącznie prognozę na rok bieżący, to jakoś dalibyśmy sobie radę, gdyż parę katastrof mniej, parę więcej, nic szczególnego, ludzkość już nie takie rzeczy widziała. I przeżyła.

Napisałem kiedyś książkę Końca świata nie będzie (wyd. Pegaz, Warszawa, 1992). Ludzie kupili, nakład był znaczny, przeczytali, pisali do mnie listy, jedni potraktowali to poważnie, inni nie bardzo, jak to ludzie. Były o tym artykuły, recenzje, jedna Pani w bardzo poważnej gazecie napisała o moich prognozach tak jakoś ostrożnie, aczkolwiek lekko kpiąco. A potem gdzieś się podziała zarówno ta Pani jak i jej opinia, chociaż gazeta została. Nawet pewien prezydent, wtedy bardzo znany, zadzwonił do mnie i powiedział, że czyta tę książkę pasjami i że chce się ze mną spotkać, aby omówić ważne sprawy. I już się ze mną prawie umówił, ale jak wiadomo, prezydent jest człowiekiem zajętym, a to przez obowiązki, a to przez koterie, więc do spotkania jakoś nie doszło. No to czekałem spokojnie na tę przyszłość, o której nie udało się porozmawiać z tym ważnym i bardzo zajętym człowiekiem. Miałem co robić, nie nudziłem się i nawet nie miałem czasu zagrać w ping-ponga. Aż nadszedł ten rok 1999, jeśli kalendarz się nie myli i ja sam nie mam jakichś przywidzeń. Ależ mam przywidzenia, bo właśnie abp Muszyński na konferencji prasowej zwrócił uwagę, że faktycznie jesteśmy już w III tysiącleciu, gdyż mnich Dionizy Mniejszy obliczając datę narodzin Chrystusa pomylił się w rachunkach o 4-6 lat. Więc czasami wydaje mi się, że to sen. Jak to, już, 1999? Patrzcie państwo, doczekaliśmy. 1999 - liczba to magiczna, tak ładnie i tajemniczo się prezentuje na papierze, w kalendarzach, na ekranach.

I od razu, jakby się umówili, telefonują redaktorzy, dziennikarze, publicyści i pytają: no i co, napisze pan o tym? O czym? - pytam niewinnie. - No, o 1999 roku, jakąś prognozę.

Szanowni Redaktorzy, gdyby to była tylko sprawa jednego roku! Od lat robimy wszystko, aby się sprawdziły najgorsze przepowiednie i wydaje nam się, że można ten cały pasztet przełknąć w ciągu jednego roku, choćby tak znaczącego jak jedynka plus trzy dziewiątki. Nic z tego. Rok 1999 zapoczątkowuje cały serial, wiele lat rozliczeń, a przy rozliczeniach, wiadomo, jedni tracą, inni zyskują. Smutne będzie to, że zbyt wielu straci, a ci, co zyskają, nie bardzo będą mogli się z tego cieszyć.

No, obudził się we mnie astrolog, więc do rzeczy, trzeba jakoś przymierzyć się do prognozowania. Chociaż prawdę mówiąc, nie bardzo mi chce, gdyż jaki jest koń każdy widzi.

A jak się to robi? Co się bierze pod uwagę?

Nostradamus niewątpliwie był geniuszem, chociażby dlatego, że zakpił sobie z wielu pokoleń astrologów, zostawiając mętną sieczkę swoich przepowiedni i tym samym zaprzągł do roboty multum umysłów, którym się zdawało, że cały ten gips poukładają w czytelne wzorki. Nic dziwnego, że astrologowie i komentatorzy, zmęczeni deszyfracją skrawków, które powypadały z worka wielkiego maga, łapią się za chociażby jedną konkretną datę. Wszyscy są zgodni co do tego, że tą datą jest 11 sierpnia 1999r. kiedy to nastąpi pełne zaćmienie Słońca, przy szczególnej, bardzo wyrazistej i spektakularnej konfiguracji planetarnej.

Pasmo cienia o szerokości około 112 km przetnie Indie, Pakistan, Iran, Afganistan, Irak, Turcję, południowo-zachodnią strefę Morza Czarnego, Bułgarię, Rumunię, Austrię, Węgry, Francję (dokładnie Paryż), południowy zachód Anglii, wcześniej zaś widoczne będzie od linii brzegowej USA na oceanie Atlantyckim.

Zaćmienie Słońca to w końcu nic szczególnego, corocznie mamy nie mniej niż dwa i nie więcej niż pięć takich zaćmień oraz nie więcej niż trzy zaćmienia Księżyca. Tak więc co roku możemy obserwować nie więcej niż siedem zaćmień. W XX.stuleciu siedem zaćmień miało miejsce tylko w latach 1917, 1935 i 1982r.

W 1999r. zaćmienia są tylko cztery: Księżyca 31 stycznia, Słońca 16 lutego, Księżyca 28 lipca i Słońca 11 sierpnia.

I właśnie zaćmienie sierpniowe budzi u astrologów i prognozujących wydarzenia jasnowidzów największe emocje! Na niebie pojawia się Wielki Krzyż Planetarny: Słońce&Księżyc w znaku Lwa, Saturn w znaku Byka, Uran w znaku Wodnika i Mars w znaku Skorpiona. I co tu kryć, ja sam, wpatrując się w horoskop tego zaćmienia, czuję dreszcze, bo jeśli muza Urania zdołała mnie czegoś nauczyć, to widzę, że to nie przelewki. Ale wiem też, że nic nie dzieje się od razu, więc tłumaczę sobie i innymi, że będziemy musieli poczekać na skutki tego zaćmienia, aż nadejdzie czas dokładnych aspektów planet tranzytujących do znaczących punktów Wielkiego Krzyża. Zaćmienia jednak, a raczej ich wpływ na bieg wydarzeń, mają to do siebie, że są odczuwalne zarówno przed, jak i po samym wydarzeniu astronomicznym. Zacznijmy więc kojarzyć, jeśli już Pan Bóg dał nam rozum. Najpierw jednak zwróćmy się do naszej bardzo zdolnej, młodszej siostry astronomii.

Zaćmienia Słońca o podobnych parametrach astronomicznych powtarzają się okresowo. Okres ten nazywa się Saros. Musi on być całkowitą wielokrotnością zarówno miesiąca synodycznego, jak i smoczego. Już starożytni obliczyli, że wynosi on 223 miesiące synodyczne czyli 242 miesiące smocze. Z obliczeń wynika, że po upływie 54 lat i około 34 dób zaćmienia powtarzają się w tym samym regionie geograficznym i mniej więcej o tej samej porze roku.

Można wyróżnić i obliczyć tzw. serie zaćmień Słońca, z których każda seria zaczyna się zaćmieniem na biegunie północnym (bądź południowym), a po upływie 1190-1330 lat seria taka kończy się na przeciwległym biegunie.

Obserwacja zaćmień prowadzona jest od niepamiętnych czasów. Herodot w swojej Historii pisze, że kapłani egipscy obserwowali i obliczali zaćmienia w przeciągu 11 tys. lat.

W tradycji astrologicznej zaćmienia Słońca zawsze oznaczały problemy, kłopoty, katastrofy, szczególnie dla państw, narodów i regionów, które znalazły się w strefie cienia. A dla władców oznaczały one wojny, rewolucje, bunty, choroby, nagłe upadki dynastii, a nawet śmierć.

A dlaczegóż to astrologowie zwracają tak baczną uwagę na zaćmienia i przypisują im tak istotne znaczenie? Aby to zrozumieć, wystarczy podać parę przykładów, nie wnikając w zawiłości interpretacyjne astrologii światowej, a więc gospodarczej, społecznej i politycznej.

Warto zwrócić uwagę na to, że tragiczna śmierć księżnej Diany wydarzyła się 31 sierpnia 1997r., tuż przed zaćmieniem Słońca 1 września tegoż roku. Pozwolimy sobie zacytować słowa Matki Teresy, z którą Diana była w osobistej przyjaźni: Nie zawsze rozumiem wyroki boskie. Ta tragiczna strata ma zapewne o wiele większe znaczenie, niż jesteśmy w stanie sobie to wyobrazić.

Zaćmienia Słońca, a raczej ich skutkowanie astrologiczne, przejawia się różnorako i tropienie takowych skutków, a także powiązań wydarzeń historycznych z zaćmieniami, jest jednym z najciekawszych zajęć profesjonalnego astrologa. Wymaga to solidnej wiedzy historycznej, a w każdym razie pasji poznawczej i umiejętności korzystanie z wielorakich materiałów źródłowych. Przykłady? Proszę: Karol Marks urodził się 5 maja 1818r. o godz. 1:33 w miejscowości Trier (Niemcy) w dniu zaćmienia Słońca. Nie było ono widoczne w samych Niemczech, ale pasmo cienia padło w tym dniu na Rosję i przeszło przez Petersburg, gdzie 100 lat później idee Marksa pomogły bolszewikom wziąć władzę. Czy coś z tego wynika dla astrologii? Zapewne tak, a w każdym razie, w relacjach Nieba i Ziemi nadal poszukuję algorytmów, które manifestują się poprzez wydarzenia historyczne.

Inny przykład, nie mniej istotny: otóż, licząc od 11 sierpnia 1999r., trzy okresy Saros wstecz miało miejsce zaćmienie 9 lipca 1945r. Ciekawe jest to, że 24 czerwca 1945r., dobę przed zaćmieniem Księżyca, w Moskwie odbyła się Defilada Zwycięstwa, podczas której armia sowiecka rzuciła zdobyczne sztandary hitlerowskie do stóp Stalina, stojącego na Mauzoleum Lenina, czyli na grobowcu swojego poprzednika. Ale na tym ta opowieść o zaćmieniach 1945r. się nie kończy. 16 czerwca owego roku na poligonie Los Alamos dokonano, pierwszej w historii ludzkości, próbnej eksplozji bomby atomowej. Zaś 17 lipca 1945r., kilka dni po zaćmieniu Słońca, rozpoczęła obrady konferencja poczdamska, na której strona amerykańsko-brytyjska umiejętnie wykorzystała próbny wybuch jaśniejszy od tysiąca Słońc, a tym nie mniej podczas tej konferencji Winston Churchil ? człowiek, któremu Wielka Brytania zawdzięczała tak wiele - przegrał wybory w Anglii.

Tak to się plecie na tym świecie, gdy cień pada na Ziemię, a życie toczy się dalej.

A czego możemy się spodziewać po zaćmieniu 11 sierpnia 1999r.? Co nieco już wiemy, sprawdźmy więc, czy pokrywa się to z przepowiednią Nostradamusa.

15 października 1997r. o godz. 4:43 czasu lokalnego z przylądka Cap Canaveral w USA wystartowała rakieta Cassini. Celem tej misji badawczej jest gromadzenia danych w oparciu o obserwację Saturna. Na pokładzie rakiety zmagazynowano dla celów naukowo-badawczych 30.kg plutonu. Już same nazwy Saturn i Pluton jakoś nieszczególnie radośnie astrologom się kojarzą. Ale co tam skojarzenia astrologów, ta sprawa jest o wiele poważniejsza niż same symbole i sygnifikacje. Otóż program Cassini jest nie tylko najdroższym przedsięwzięciem w dotychczasowych programach eksploracji kosmosu, lecz okazuje się, że rakieta Cassini w dniu 16 sierpnia 1999r. znajdzie się w odległości zaledwie tysiąca km od Ziemi, przy czym nie wiadomo, czy nie wejdzie ona w strefę przyciągania naszej planety i czy aby nie... spłonie w górnych warstwach jej atmosfery. Z 30.kg plutonu, co wystarczy, aby wielki król przerażenia przybył z nieba. Ciekawe, że dzieje się to za prezydentury Clintona, urodzonego 19 sierpnia 1946r. o godz. 07:45 w Hope USA, któremu jakoś nikt nie miał za złe decyzji stworzeniu takiego zagrożenia, natomiast uwaga amerykańskiego senatu i opinii publicznej całego świata skupiła się na marginalnym pozamałżeńskim love story prezydenta. Zaćmienie?

Mówią, że najciemniej jest pod latarnią. No to popatrzmy uważnie, może coś zobaczymy. Rakietę nazwano Cassini na cześć pierwszego dyrektora paryskiego obserwatorium astronomicznego J. D. Cassini (1625-1712). W 1675r. zauważył on ciemną przerwę między pierścieniami Saturna, która od tej pory nosi nazwę przerwy Cassiniego. Odkrył on też cztery tzw. dalsze księżyce Saturna. Ciekawe, że pierwszy z wielkiego rodu astronomów, Gian Domenico Cassini, był na początku swojej kariery wybitnym astrologiem, gwoli prawdy trzeba jednak zaznaczyć, że pod naciskiem kościoła wyparł się tej herezji i zajął się wyłącznie astronomią. Jeszcze ciekawsze jest to, że takie zaprzaństwo nie przeszkodziło ani papieżowi, ani dostojnikom kościoła, ani królom uzależnionym od Watykanu nadal korzystać z wiedzy i pracy astrologów. Studiując historię, coraz częściej mam wrażenie, że astrologia jest jak smaczna i pożywna potrawa, którą możni tego świata raczą łaskawie spożywać, byle w ukryciu przed gawiedzią, której dostają się ochłapy w postaci jarmarcznych przepowiedni.

Ale, wracając do szacownego Cassini, to jakoś tak się składa, że między 18 lipca a 19 września 1999r. Pluton będzie tranzytował 8 stopień znaku Strzelca, bardzo ważny punkt w horoskopie Paryża, zaś MC horoskopu zaćmienia Słońca 11 sierpnia 1999r. przypada dla Paryża na równie znaczący 7. stopień znaku Lwa. Zarówno Cassini, jak i Nostradamus, byli znacząco związani ze stolicą Francji.

Nostradamus mówi o jakiejś zmianie, która prowadzi do wskrzeszenia wielkiego króla Angoulmois. Co to znaczy i o kim mowa? Franciszek Orleański Valois, z rodu Angoulmois urodził się 12 września 1494r. w Cognac. W 1515 r. zasiadł na tronie jako Franciszek I. Został królem po 32.latach panowania despoty Ludwika XI. Historycy twierdzą, że Franciszek I prowadził wyniszczające (a niektórzy nawet dodają, że bezsensowne) wojny na terenach ówczesnej Italii, prześladował protestantów, zjednoczył swoje siły z luterańskimi Niemcami, aby przeciwstawić się ekspansywnej polityce katolickiej Austrii. Co więcej, w tym samy celu zawiązał koalicję z imperium otomańskim, a tureckie okręty wojenne, które pojawiły się w portach francuskich, wywołały oburzenie i sprzeciw katolickiej Francji. Franciszek I znalazł się nawet w niewoli, z której wykupili go Francuzi, ale pod warunkiem, że... odtąd będzie przebywał w Paryżu, a nie zajmował się wojaczką kierowaną przez niego z innych rezydencji. Najciekawsze jest to, że mimo wojen i problemów, które ściągał swoją wojowniczą polityką na Francję, był Franciszek I królem lubianym i szanowanym. Należy on do plejady władców oświeconych, o wyjątkowej charyzmie. Franciszek I Angoulmois otworzył szeroko drzwi i okna Francji, a tym samym Europy, na wolnościowe i humanistyczne idee włoskiego Odrodzenia. Osobiście sprawował mecenat nad wybitnymi twórcami sztuki, poetami, pisarzami i malarzami. Król ten uratował wielkiego Franciszka Rableais od prześladowań kościoła katolickiego. To dzięki niemu Leonardo da Vinci znalazł schronienie w ostatnich latach swojego życia, które przeżył w Chateau de Cloux pod Amboise nad Loarą, w miejscu, które zwano bardziej włoskim od samych Włoch. Franciszek I nadał językowi francuskiemu status języka oficjalnego, kończąc tym samym panowanie łaciny we Francji. Utworzył też instytucje szkolnictwa wyższego.

Jeśli Czytelnik zechce więcej dowiedzieć się na temat tajemniczej postaci Angoulmois z przepowiedni Nostradamusa, to polecam ciekawą pracę Davida Ovason Nostradamus. Sekrety przepowiedni. Wyd. Świat Książki, Warszawa 1998.

A co do Marsa przedtem i potem panującego szczęśliwie, to przeczytałem na ten temat tyle komentarzy, że ogarnia mnie błogi spokój, gdy pomyślę, ileż tu możliwości interpretacyjnych. Udało mi się, na szczęście, zachować zdrowy rozsądek, do tego stopnia, że nie mam ambicji, by Marsa i króla z rodu Angoulmois ubrać w jeszcze jedną wersję. Jeśli uważnie się rozejrzeć, to wystarczy faktów i prostych reguł astrologii klasycznej. Więc idźmy dalej, póki sił i dobrego rozeznania nam starczy.

J. Chirac, prezydent Francji, urodził się 29 listopada 1932r. i w jego horoskopie, od 7 do 16 sierpnia 1999r., Pluton będzie tranzytował Słońce.

Clinton, Chirac, Jelcyn, Hussein, a także Fidel Castro urodz. 13 sierpnia 1926r. mają z tym zaćmieniem jakieś ważne sprawy do załatwienia.

Ciekawostka, a może nie tylko: Anatolij Kaszpirowski urodz. 11 sierpnia 1939r. będzie obchodził 60. urodziny w dniu fatalnego(?) zaćmienia. Zadaję sobie pytanie: o co chodzi? Astrolog też musi myśleć, a tym razem ma o czym. Czyżby wielcy magowie, panujący nad umysłami i emocjami tłumów znaleźli się w trudnej sytuacji? Bo kiedy piszę te słowa, leży na moim stole roboczym gazeta z wielkim tytułem na pierwszej stronie: Był Prorokiem, a tekst powiadamia o śmierci Jerzego Grotowskiego. Bardzo ciepło i serdecznie postrzegam postać Grotowskiego, który w 1955r. opowiadał mi w Gdańsku o swoich planach życiowych, byliśmy wtedy jeszcze bardzo młodzi i obaj nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, co nas tak naprawdę czeka. Wielkość Jerzego Grotowskiego jest niezaprzeczalna, rozumiem jego uczniów i współpracowników, którzy mówili o nim Mistrz. Mam, co prawda, poważne wątpliwości co do nazywania go prorokiem, ale widzę, że odszedł z tego świata mocarny duch o światłym umyśle, który jako człowiek urodził się 11 sierpnia 1933r. w Rzeszowie. Gwoli prawdy zaznaczam, że po niegdysiejszych rozmowach w 1955r. nie widziałem więcej Jerzego Grotowskiego bezpośrednio, natomiast z oddali, robiąc swoje, z serdecznym zaciekawieniem obserwowałem realizację jego planów, a byłem przy tym zafascynowany tym, jak i w jaki sposób idea wiodąca spełnia się w konkretnym życiu. Patrząc na jego horoskop zastanawiałem się, jak też zaćmienie Słońca w dniu urodzin 1999r. wpłynie na jego losy. Śmierć fizyczna zmienia w tym przypadku nie tak wiele, jak mogłoby się wydawać. Usłyszymy jeszcze o Grotowskim, a zaćmienie wydobędzie coś, o czym jeszcze nie wiemy.

Rozmyślam więc o tym, że Wielki Krzyż Planetarny jest początkiem pewnej historii, która staje się coraz bardziej wyrazista. Wyłania się zarys historii jak najbardziej nowoczesnej, a przecież nadchodzące wydarzenia zawarte są w naszej teraźniejszości, smażą się na patelni dziejów najnowszych.

Fakty napływają do mojej pracowni strumieniem, z którego udaje się wyłowić to większą, a to mniejsza rybkę. Na przykład, zastanawiam się, co też oznacza i zapowiada ingres Saturna w znak Byka (1 marca 1999r. godz.13:25 GMT). Widzę poważne problemy ekonomiczne, kryzysy bankowe, niepokój na giełdach i zapowiedź poważnych fluktuacji kursów walutowych, kłopoty w Szwajcarii, głód w Afryce, rozpaczliwe poszukiwanie chociażby cienia porozumienia na Bliskim i Środkowym Wschodzie. A tu przede mną nowa porcja gazet i tygodników, w których takie oto ciekawostki: pod wielkim tytułem To już koniec zdjęcie bożyszcza koszykówki NBA Michaela Jordana, który kończy karierę sportową i tym samym odchodzi z zespołu Chicago Bulls, tak tak, właśnie Byków! No, czyż nie jest to wspaniała ekwiwalencja ingresu Saturna w znak Byka?! Saturn ogranicza i wymusza, tak głosi klasyczne ujęcie jego wpływu na tranzytowany przezeń znak i punkty ekliptyki. A wielki, wspaniały Byk MJ odchodzi od Byków właśnie teraz, gdy już wyczuwalne są wpływy Saturna, który powoli, ale nieuchronnie, kończy tranzyt w znaku Barana i za niecałe dwa miesiące wejdzie w znak Byka właśnie. Ale to nie wszystko, złoty cielec koszykówki Jordan urodził się 17 lutego 1963r. w nowojorskim Brooklynie. Taki zbieg okoliczności, patrzcie państwo, właśnie 16 lutego 1999r. będzie zaćmienie Słońca. Decyzja Jordana jest ze wszech miar słuszna, sam doradziłbym tej gwieździe sportbiznesu, aby się gdzieś dobrze schowała, a nade wszystko, aby dobrze ulokowała i zabezpieczyła swoje pieniądze, boć to przecież najbogatszy sportowiec świata. Ale do mnie Jordan się po poradę nie zwrócił, zapewne dlatego, że gorąco bym go namawiał, aby nie zaglądał więcej do kasyna i nie przegrywał tam fortuny, tylko znalazł sobie inne zajęcie, godne wielkiego sportowca, który musi grać i ryzykować. Grozi mu marnotrawstwo, które za pięć lat może zniweczyć jego fortunę.

No tak, ciężkie czasy nadchodzą dla Byków, przynajmniej tych z Chicago. Ale wertuję tę samą gazetę i widzę, że Saturn nie tylko w Chicago narobi kłopotów. Otóż okazuje się, że w dniu 12 stycznia Trybunał Konstytucyjny RP utrzymał w mocy przepis, który nakazuje rozbiórkę każdej nielegalnej budowli bez wyjątku. Otóż były jakieś próby łagodzenia tej dziwacznej ustawy, chciano tak jakoś bardziej po ludzku, ale nic z tego: Saturn porządkuje, wprowadza restrykcje, jednym słowem nie będzie żadnej samowoli, gdy Sędzia Saturn znajdzie się w tzw. Domu II czyli w królestwie Byka, a więc tam, gdzie my ludzie mamy na tej ziemi jakoś się urządzić.

Aż tu nadchodzi następna porcja informacji: dymisja szefa brazylijskiego banku centralnego i dewaluacja tamtejszej waluty o 8 proc. doprowadziły do paniki na światowych giełdach (Gazeta Wyborcza z dn.14.1.1999). I od razu wiadomo: to są tylko kwiatki, jagódki będę potem, jak powiada stare porzekadło rosyjskie, a jest ono tutaj jak najbardziej na miejscu, biorąc pod uwagę sytuację gospodarczą i finansową byłego imperium, które wcale to a wcale nie zrezygnowało z ambitnych planów, aby powrócić do dawnej świetności. Za jaką cenę? Na to pytanie odpowiedzą lata 1999-2007.

A o przysłowiowych jagódkach napomknął już George Soros, który analizując stan gospodarki światowej i kryzysu finansowego ostrzega: Czasami rynek, zamiast kołysać się miarowo jak wahadło, rozwala całe gospodarki jak taran do wyburzania domów. Rynek zagraża dziś społeczeństwu otwartemu bardziej niż totalitaryzm. (Gazeta Wyborcza 16-17 stycznia 1999r.). Analiza Sorosa jest fachowa i polecam ją Czytelnikowi jako znakomity aneks do naszych rozważań.

Jest o czym rozmyślać, Szanowny Czytelniku. Teraz, kiedy już wiemy, że zaćmienia zapowiadają jakieś ważne wydarzenia, a także zdajemy sobie sprawę, że przepowiednia Nostradamusa dziwnie wiąże się i zgadza z zaćmieniem sierpniowym 1999, a także biorąc pod uwagę obecną sytuację na świecie, możemy śmiało zaryzykować poważne pytanie: co tam, panie, w polityce?

Odpowiedź na to pytanie wcale nie jest prosta, a to bynajmniej nie dlatego, że te gwiazdy to ino zawracanie głowy, lecz z zupełnie innych powodów. Przede wszystkim dlatego, że w obecnej sytuacji jeden rok, choćby 1999, nie stanowi o kierunku przemian. Ale niewątpliwie jest to rok krytyczny.

Astrolog, który chce prognozować wydarzenia nadchodzących lat, jest w dziwnej sytuacji. Od wielu lat bowiem na temat roku 1999 namnożyło się tyle przepowiedni, proroctw, zapowiedzi i analiz, że dodać w tej materii coś nowego wydaje się butną zarozumiałością. Niektóre z tych analiz i prognoz wyraźnie demonizują sytuację, jak też zapowiadają wszelakie spektakularne nieszczęścia. A chociaż są wśród nich opinie stonowane i wyważone, to jednak obraz, który zarysowują, wcale nie jest pogodny. Jedną z ciekawszych prac na ten temat jest wnikliwa książka Berlioza pt. 1999, wydana jeszcze w latach 80. obecnego stulecia. Znakomita analiza i prognoza zawarta jest w książce pt. Black Dawn. Bright Day, której autorem jest Sun Bear we współpracy z Wabun Wind (wyd. Fireside, USA, 1992). Sun Bear, indiański jasnowidz, dostarczył wielu rzetelnych i realistycznie wyważonych informacji, których sprawdzanie się obserwuję od kilku lat. Ciekawe, że dla Polski zapowiedział on m.in. powodzie, klęski żywiołowe, a także inwazję... gryzoni i insektów.

Skupiony na realiach i horoskopach, staram się zobaczyć, jaki jest główny kierunek dokonujących się zmian. I widzę, że ma miejsce, dzieje się przemiana globalna, która dotyczy sensu istnienia człowieka na planecie Ziemia.

Wszystko wyraźnie wskazuje na przemianę mutacyjną gatunku homo sapiens. Uważam, iż jest to główny - i Bóg raczy wiedzieć na ile ważny - problem naszych czasów. Przyznam też, że wszystkie inne problemy wydają mi się marginalne.

I tu przypominam sobie, jak pewna stacja telewizyjna zwróciła się do mnie, abym wziął udział w serialu na wielce modny temat tzw. Epoki Wodnika. Obejrzałem już sporządzone odcinki serialu, w których były i czary, i mary, i strachy na Lachy, i opowieści o herosach, którzy żonglują sobie mocarnymi siłami przyrody; i bioenergie, i transcendencje, i filozofia nowego człowieka, który ho, ho, jak wiele może; i joga, i olaboga. A po ekranie skakały płomienie, powiewały tiule, kołysały się kościotrupy itp. akcesoria nadchodzących czasów Nowego Wieku. Obejrzałem, struchlałem i odezwałem się nieśmiało: Szanowni Państwo, to jest muzeum, mauzoleum i prosektorium. To, co nazywa się Nowym Wiekiem, wcale nie potrzebuje strzyg, demonów, wampirów i egzorcystów. Nowe czasy już nadeszły, już się dzieją, na oczach i w przytomności nas wszystkich. Jest to tak oczywiste, że aż niewidoczne. - I co to jest? - zapytała Pani Reżyser, a Pani Producent spojrzała zaciekawiona, jakbym za chwilę miał zaproponować jakąś nową, pyszną zabawę w piaskownicy. - Jest nas na planecie ponad sześć miliardów - zacząłem wyjaśniać, czując, że się pocę i zapewne nie podołam. Ale przynajmniej spróbuję, pomyślałem, i ciągnąłem dalej: - Zbliżyliśmy się do masy krytycznej. Dalej jest już tylko eksplozja bomby demograficznej, która wcale nie jest mniej groźna od nuklearnej. Takiej sytuacji na planecie jeszcze nie było. Miliardy ludzkich istot żyją w kołowrocie cywilizacji technicznej. Słuchają radia, oglądają telewizję, obsługują urządzenia techniczne, prowadzą samochody, latają samolotami, rozmawiają przez telefony, wytwarzają produkty w sposób zmechanizowany, posługują się pieniądzem, wchodzą do banków jak do świątyń, kupują gotowe produkty, łączą się z nieustannie obiegającą cały świat informacją, komputeryzują swoje mózgi.

Nasza fizjologia, uczucia, wymiana doświadczeń i informacji coraz bardziej stają się procesem technologicznym. Można wyliczać wiele nowoczesnych zachowań, które nieomal natychmiast wchodzą na trwałe do krwioobiegu, stają się nawykiem.

A skąd taka moda na te wszystkie psychoterapie, kursy przystosowawcze, szkoły przetrwania, metodologie szybkiego przyswajania i uczenia się, socjotechniczne metody uzyskiwania sukcesu i robienia kariery, sprawności intelektualnej, fizycznej, społecznej i seksualnej? A skąd się biorą te wszystkie grupy i sekty, które uczą nie myśleć i nazywają to medytacją, no bo rzeczywiście, jak zaczniesz o tym wszystkim myśleć, to zwariujesz. Skąd to się bierze, że nasze dzieci mają w szkołach programy nauczania, które potem muszą odreagować miotając się w delirycznych transach i słuchając ogłuszającej muzyki?

Czy rzeczywiście nadchodzi Armageddon? Przecież ta bitwa ostateczna już się dokonuje, jesteśmy na jej przedpolu, pozostały nam tylko te bardziej spektakularne potyczki. Walka toczy się w nas samych, wokół nas, nieuchronnie. Bierze w niej udział elita cywilizacyjna, która już zmieniła biochemię swoich systemów nerwowych i nawyki swoich funkcji fizjologicznych, oraz masowe populacje naszego gatunku, które nie mają możliwości genetycznych i ekonomicznych, aby dostosować się do warunków takowej zmiany.

Z jednej strony człowiek elity, homo cybersapiens, którego mózg staje się bioelektronicznym gadżetem, ale to on trzyma w ręku techniczną moc cywilizacji, którą dysponuje, chociażby dlatego, że potrafi ją tworzyć i obsługiwać. Z drugiej strony masy, które uczestniczą w technologicznych procesach wytwarzania, otrzymując za to względną, aczkolwiek godziwą zapłatę; oraz masy ludzi coraz biedniejszych, chociaż nie na tyle, aby umrzeć z głodu; i, w końcu, ogromne rzesze ludzi umierających z głodu, wycieńczenia, na skutek stresu cywilizacyjnego, okrutnych i ogłupiających wojen lokalnych. Nowe, zmutowane elity cybersapiensów wykazują jeszcze resztki człowieczeństwa, ale to już tylko kwestia czasu.

Selekcja (słowo brzmi okrutnie, ale dokładnie oddaje to, co się dzieje) dokonuje się nieustająco. Ludzie, którzy nie mogą i nie potrafią nadążyć za elektronicznym Duchem Czasu, są wdrażani do sfery obsługi, gdzie ich mózgi, systemy nerwowe i funkcje żywotne muszą się przystosować do szczególnego rodzaju skupienia, aby utrzymać się w stosownym tempie przemian cywilizacyjnych. Jeśli bowiem okazują się nieprzydatni, to są wyłączani z obiegu energii społecznej. Wszelkie akcje charytatywne są tylko odzewem na krzyk rozpaczy, aczkolwiek ich pożytek polega na tym, że dają jeszcze wielu jednostkom szansę, aby zdążyły wskoczyć do rakiety opuszczającej stare dzieje.

I tak dokonuje się bitwa pomiędzy starymi i nowymi czasy, a w gruncie rzeczy pomiędzy prototypem człowieka kosmicznego i odchodzącym w przeszłość homo jeszcze sapiens. Na tej planecie jedni spożytkowali genialne umysły Edisonów i Einsteinów, a tym samym zafundowali sobie sztuczne światło cywilizacji, drudzy zaś patrzą na to z rozdziawioną gębą i narzekają, tęskniąc za środowiskiem naturalnym, którego nie można uratować, bo go już nie ma.

Pretensje, próby powstrzymania tego procesu i sentymenty nic tutaj nie pomogą. Można nadchodzący świat nazywać Antychrystem, można mieć nadzieję na drugie przyjście Zbawiciela. Zapewne wszyscy doczekają się swojego Boga. Jedni ożywią swojego Złotego Cielca i wjadą na nim do swojego wirtualnego raju, inni pójdą za prorokiem i opuszczą tę planetę, na której nie mają już szans na przeżycie. I to jest Armageddon.

Tylko niewielu ludzi wie, że pomiędzy starymi i nowymi czasy, na wodach wieczności, unosi się Arka.

Rzeczywistość Ery Wodnika jest już na ulicach, w zakładach pracy, przy komputerach, rozmawia przez telefony komórkowe, projektuje rakiety i broń masowego rażenia, obsługuje linie technologicznego wytwarzania produktów, klonuje istoty żywe, wymienia informacje, transplantuje organy wewnętrzne, zażywa coraz bardziej wysubtelnione leki nowoczesnej chemiofarmakologii, ingeruje w kod genetyczny człowieka, zapładnia in vitrio, bada procesy starzenia się, narkotyzuje się, urządza orgiastyczne festyny muzyczne, zapełnia stadiony i czci idoli filmu, sportu, technokracji, bogactwa, władzy i seksu.

Ludzkość nie ginie i nie zginie, ona się adaptuje do nowej energetycznej struktury ziemskiego bytowania, przemienia w kosmicznych mutantów. Spóźnieni, którzy nie dotrą na czas do wirtualnej rzeczywistości, albo nie zechcą do niej wejść, będą musieli znaleźć sobie inną przystań, być może inną planetę.

I co Państwo z tym zrobicie? Zabronicie? Napiszecie jeszcze jeden katechizm? Opowiecie coś o dobrym Bogu i złym Szatanie? Pokażecie jakiegoś kabalistę dumającego nad talią Tarotu, albo wróżkę z kryształową kulą i kotem na ramieniu? Powiecie, że jak trwoga to do Boga, albo że jak joga to nieboga?

Prawdziwi kabaliści, autentyczni jogowie, mędrcy milczą. Dlaczego? Ponieważ rozumieją znaki czasu i zdają sobie sprawę, że tak jest, bo z tej drogi nikt ludzi zawrócić nie może. A zresztą, dokąd miałby ich zawrócić, albo skierować? Mass mediom mędrcy nie są potrzebni. Potrzebni są szarlatani, prestidigitatorzy, żonglujący wróżbici, mądrale, co wszystko wiedzą dokładnie i wcale. Tak więc dajmy sobie spokój, bo ja też muszę zastanowić się nad swoim życiem i zobaczyć, gdzie jestem i co z tego wynika. Proponuję, aby pieniądze i środki techniczne, przeznaczone na te wszystkie wygibasy telewizyjne i bełkot polityków, spożytkować inaczej: odwiedzić, z ekipą telewizyjną, tych paru mądrych ludzi, którzy jeszcze żyją na planecie i zapytać ich, jak widzą sytuację i co można zrobić, aby złagodzić przebieg nieuchronnych wydarzeń.

Propozycja ta nie została, oczywiście, wzięta pod uwagę. Może dla Czytelnika będzie ciekawe i to, że pięć lat temu zwróciłem się listownie do burmistrza Hiroszimy i japońskich notabli, aby wzięli mecenat i sfinansowali podobny projekt. Do dzisiaj nie mam żadnego odzewu na tę propozycję, z czego słusznie chyba wnoszę, że mają oni ważniejsze sprawy na głowie.

Żyjemy w Polsce, gdzie jeszcze wystarczy miejsca dla wszystkich, ale nie wszędzie na świecie jest tak sympatycznie i kolorowo. Przeglądam notatki i znajduję taki oto zapis: Chińscy komuniści jeszcze w latach 50. popierali model rodziny wielopokoleniowej i wielodzietnej. Ale już wtedy nieograniczony przyrost naturalny niepokoił przewodniczącego Mao Zedonga. W rozmowie z Piotrem Jaroszewiczem w 1958r. Mao przewidywał, że i w Chinach, i w Polsce liczba ludności szybko podwoi się, a potem potroi. ? Jak się do tego przygotowujecie? - Mao Zedong pytał Jaroszewicza. - Czy też rozważacie zorganizowanie życia narodu na dwie zmiany, dzienną i nocną, które egzystować będą w przeciwstawnych rytmach? A jak chcecie przekonać ludzi do dwuzmianowych domostw, w których jedna zmiana mieszkańców będzie spać, podczas gdy ich zmiennicy będą pracować? Życie dwuzmianowego narodu będzie bardzo efektywne, ale jakże trudne do zorganizowania. Co ma na przykład robić nocna zmiana rolników? (Gazeta Wyborcza. Magazyn. 15-16 maja 1998r.).

Wielka i obłędna myśl Mao nie została dotychczas zrealizowana, ale nie pocieszajmy się zbytnio, ponieważ: Z tych obaw wzięła się kampania kontroli urodzin, którą rozpoczęto już po śmierci Mao, w 1979r. Każdy dorosły Chinczyk co miesiąc musiał wypełniać ankietę o swym stosunku do antykoncepcji i wyjaśniać, jakich środków antykoncepcyjnych używa. W komunach władze stworzyły powszechny system kobiecych grup wzajemnej kontroli miesiączki. Od tamtego czasu niewiele się zmieniło. Ponad 330 tys. specjalistów od kontroli urodzin stara się co miesiąc skontrolować okres każdej Chinki. Tam, gdzie specjalistów brak, kobiety zaufania partii śledzą, czy sąsiadki mają okres w terminie. Wszystko po to, by w rodzinie mogło się urodzić tylko jedno dziecko. Rodzice marzą o chłopcu, dziedzicu tradycji. (GW. j.w.).

No i wiadomość z ostatniej nieomal chwili: w Chinach zatrważająco zmieniły się proporcje płci w przyroście naturalnym, na trzech chłopców rodzi się jedna dziewczynka. No i tak sobie myślę: czy wierzyć starym przesądom, że jak się rodzi więcej chłopców, to będzie wojna? A mężczyźni bez kobiet stają się okrutni...

Jeśli uważnie obserwować sytuację i fakty, to w prognozowaniu astrologicznym nie jest już tak potrzebna odpowiedź na pytanie: czy coś (co?) nastąpi, tylko kiedy? Otóż rok 1999 i lata następne są krytycznym okresem owego kiedy!

Zaćmienie Słońca 11 sierpnia 1999r., jeśli można się tak wyrazić, uderza jak mistrz karate w czułe punkty ewoluującego organizmu planety i ludzkości. Analizując horoskopy 1999 zastanawiam się, co dalej? A o tym Nostradamus pisze tak:

Słońce dwadzieścia w znaku Byka,
ziemia zatrzęsie się tak mocno,
Wielki wypełniony teatr zostanie zniszczony,
Powietrze, niebo i ziemia mroczne i zmartwione,
Wtedy niewierny wezwie Boga i świętych.

Dla Nostradamusa (i nie tylko dla niego) niewierny oznacza wszelkich wyznawców religii innej niż chrześcijańska. I oto w dn.16 stycznia 1999r. prezydent Iraku Saddam Hussein zaproponował utworzenie ugrupowania antyzachodniego, aby przeciwstawić się dominacji Stanów Zjednoczonych w świecie, co ma oznaczać nawiązanie poważnej współpracy ekonomicznej, politycznej i wojskowej oraz zapewnienie równowagi i pokoju w świecie. Idea to będzie znajdować posłuch i zwolenników, a w kwietniu-czerwcu 2000r. stanie się realną siłą.

Jest oczywiste, że ciekawią mnie wypowiedzi i prognozy astrologów dotyczące wydarzeń, które czterysta lat temu zapowiedział Nostradamus. Czytam Mountain Astrologer (June/July 1998), a w tym szacownym piśmie Tem Tarriktar w artykule Millenial Alignments 1999-2000 twierdzi, że główny kryzys rozwinie się w połowie 1999r. i będzie dotyczył państw, które w horoskopie mają silnie zaakcentowane znaki stałe. Punktem kulminacyjnym będzie sytuacja na wiosnę 2000r., kiedy to siedem planet spotka się w Znaku Byka.

Takie konfiguracje widoczne są gołym okiem, chociaż astrologowie zazwyczaj w pracy używają okularów. Tarriktar twierdzi, że: 1. nastąpi pogorszenie sytuacji na Środkowym Wschodzie, 2. wojowniczy Saddam Hussein po raz ostatni wchodzi do gry (ale nie pisze, że będzie to wejście fortissimo, a dodajmy, że wcale nie wygląda na ostatnie), 3. nowy biologiczny wirus będzie szokiem dla ludzkości (nie brak już obecnie takich przygód z wirusami, a ostatnio w Tanzanii uaktywnił się ponownie wirus cholery), 4. cały globalny system ekonomiczny może ulec destrukcji (Tarriktar jest wielce subtelny w swoich prognozach, gdyż kryzys światowego systemu gospodarczego jest nieuchronny, a to z wielu względów, nie tylko ekonomicznych i finansowych), 5. Izrael będzie punktem zapalnym, na którym skupi się atak w nadchodzących latach przełomu.

W tej sytuacji Tarriktar zaleca... gromadzenie różnorakich kolekcji, które przyniosą ich właścicielom bogactwo i pociechę.

A co robi profesjonalny astrolog, jeśli chce zobaczyć, jakie wiatry historii powieją? Porównajmy nadchodzące sławetne zaćmienie Słońca 11 sierpnia 1999 z horoskopami państw i narodów. To już rutyna, ale popatrzmy:

Stany Zjednoczone (4 lipca 1776 godz. 02:17 Philadelphia) - historycznie bezprecedensowy nacisk tranzytów na pozycję Księżyca w tym horoskopie. Oznacza to ostry kryzys bezpieczeństwa narodowego, zaburzenia życia gospodarczego, histeryczne odreagowania zbiorowości na sytuację nową i dotychczas nieznaną, problemy rodzinne, komunalne, mieszkaniowe, katastrofalne wahania na giełdzie, wzrost cen nieruchomości, wymuszoną zmianę polityki inwestycyjnej, spiralę koniunkturalną wartości i cen środków obrotowych. Znaczące posadowienie Księżyca w 18 stop. znaku Wodnika wskazuje na tendencję do masowej histerii, paniki, niepokojów i wahań społecznych. Większe jest w takim przypadku prawdopodobieństwo odreagowania na sytuację, niż podejmowanie działań prewencyjnych. W I oraz II wojnach światowych Amerykanie też czekali, aby w końcu odreagować, gdy atak został bezpośrednio przeciwko nim skierowany. Samo zaćmienie nie oznacza jeszcze natychmiastowych problemów, aczkolwiek napotkałem w literaturze prognostycznej zapowiedź wybuchu masowej histerii i paniki, a może nawet wojny, w dniu 4 lipca 1999r. I rzeczywiście, jeśli pomyśleć, że jest to dzień święta narodowego i wystarczy kilku szaleńców sterowanych przez terrorystyczne centrum w Bagdadzie lub w innym nie mniej zbrodniczym miejscu. Aż strach pomyśleć, ale myśleć trzeba. Jeśli spojrzeć na sytuację owego 4 lipca, to można uznać, że nic się takiego nie wydarzy, ale co się odwlecze... Powiedziałbym, że horoskop Stanów Zjednoczonych należy obecnie nieustająco mieć na uwadze, dosłownie przed oczyma. A co Clintona, to już potwierdził on przepowiednię Nostradamusa: Przy końcu XX stulecia problemy będą zbyt poważne, a ludzie zbyt mali, aby je rozwiązać. Niestety, dotyczy to nie tylko Clintona.

Rosja ma dwa istotne horoskopy: 8 listopada 1917r. godz.02:12 Peteresburg oraz 8 grudnia 1991r. w Mińsku (układ o powstaniu Wspólnoty Państw Niepodległych) - w obu horoskopach naciski zaćmienia są wyraźne. Dotyczą one: 1. pozycji Urana w Wodniku, Saturna w Lwie, oraz Słońca i Merkurego w Skorpionie z 1917r., co oznacza rozpaczliwą próbę restytuowania imperialnej potęgi byłego ZSRR, aczkolwiek przy jednoczesnym zachowaniu pozorów państwa demokratycznego; 2. pozycji Słońca, Marsa i Merkurego w Strzelcu w horoskopie z 1991r., co oznacza, przy sprzyjającym tranzycie Jowisza, mobilizację militarną i tendencję do interwencji zbrojnych. Najgroźniejsza jest jednak zapowiedź dyktatury wojskowej, która pojawia się na skutek krachu gospodarczego, finansowego oraz głodu, który zaskoczy Rosję w 1999r., bez żadnej gotowości, aby temu problemowi sprostać. W scenariuszu wydarzeń wyraźnie widoczna jest zbrojna interwencja rosyjska zarówno na Bałkanach, jak i na Bliskim oraz Środkowym Wschodzie. Wielki rosyjski manewr, według horoskopów, jest aż nadto wyrazisty: najpierw oburzony świat islamu atakuje Stany Zjednoczone, a właściwie i tak naprawdę rzuca się na Europę, a potem Rosjanie przychodzą jako tzw. wyzwoliciele. Ta partytura jest już ograna, ale sprawdza się w każdej sytuacji, gdy trzeba ratować imperium z kłopotów wewnętrznych. Jeśli państwa arabskie zaatakują Izrael, a ten odpowie kontratakiem jądrowym, to powód do interwencji jest aż nadto przejrzysty; jeśli lokalne wojny w Zatoce Perskiej będą miały charakter groźny dla stabilizacji gospodarczej świata, to również jest pretekst do zaznaczenia obecności Rosji w tym regionie.

Irak (14 lipca 1958r. godz.04:00 Bagdad, ale należy wziąć pod uwagę horoskopy operacji wojskowej Pustynny Lis 16 grudnia 1998r, godz.20:24 Bagdad oraz horoskop Saddama Husseina: por. Od koniunkcji do koniunkcji cz.II w tymże dziale Astrologia). Jest to miejsce zarzewia III wojny światowej, aczkolwiek sam język spustowy broni palnej nie jest bezpośrednio odpowiedzialny za wystrzał. Odpowiedzialny jest szaleniec, który naciska cyngiel, ale takowy szaleniec zawsze się jakoś w podobnej sytuacji znajdzie i zadziała. Tym razem jego siedzibą jest Bagdad.

Izrael (14 maja 1948r. godz. 16:00 Tel Aviv) - ten horoskop wskazuje, że w 1999r. ostre sytuacje i zmiany są nieuchronne, ale najpoważniejsze problemy, w tym zagrożenie totalne nastąpią po kwietniu 2000r. Wygląda na to, że Izrael stanie się główną sceną owego wielkiego teatru, w którym okaże się, że na oklaski jest za późno. Wojna arabsko-izraelska wisi w powietrzu, w przenośni i dosłownie. Wygląda na to, że na Środkowym Wschodzie zostanie użyta broń nuklearna i jest to tylko kwestia czasu. Kiedy? W 1999 jeszcze nie...

Bałkany - w tym kotle spokoju nie ma i nie będzie. Interesująca analogia astrologiczna występuje pomiędzy tym regionem a Indonezją, Indiami, Kaszmirem i Pakistanem, w których to regionach zanosi się również na wojnę, niestety nuklearną.

Korea Południowa (15 sierpnia 1948r. godz. 12:00 Seul) oraz Korea Północna (12 września 1948r. godz. 12:00 Phenian) - oba horoskopy wskazują na to, że konflikt pomiędzy tymi państwami jest jeszcze jednym punktem zapalnym wojny światowej. Caspar Weinberger w swojej książce III wojna światowa, rok 2006 (ostatnio ukazało się wydanie polskie) właśnie w tym regionie lokalizuje początek wojny światowej. Tę kartę rozgrywać będą Chiny, których horoskop (obliczony dla 1 października 1949r. godz. 12:00 Pekin) jest bodajże najbardziej wyrazistym przykładem zagrożenia, jakie niesie rok 1999. Koniunkcja Marsa i Plutona w Lwie w punkcie zaćmienia Słońca prowadzi do gwałtownych zmian struktury władzy i układów personalnych, a wydarzenia 2000r. przybliżą Chiny do nieodwracalnych decyzji militarnych.

Rzeczpospolita Polska rozpoczęła rok 1999 od wprowadzenia w życie dwóch fundamentalnych dla ludności reform: administracyjnej oraz służby i ochrony zdrowia. Jak na razie, efekt jest zaiste rewolucyjny: normalny, przeciętny obywatel nie wie, gdzie jest jego władza lokalna i gdzie oraz jak ma się leczyć. Można powiedzieć, że tym samym jesteśmy na szpicy przemian, których treść i głębię rodacy poznawać będą przez kilkanaście następnych lat. W marcu staniemy się pełnoprawnymi członkami NATO, a między sierpniem a grudniem dowiemy się, ile to kosztuje. Wojny w 1999r. nie będzie, bo Rosja, Białoruś i Ukraina muszą mieć czas na przeorganizowanie swoich struktur, nim zabiorą się do radzenia sobie z problemem zjednoczonej Europy. Połączenie się Rosji i Białorusi przybliży naszą wschodnią granicę pod sam nos niedźwiedzia, ale nam się nadal będzie wydawało, że niedźwiedź, co dużo ryczy, jest na pewno tresowany. Złudzenie to w końcu pryśnie, ale nie w 1999r.

W końcu, nie wszystko jest tylko polityką. Pozostają jeszcze anomalie klimatyczne, zmiany biegunów i pola magnetycznego Ziemi, program HAARP czyli techniczna manipulacja jonosferą w wykonaniu amerykańskiego zespołu badawczego, a także zapowiedź deszczu asteroidów, które znajdą się w polu przyciągania naszej planety. I wiele innych zapowiedzi, które spełniają stare życzenie: obyś żył w ciekawych czasach.

A coś przyjemnego w tym fascynującym 1999? Niewątpliwie odkrycia astronomiczne, w tym śladów życia na innych planetach; szybki rozwój technik medialnych, w tym komputeryzacji oraz internetu; nowe techniki łączności videotelefonicznej; bulwersujące, ale ciekawe informacje o kontaktach z innymi cywilizacjami. Gdzie nie spojrzysz, wszędzie technika. A ludzie? Paru z nas otrzyma nagrody Nobla za odkrycia astronomiczne i eksplorację kosmosu, aczkolwiek najważniejszym odkryciem będzie opracowanie naukowych metod teleportacji struktur materialnych.

A kiedy skończyłem pisać te skromne rozważania astrologa, wyszedłem na spacer, zaczerpnąć świeżego powietrza. I usłyszałem wycie syreny karetki reanimacyjnej, która przemknęła unosząc na swoim obłym cielsku wielkie cyfry numeru pogotowia 999.

Leon Zawadzki